Post Toksyczności naszego dna powszedniego pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>„A kto by rzekł swemu bratu: „debilu”, podlega Sądowi Najwyższemu”.
Internet zalewa fala toksyczności. Niewinnej. Łagodnej w słowach. Co ci się stanie jeśli ktoś napisze ci w komentarzu, że jesteś głupcem, debilem lub podobne? Nic. To tylko słowa. Po prostu nie ma sensu przywiązywać do tego znaczenia. Ale na niektórych ludzi to może wpływać. Taki jeden komentarz, takie jedno odezwanie.
Pytanie czy słowa to tylko słowa, czy nieść mogą ze sobą coś jeszcze? Czy to może być tak, że w słowach jest zawarty jakiś ładunek czegoś więcej. Że one jakby „pachną” lub „cuchną” emocją w nich zawartą. Że to nie zależy wyłącznie od odbiorcy. Że złośliwa intencja, w tych słowach jest realną ich częścią, niewidocznym ale faktycznym załącznikiem?
Więc większość machnie ręką i już. Ale jak ktoś na progu depresji, to taki „komentarzyk” może go popchnąć w zła dla niego stronę. I jak to właściwie jest, czy to jest tak, że jedni się bardziej przejmują a inni mniej? Czy jedni są bardziej odporni, a inni mniej? A może to jest jeszcze inaczej? I każdy człowiek ma po prostu w sobie bufor, pewien bufor odporności. Jedni mają większy, inni mniejszy. Jedni mają na 10 mln toksycznych słów. Inni mają na milion. Jeszcze inni na tysiąc. To wielkość tego bufora ludzi różni a nie jaką odporność czy jej brak. Odporność tylko z tej wielkości wynika, ale nawet jeśli brak realnego negatywnego odczucia w konsekwencji z toksycznym komunikatem, to nie znaczy, że on temu człowiekowi nie zaszkodził. Intencją – świadomą lub nie – jest wyrządzenie szkody drugiemu. I to się dzieje. Bufor się zmniejsza lub próg zostaje przekroczony i osoba „łykająca” te toksyczne odzywki zaczyna odczuwać nieprzyjemność.
O dziwo masa ludzi, w tym biedny obecnie Jordan Peterson, relacjonowali, że ten strumień negatywizmu internetowego nie pozostaje wcale bez wpływu na nich. Że chcieliby go jakość odfiltrować, ale nie ma sposobu. Z drugiej strony państwa, służby, korporacje i władze tego świata masowo używają tego mechanizmu w celu kształtowania dyskusji, postaw itd. Ta jedna z najbardziej szkaradnych stron rzeczywistości – poszywanie się pod realnych ludzi przez różne wpływy i instytucje, by innych manipulować – gwałtownie i zwiększa ilość toksycznej zawartości w internecie i popycha zwykłych ludzi w tę stronę.
Toksyczność nie jest bowiem jedynie nazwą jakiejś grupy zachowań. To jest spójny wzorzec ludzkiego istnienia. On istnieje o wiele bardziej rzeczywiście niż my sami, choć nie istnieje materialnie. Te wzorce to „potęgi” i „władze”. „Nie prowadzimy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich.”
Wzorzec negatywności i toksyczności istnieje. Przez pewnych ludzi bywa – nieświadomie – adoptowany i wtedy w nich jest. I wtedy nimi – żyje. Wtedy ich wykorzystuje do samowzmacniania się zgodnie z teoriami Ruperta Sheldreka. Toksyczny człowiek, którym żyje Wzorzec negatywności, jest przez ów wzorzec kierowany. Nie może przestać. Jego emocje, spostrzeżenia, rozumienia, wszystko kieruje go do tego, co robi, do bycia toksycznym i negatywnym w stosunku do innych. I nie ma znaczenia czy do wszystkich czy wybranych, bo strategia wyboru konkretnych celów do pastwienia się, jest strategią alibii dla złoczyńcy, by sam przed sobą się tłumaczył, przecież jestem fajny dla innych. Nie nie jesteś. Bo kto by powiedział… drugiemu…
Wzorzec negatywności jest genialny. Te „moce” i „zwierzchności” zawierają w sobie inteligencję przekraczającą często ludzkie zdolności pojmowania i rozumowania. W szczególności wykorzystuje on naturalne i pozytywne odruchy i linie zachowań celu agresji. A zatem fundamentalną sprawą jest dla niego wejście i interakcję, a więc kluczowe jest wywołanie reakcji drugiej osoby. Bowiem poprzez reakcję, osoba ta wchodzi w interakcję z toksyczną drugą stroną i w ten sposób zwiększa własną ekspozycję na negatywne oddziaływanie, co jest celem Wzorca toksyczności. Kąśliwe uwagi, zaczepki, oskarżenia, pomówienia, obelgi. Wszystko jest także po to, by wywołać reakcję. Nie ważne jaką. KAŻDA reakcja jest sukcesem agresora. Sukcesem toksyczności.
