Artykuł Rowerowe poranki – wycieczka 3 – Witaj na górskich podjazdach pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>Pora na górską trasę z kluczowymi fragmentami z dala od asfaltowych dróg. Pojedziemy do Ropek zahaczając po drodze o dwie malownicze doliny i zdobywając dwie górskie przełęcze.
Rowerowe Poranki to seria wycieczek dookoła Oka na Lackową idealnych dla tych którzy chcieli by spędzić trochę czasu na rowerze a potem zająć się czymś innym np. pracą zdalną lub spędzaniem czasu z rodziną. Wycieczki zaczynają się i kończą w domu, trwają do dwóch godzin. Można je ze sobą łączyć w dłuższe trasy.
Z domu za bramą w lewo i w stronę Izb (jak trasa numer 1) a więc w dół do wsi, w prawo do Izb, zjazd z przełączki, przejazd przez drewniany mostek i za nim w prawo, mijamy kościół w Izbach i dojeżdżamy do wylotu Doliny Bielicznej, gdzie na dłuższy czas żegnamy się z asfaltem. Kierujemy się tam, gdzie wskazuje znak „do cerkwi”, ale sama cerkiew nie jest przedmiotem tej wycieczki, chociaż oczywiście można podjechać i tam.
Za pierwszym brodem odchodzi droga w lewo – oznaczona jako niebieski szlak koński do Ropek (niebieska kropka). Tu zaczyna się konkretny podjazd na Przełęcz Perehyba (820 m n.p.m.) – niecałe dwa kilometry pod górę zajmują około 15 minut i wymagają jazdy na typowych górskich przełożeniach – coś w stylu 26/44 sprawdza się tu wyśmienicie. Cały czas w górę po stromiźnie aż do przełęczy. Najbardziej stromy jest ostatni kawałek i należy dobrze rozplanować tu balansowanie pomiędzy odrywającym się przednim kołem, buksującym tylnym i łapaniem oddechu. Pamiętaj jednak- da się wjechać! Jeśli Ci się nie udało to masz wyzwanie na przyszłość. Na przełęczy ławka i tablica informacyjna o wsiach łemkowskich – warto zapoznać się z tematem, bo zarówno Dolina Bielicznej jak i czekająca nas Dolina Czertyżnego są na niej wspomniane. Zjazd początkowo normalny, momentami stromy po kamienistej drodze poprzedzielanej skośnymi odpływami – kto ma amortyzację to może z niej skorzystać.
Zjeżdżamy do Ropek. Od przełęczy oprócz szlaku końskiego prowadzą nas znaki pieszego szlaku żółtego, potem dołącza też czerwony. W dolinie szlaki skręcają w prawo a my w lewo. Za ceglanymi słupkami wybieramy prawą ścieżkę, która prowadzi nas na przełęcz Lipka (685 m n.p.m.)
Jeśli jest październik to w drugim tygodniu można tu spotkać coroczny jesienny redyk – a więc powrót owiec z bieszczadzkich pastwisk do Zakopanego.
Wjazd na przełęcz Lipka jest łatwiejszy niż na Prehehybę – prowadzi nas łagodna droga bez stromizn. Z podjazdu ładne widoki, warto się parę razy zatrzymać i zerknąć za siebie. Na przełęczy po lewej stronie za choinkami przy na polance z kapliczką dobre miejsce na odpowczynek.
Doliną w której istniała kiedyś wieś Czertyżne zjeżdząmy w kierunku szosy Izby – Banica. Po drodze mijamy jedyną pamiątkę po wsi – łemkowski cmentarz. Za cmentarzem w lewo i wygodną szutrówką do asfaltu. Po drodze dwa brody i tuż przed asfaltem przejazd przez Rzekę Białą. Zwykle wody jest tu niewiele i przejechać można suchą stopą. Do domu wracamy przez znaną z wycieczki 1 „banicką ściankę”.
