Dawidzie Drogi. Ja w całości jestem w stanie zrozumieć Twój tekst i nawet go rozumiem i nawet się z nim zgadzam – kiedy przyjmę perspektywę osoby niewierzącej. Z perspektywy członka Kościoła to wygląda nieco inaczej. Zwłaszcza ten aspekt wspólnotowy, który tak uwypukliłeś. Potępiam zbrodnie, nie umiem zaakceptować faktu, że jacyś księża molestowali dzieci, że jacyś biskupi zamiatali to pod dywan. Tak samo jak nie akceptuję tego, że robił to nauczyciel wuefu swoim uczennicom, a dyrektor przymrużył oko, że szef nie wyciągnął konsekwencji i nie zgłosił na prokuraturę zachowania pracownika. Wszyscy powinni iść za kraty. Jednak nie widzę powodu, żebym ja miała rezygnować z przyjmowania Komunii Św., z przystępowania do sakramentów dlatego, że jakiś ksiądz zachował się haniebnie. Odpowiedzialność zbiorowa nigdy nie była stosowana we wspólnotach, zawsze szukało się winnego i on miał odpowiedzieć za swoje zachowanie. Ani wspólnota mieszkaniowa, ani wspólnota ogródków działkowych, ani wspólnota Polaków, ani wspólnota Kościoła nie odpowiada jakimś „wspólnym sumieniem” za czyny jednego człowieka. Ludzie mają sumienie i odpowiadają za swoje uczynki indywidualnie. Piotr zdradził Jezusa, ale z tego powodu ludzie nie odwrócili się od swojego Nauczyciela. Judasz wydał Go na śmierć, apostołowie nie rozproszyli się w tego powodu, choć w ich wspólnocie przez większość czasu był oszust i morderca. Istotą tej wspólnoty jest Jezus, i ze względu na Niego ludzie są w Kościele. I dlatego zostają w tej wspólnocie. Nie dlatego, że akceptują zachowanie księży. Odejście od niej oznaczałoby dla nich (nas) odcięcie się od Komunii, sakramentów, Eucharystii, a tego zostawić się nie da.
]]>