Wszystkie rzetelne badania psychologiczne wskazują, że kontakt z facebookiem kończy się źle. Zatem generalnie zdrowie psychiczne ludzi, a już w szczególności młodzieży, pogarsza się w wyniku kontaktu z mediami społecznościowymi. Facebook literalnie wywołuje depresję. Inne media prawdopodobnie też. Internet stał się jednym wielkim tsunami toksyczności.
Niech moja osoba i twoja nie będą udziałowcami tego tsunami. Nikt nam za to nie podziękuje, bo ten świat jest zbudowany na fundamencie resentymentu, jednoczesnej obawy i agresji, jednoczesnego poczucia zagrożenia i pragnienia dominacji. Nie ma co oskarżać toksycznych ludzi. Wbrew pozorom są oni albo zostali oni najpierw poranieni. A może niektórzy nie? Może niektórzy mają w sobie od początku, poczucie satysfakcji z tego, że komuś sprawią przykrość? To słodkie poczucie dominacji i wyższości? Kto wie, tacy też mogą być.
Racjonalnie warto po prostu, bez specjalnych ceregieli, dla własnego i agresorów dobra, omijać źródła toksycznych przekazów. Starać się o pozytywny przekaz. Być świadectwem tego, co dobre. Nie zawsze się to uda, bo jesteśmy ludźmi. Ale też dlatego, że jesteśmy ludźmi możemy wybierać kierunek, a nie płynąć z prądem. Do piekła, do otchłani, gdzie toksyczność będzie jedyną i stałą rzeczywistością.
Post Toksyczności naszego dna powszedniego pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>Post #14 Jednodniowy post 2026 – koniec lata i sporo słońca pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>
W sumie to temu postowi należą się same podziękowania. Obniżył mi wagę? Obniżył. Wprowadził wyciszenie i lepszy nastrój? Wprowadził. No dobra na początku głowa bolała, ale to tyle. Nawet jakoś warzywek nie muszę dopychać butem, żeby samodzielnie nie wyskoczyły z gardła. Owszem, szczerze, bo tylko szczerze ma sens, są niesmaczne. Ale dodaję. Czasem suszonego pomidora, czasem jabłko, czasem 1/4 grapefruita i jakoś idzie.
Podstawą mojego wyżywienia stały się ogórki. Rano zwykle 2 ogórki plus 1 pomidor i ząbek czosnku – takie śniadanie. Czasem się rozpędzam i dołożę sałatę, ale to już jest na bogato i może przesada. Obiady zwykle coś na parze z dodatkami, a to cukinia, a to kalafior, a to pietruszka czy marchewka. Jakieś dodatki typu koperek też mają miejsce, bo lubię koperek. Lubię go, bo normalnie to robię sos tzatziki, a tam koperek odgrywa ważną rolę, no ale na poście stał się po prostu urozmaiceniem takim dodatkowym. Kupuję go w warzywniaku, bo te z marketu jakieś słabe takie, zachodnie, jakby wyzute z całej mocy koperku.
Nie mam pojęcia ile jeszcze. Dzisiaj raczej tak, ale jutro, to kto wie. Nie ważne. Ważne jest tylko dzisiaj, a dzisiaj świeci słońce. Liście powoli żółkną i pierwsze zaczynają spadać. Wybrałem się raz na tym poście na taką 40 km przejażdżkę na rowerze. Nie powiem trochę szedłem, bo było przez las, a ja lubię las, to zsiadłem i byłem, w tym lesie. Las mówi. Każdy kto zaprzeczy ma rację. Ale ja uważam, że mówi, tylko trzeba słuchać. Opowiada o całym mnóstwie rzeczy i nie miejsce tutaj, żeby je powtarzać. Ale las mówi nie tylko słowami. Robi to jakoś inaczej, tak że go „słyszymy” całym sobą, oczywiście jak posłuchać.
Na drodze do tego lasu spotkałem bestyjkę. Małe to to było, ale się stroszyło. Wypełzło na drogę, bo nagrzana słońcem, a to gad. No ale na drodze wiadomo – rowery jeżdżą, to pięciu go minie, ale następny…
To się pochyliłem i gadam do niego, żeby zlazł z tej ścieżki, bo będzie z niego marmolada, ale ten głowę do góry i próbuje syczeć. Znaczy na to wyglądało, że się starał, ale coś mu cicho wychodziło, bo strasznie mały był. – No kozaku – pomyślałem i wziąłem patyk leżący z boku, i… hoop, wyrzuciłem go na trawę. Jak głupi to pewnie znowu na tą ścieżkę rowerową, ale kto wie.