[See image gallery at chatawbeskidzie.pl]Artykuł Rowerowe poranki – wycieczka 3 – Witaj na górskich podjazdach pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>Artykuł Rowerowe poranki – wycieczka druga- Piorunujący Podjazd pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>Dzisiaj zmierzymy się ze słynnym podjazdem na Piorun. Na razie po asfalcie.
Rowerowe Poranki to seria wycieczek dookoła Oka na Lackową idealnych dla tych którzy chcieli by mieć trochę czasu na rowerze a potem zająć się czymś innym np. pracą zdalną lub spędzaniem czasu z rodziną. Wycieczki zaczynają się i kończą w domu, trwają do dwóch godzin. Można je ze sobą łączyć w dłuższe trasy.
Wycieczka prowadzi dookoła grzbietu widocznego nad bramą. Przetniemy go dwa razy – dolinę opuścimy podjazdem na górę Piorun a wrócimy tak zwaną betonką.
Za bramą w prawo i asfaltem do góry, i do dołu do Czyrnej. Tam w lewo w kierunku Mochnaczki. Tu zaczyna się słynny podjazd na Piorun. Nachylenie dochodzi do 19%. Na szczycie będziemy za ok 15 minut. Zjazd asfaltem z Pioruna trzeba koniecznie powtórzyć kilka razy – nie koniecznie od razu teraz. Za pierwszym razem zrobić zdjęcia – bo to bardzo widokowy kawałek, a potem można już tylko gnać w dół z wiatrem we włosach. Przecinamy niewielką rzeczkę o wdzięcznej nazwie Fataloszka i zjeżdżamy do Mochnaczki. Tam w lewo i drogą krajową 73 w kierunku Tylicza. Warto zerknąć na drewnianą cerkiew w Mochnaczce. Vis a vis świątyni jest sklep i najbliższy od domu paczkomat. A więc szybkie zakupy, wyjmujemy paczkę i dalej krajówką aż do drogi Mochnaczka – Izby tzw betonki. Łatwo tą drogę poznać bo to jedyny dukt z betonowych płyt po drodze. Prowadzi nią też niebieski szlak rowerowy. W rytmie postukiwania kół o kolejne płyty pniemy się do góry aby potem zjechać do Izb. Ze zjazdu ładne widoki na Lackową i Ostry Wierch. Zjazd doprowadzi nas do Końskiej Doliny w Izbach, tam dobijamy do drogi Izby – Banica i wracamy nią do domu. Po drodze zerknąć można na dawną cerkiew w Izbach. Kto chce może rozszerzyć powrót o przejazd przez Hirki (wycieczka 1) a może nawet pojechać przez dolinę Bieliczną do Ropek (wycieczka 3)
Możliwe połączenia:
Rowerowe poranki – wycieczka pierwsza – krótko, ale z pazurem
[See image gallery at chatawbeskidzie.pl]Artykuł Rowerowe poranki – wycieczka druga- Piorunujący Podjazd pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>Artykuł Rowerowe poranki – wycieczka pierwsza – krótko, ale z pazurem pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>Krótka wycieczka, doskonała na początek, tak by objechać to co widać z okna i zapoznać się z okolicą.
Rowerowe Poranki to seria wycieczek dookoła Oka na Lackową idealnych dla tych którzy chcieli by mieć trochę czasu na rowerze a potem zająć się czymś innym np. pracą zdalną lub spędzaniem czasu z rodziną. Wycieczki zaczynają się i kończą w domu, trwają do dwóch godzin. Można je ze sobą łączyć w dłuższe trasy.
Za bramą w lewo i wąskim asfaltem przed siebie w stronę widocznej na horyzoncie majestatycznej Lackowej. Zjazd do wsi i na krzyżówce w prawo. Wyjeżdżamy z Banicy i wjeżdżamy do Izb. Droga powoli wspina się do góry aby osiągnąć niewielką przełęcz, z której rozciąga się widok na Izby i oczywiście Lackową. Z przełęczy zamiast w dół dalej w lewo i do góry. Wąski asfalt zamienia się na chwilę w szuter. Droga widzie na grzbiet Hirki, skąd roztacza się szeroka panorama na Banicę oraz w kierunku północnym – widać dolinę idącą w stronę Śnietnicy, Banicką Górę a w oddali inne wzniesienia w tym górę Chełm. W bliższym planie można zauważyć też drogę, którą za chwilę będziemy się mozolnie wspinać. Z grzbietu szybki zjazd – dobra okazja na test hamulców – potem przejazd przez bród (kto lubi może się ochlapać na pełnej prędkości!), mijamy szkołę, za nią w prawo w stronę kościoła i w lewo stromo do góry. Ten podjazd to słynna „banicka ścianka” znana wśród wszystkich rowerzystów zwiedzających te okolice. Nachylenie dochodzi tu do 18%. Dobre miejsce aby sprawdzić czy aby na pewno wchodzi nam najwyższy bieg. Podjazd jest stromy ale niezbyt długi i za chwilę z góry można podziwiać panoramę całej przebytej trasy a potem już tylko szybki zjazd do domu. Przy bramie zmieńcie bieg, aby jutro rano łatwo się wyjeżdżało na kolejną wycieczkę!
Możliwe połączenia:
Wycieczka 2 – Piorunujący Podjazd
[See image gallery at chatawbeskidzie.pl]Artykuł Rowerowe poranki – wycieczka pierwsza – krótko, ale z pazurem pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>Artykuł Wycieczka rowerowa „Cztery podjazdy” pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>Ruszamy. Za bramą w lewo, do Izb, przez mostek, przez górkę i znowu w lewo, jakby zawracając w kierunku Banicy, ale tylko trochę, bo niedługo w prawo odbija czerwony szlak. Tu rozpoczyna się pierwszy z czterech podjazdów tej wycieczki. Wygodna szutrowa droga – w zasadzie można by powiedzieć „leśna autostrada” wspina się mozolnie ku górze. Mimo że to dukt pierwszej klasy, to podjazd wydaje się długi. Może to dla tego, że pierwszy i mięśnie jeszcze nierozgrzane? W końcu jest przełęcz, otwierają się nowe widoki i można śmiało pomknąć w dół. Ostatni kawałek do Ropek zjeżdżamy żółtym szlakiem, już bez szaleństw, bo droga węższa i bardziej kamienista. Tamże w prawo i niebieskim szlakiem na Wysową.
Przed nami kolejna przełęcz, droga mija powoli wieś i wspina się ku górze. Na przełęczy stoliczek i ławeczki. Kto się zmęczy może odpocząć, ale równie dobrze można pomknąć już w dół do Wysowej – bo to już bardzo blisko – i odpocząć tam w kawiarence w Parku Zdrojowym na przykład – tak właśnie robimy. Potem jeszcze kawałek główną na południe – i za cerkwią co właśnie nowiutki gont położyli jeszcze raz w prawo – znakowaną ścieżką
do cerkwi na górze Jawor.
Skoro na górze to rzecz jasna i pod górę – czyli trzeci podjazd wycieczki. W pewnej chwili szlak rozwidla się, wybieramy tą lewą odnogę i po podjeździe przez bukowy las jesteśmy pod cerkwią. Ostatnie metry były dość strome, ale teraz droga się wypłaszcza i szybko docieramy do grzbietu, gdzie przecinamy granicę i widoczną na prawo drogą przez łąki zjeżdżamy do słowackiej Cigielki. A co to za zjazd! Przez górskie łąki, z widokiem na Busov i Lackową – dwa najwyższe szyty Beskidu Niskiego. Jedna z najbardziej malowniczych dróg w okolicy. W Cigielce mijamy cerkiew i główną drogą w mkniemy dół do Petrovej a tam w prawo na Frickę.
We Friczce trzymając się prawej strony drogi zaczniemy wspinać się na przełęcz Beskid, ale można też na rozwidleniu skręcić w lewo, zobaczyć drewnianą cerkiew i wrócić. Cigielka, Fricka, Petrowa – to słowacki koniec świata. W zasadzie nawet Słowaków mało co tu widać, wsie zamieszkane są w sporej części przez Romów. Wystarczy przystanąć na chwilę, aby zebrał się spory tłumek dzieciarni.Dobri den, a dokąd jedziecie, a skąd, dajcie cukierka – takie tam pogaduszki – jak to z dziećmi. Tablice z nazwami miejscowości podwójne: po słowacku i cyrylicą po łemkowsku…a w środku Romowie.
Mijamy wieś, kończy się asfalt i szutrówka przez kilka kilometrów wspina się na Przełęcz Beskid, koniec ostatniego, czwartego podjazdu kończy słupek graniczny, który oznajmia, że wróciliśmy do Polski. Teraz prosto w dół do Izb, a z stamtąd to już niedaleko. Po 39 km i 800 merach podjazdów, nie ukrywam, nieco zmęczeni docieramy do domu.
P.S. A tydzień później spadł śnieg i znowu zrobiło się biało. Kwiecień – plecień.
Track GPS do pobrania z portalu GPSIES – kliknij tutaj!
Dystans: 37 km
Suma podjazdów: 800 m
Trudność: łatwa technicznie, wszystkie odcinki górskie po dobrych drogach, ale wymaga nieco kondycji
Artykuł Wycieczka rowerowa „Cztery podjazdy” pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>Artykuł Tyle to trzeba było mozołu…. pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>…dla sporządzenia jednego stołu.
Ale stół jest! W końcu zakończyła się budowa zestawu meblowego, zajmującego kąt obiadowy. Jest stół i dwie ławy. Razem mają 14 nóg, bo ławy są pięcionożne. No ale miało być o stole.
Więc najpierw powstała rama. Z desek po budowie, a nogi z kantówki którą dostałem w prezencie w tartaku. Po obróbce przywieźliśmy to w formie nie sklejonej, bo jakoś trzeba było zmieścić w samochodzie. No a żeby skleić, trzeba było ponad dwumetrowych ścisków. Akurat miał przyjechać stolarz, co nam okna robił, więc zagadnąłem czy by nam ścisków nie pożyczył na noc, a jakże zgodził się, tylko akurat śnieg spadł i powiedział że z drogi do domu to już sam sobie przyniosę w tym śniegu. Co to jest ścisk przynieść, pomyślałem…. No ale to nie były ściski z Castoramy, tylko prawdziwa kowalska robota. Ten lżejszy ważył dobre 35 kilo! Tak sklejona rama długo czekała na blat. Początkowo też miał być z desek po budowie, ale w suszarni się powichrowały, połódkowały i skończyły ostatecznie jako fronty w kuchni. A na blat w tartaku zamówiłem jesion. Miesiąc czekałem aż się wysuszy, przyjeżdżam a on krótki jakiś. No i okazało się ze ktoś zabrał mój dłuższy, a został krótszy. Więc znowu miesiąc czekania. Potem to już z górki, czyli jeszcze kilkanaście godzin pracy. Struganie, kołkowanie, klejenie – najpierw po trzy deski i znowu struganie tych poklejonych. I z tych 3 razy po 30 wyszedł blat na 90 szeroki. 9 desek, z 50 kołków i … prawie litr kleju!

Ostatnie szlify to była dopiero zabawa. Kilka godzin mocowania się ze szlifierką taśmową – ja ciągnę w jedną, a ona w drugą a stół się szlifuje. Zakwasy miałem prawie tydzień. Pakowanie i 400 km na dachu samochodu zeszło bez przeszkód, na tyle na ile oczywiście ciągłe przenoszenie ważącej ponad 50 kilo dechy może być bez przeszkód. I w końcu ostatnie wygładzanie, 3 warstwy oleju, i montaż do ramy. I w końcu można było zjeść śniadanie przy porządnym stole!
No i na koniec ogromne podziękowania dla Marka, który również nad stołem się mozolił, użyczając swej wiedzy, maszyn i rąk.

Artykuł Tyle to trzeba było mozołu…. pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>Artykuł Dolina Bielicznej w dziewiczym śniegu pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>

Według mnie tego typu narty do idealna opcja dla tych, którzy chcą spróbować zimowych wędrówek po Beskidzie Niskim i nie tylko. Ale szczerze mówiąc jeśli ktoś chce wyruszyć na zimową wycieczkę taką jak ta, może to zrobić na każdym wspomnianym typie nart, bo to zawsze jest bardziej kwestia chęci, niż sprzętu. A ci co nie chcą na nartach, mogą iść na rakietach śnieżnych. Zimowe wycieczki bez żadnego sprzętu to już ryzyko – podczas przecierania drogi „z buta” siły szybko ubywa, i takiej zimy jak ta GOPR ma sporo roboty ze zwożeniem z gór turystów, którzy po prostu nie dają rady dalej iść.
Artykuł Dolina Bielicznej w dziewiczym śniegu pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>Artykuł Do Cerkwi w Bielicznej ale dookoła pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>A więc należy postępować następująco:
1. Z domu do bramy i w lewo – kierujemy się do Izb
2. W Izbach kierujemy się do cerkwi w Bielicznej – jest wyraźny drogowskaz
3. Za pierwszym brodem uciekamy jednak z doliny w lewo i żółtym szlakiem końskim podchodzimy do góry w stronę Ropek.
4. Jest taki moment, kiedy nasza droga robi się bardziej stroma i odchodzi od niej wyraźna droga w prawo – skręcamy w tą drogę.
5. Droga idzie trawersem skrajem lasu i łąk – nieco bardziej w lesie, niż na łąkach, ale są prześwity i ładne widoki na Lackową i Jaworzynę Krynicką.
6. Na kolejnej krzyżówce w dół, mijamy dużą myśliwską ambonę i potem w lewo.
7. Droga prowadzi na Przełęcz Pułaskiego. Dwa razy się rozdwaja, my trzymamy się zawsze tej najbardziej lewej (chociaż i tak wszystkie dojdą na przełęcz)
8. Docieramy do grzbietu i czerwonym szlakiem idziemy w prawo w stronę Lackowej. Mijamy tabliczkę „Przełęcz Puławskiego”
9. Przy słupku granicznym 246/1 odchodzi droga w prawo do doliny – tam schodzimy.
10. Droga kilkakrotnie przecina strumień (w zasadzie rzekę Białą) – bobry działają aktywnie w tej części doliny i należy spodziewać się hydrologicznych niespodzianek, np. droga może być częściowo strumieniem lub też strumień może być częściowo drogą.
10a. Przy odrobinie szczęścia można usłyszeć plusk bobra.
11. Docieramy do Cerkwi w Bielicznej i doliną wracamy do Izb.
Dystans: 10 km z Izb / 18km z domu (wariant rowerowy)
Suma podejść: 230 / 350 m
Trudność: pieszo łatwa, rowerem średnia (zjazd kamienistą drogą z przełęczy).

Track GPS do pobrania z portalu GPSIES
Artykuł Do Cerkwi w Bielicznej ale dookoła pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>Artykuł Wycieczka na Czerteż pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>Przebieg wycieczki jest następujący:
1. Samochód zostawiamy w Izbach, kawałek dalej za wejściem do Doliny Bielicznej.
2. Drogą na przełęcze Beskid (bez znaków).
3. Czerwonym szlakiem (granica polsko-słowacka) w prawo na Czerteż.
4. Docieramy na wierzchołek oznaczony tabliczką „Czerteż”. Ale według mapy to jeszcze nie szczyt… Tam szlak skręca w prawo.
5. Dalej szlakiem na wyraźny wierzchołek ze słupkiem granicznym 1/254. (Według mapy to jest właśnie Czerteż). Tam w prawo schodzi droga oznaczona niebieskim szlakiem końskim (niebieska kropka, potem zielona). Tą drogą prosto w dół.
6. Dochodzimy do drogi z betonowych płyt (niebieski szlak rowerowy). Tą drogą w prawo.
7. Wracamy do Izb
Odległość: 6 km
Suma podejść: 200 m
Trudność: Łatwa.

[See image gallery at chatawbeskidzie.pl]
Artykuł Wycieczka na Czerteż pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>Artykuł Dookoła Czyrnej pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>Odległość: 16 km
Suma podejść: 440 m
Trudność: Na rower średnia. Jazda w terenie, kilka stromych podjazdów. Na spacer łatwa.
Artykuł Dookoła Czyrnej pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>Artykuł Historia rzeczy codziennego użytku pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>
Lampka stała kiedyś na parapecie, ale to było za nisko do czytania. Po pięciu minutach w graciarni-stolarni przyniosłem idealną belkę – nawet przycinać nie trzeba było. Była poszarzała i nijaka, ale kilka ruchów szlifierką taśmową wydobyło z niej kolorystykę o jakiej namalowaniu można by tylko pomarzyć. Olejowanie bezbarwnym olejem dopełniło dzieła.



Lampki to uboczny efekt wycieczek na Rozdziele po buczynę na wieszak. Zostało trochę buczynowych widełek i trzeba je było jakoś zagospodarować.

Kawa czy też jedzenie na tarasie z widokiem na Lackową jest wskazane o ile nie pada. Dlatego potrzebny był możliwie lekki stoliczek, o wysokości odpowiedniej dla siedziska z palet, który można tam szybko wystawić bez zbędnego dźwigania – więc konstrukcja jest najprostsza z możliwych. Początkowo planowałem nie robić nawet pełnego blatu, tylko takie cienkie żerdzie, ale jak zacząłem układać te kolorowe deski obok siebie to już nie mogłem się powstrzymać. Żadna z desek nie była w żaden sposób barwiona – po prostu taką się stała leżąc na słońcu, w cieniu, w deszczu czy jeszcze gdzieś indziej. Niektóre są złotawe, niektóre srebrnoszare, kilka ma ciepły pomarańczowy odcień. Całość tylko przeciągnąłem bezbarwnym olejem, co jeszcze wydobyło kolory i zabezpieczyło stolik przed wodą. Kolor ramy dookoła to osobna historia. Pierwszy pomysł był e będzie szara, ale ostatecznie zamówiłem olej barwiony na ciemny brąz. Jednak albo podałem zły numer koloru, albo pan przy mieszalniku go źle wpisał i ostatecznie przeznaczenia nie dało się uniknąć – w puszcze znajdowała się idealna szarość.


Deski po szalowaniu fundamentów to nie jest może najlepszy materiał stolarski, no ale do kominka też nie bardzo się nadają. Szlifierka taśmowa z grubym papierem radzi sobie dobrze z resztkami betonu, dziury po gwoździach można zaszpachlować (szpachlowanie na zdjęciu w trakcie) i blat do ławki gotowy. Będzie na czym siedzieć przy ognisku. Więc ostatecznie zamiast w kominku deski skończyły przy ognisku, a to jednak pewna różnica.

Pierwszy drewniany gadżet w domu. Zobaczyłem coś takiego w gdzieś necie i też chciałem taki mieć. Z balem pojechałem do tartaku, bo aż takiej piły to nie mam żeby ukroić kromkę w belki konstrukcyjnej o przekroju 18cm. Za kilka PLN na allegro kupiłem mechanizm zegarowy… no i jeszcze musiałem stać się właścicielem ręcznej frezarki, żeby zrobić na niego miejsce.

O wieszaku jest osobny artykuł, ale nie sposób o nim nie wspomnieć również tutaj.
Artykuł Historia rzeczy codziennego użytku pochodzi z serwisu Oko na Lackową.
]]>