W lesie bardzo lubię jak taka klawa mieszanka jest słońca i cienia z liści drzew. Mogę tak patrzeć i patrzeć, jak w tej mozaice wszystko się rusza, jak kołyszą się gałęzie, trzepoczą liście. Jak wszystko jest. Jedni gapią się na rybki w akwarium, ja lubię las. Jak wygląda i jak brzmi.
Koniec lata się zbliża nieuchronnie. Jakoś tak wyszło ostatnio, że post zaczynam z wrześniem. Wolałbym później, bo teraz i winogrona i jabłek w bród, ale z drugiej strony te ogórki, pomidory, teraz najfajniejsze, a w zimie to takie wymęczone i sztuczne trochę. No i droższe też. Napisałem takie krótkie: „Zalety i zagrożenia postu Dąbrowskiej”, zaraz niżej są linki, to można sobie pobrać, jeśli komukolwiek się to do czegoś przyda.
Za nieco ponad tydzień zrównanie dnia z nocą, a potem jazda w szarość, ciemność i chłód. Ale może ten post pomoże mi trochę słońca jednak zachować? Może każdemu z nas tego słońca potrzeba. I tego realnego i tego zwykłego optymizmu, zadowolenia, luzu, wiedzy, że wszystko jest okej, że jutro będzie dobrze.
Wszystkim czytającym i poszczącym, zatem… słońca!
Korzyści i zagrożenia Postu Dąbrowskiej, do pobrania:
Plik szeroki – na komputer: pdf, 10
Plik wąski – na komórkę: pdf, 12
Post #14 Jednodniowy post 2026 – koniec lata i sporo słońca pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>Post Kwestia istnienia Boga pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>O co chodzi w pojęciu „istnieje”? Kiedy wiemy, że coś „istnieje”? Po czym to poznajemy?
Otóż istnieje to, co znajduje się, albo się znajdowało albo może się znaleźć „w polu naszego widzenia”.
Zatem jest człowiek i… postrzega. Postrzega kamień, ścianę, kobietę, chmury, dziecko, swoją własną stopę.
Zatem pierwszym warunkiem aby w naszym rozumieniu coś dla nas „istniało” jest to, że to się może znaleźć w przestrzeni naszego postrzegania. Postrzegamy wzrokiem, słuchem, pozostałymi zmysłami, ale postrzegamy też rozumem i liczba 3 dla nas istnieje, choć nie jakoś materialnie czy namacalnie, no ale jest, bez żadnej wątpliwości.
Zatem Bóg aby mógł istnieć (w naszym rozumieniu) musiałby móc znaleźć się w polu naszego postrzegania.
Co mówią czasem niewierzący? Przekonaj mnie. Pokaż mi, wykaż mi, że Bóg istnieje. Ale to czego oczekują, to tego, że ów przez nich rozumiany Bóg stanie się przedmiotem w ich sferze postrzegania. Że się w niej „zmieści”. Że będzie można Go albo zobaczyć, albo zrozumieć tzn. objąć intelektualnie.
Ale jeśli Bóg istotnie istnieje, to znajduje się całkowicie, fundamentalnie i jakościowo poza polem naszych spostrzeżeń i poza polem naszego rozumu. Oczywiście mógłby stworzyć jakąś projekcję, którą my moglibyśmy „objąć”, ale to byłoby wprowadzenie w błąd. Jeśli istnieje coś/ktoś i jest źródłem istnienia całej postrzeganej przez nas materialnej i niematerialnej rzeczywistości, to owo Źródło, nie ma jak znaleźć się w polu naszego postrzegania, chyba, że poprzez własną projekcję.
Rozum może wskazywać na istnienie Boga, ale nie może go w żaden sposób dowieść. Doświadczenia i wrażenia – w tym mistyczne – mogą na to wskazywać, ale nie są żadnym dowodem obiektywnym. Samo pojęcie dowodu w żaden sposób do takiego Boga, który utrzymuje wszystko w istnieniu, nie może się odnosić, bo samo jest przez niego utrzymywane.
Może najciekawszym tutaj zagadnieniem jest kwestia wiary. Kłania się anegdota o zachodnim turyście pragnącym zobaczyć Boga, który przybył do guru po pomoc, a ten wsadził mu głowę do beczki z wodą i mało go nie utopił. Wyczerpanemu tłumaczył: „Jak będziesz chciał zobaczyć Boga tak bardzo, jak chciałeś zaczerpnąć powietrza, to go zobaczysz„.
Naturalne podejście jest takie jak św. Tomasza: Uwierzę jak zobaczę. Ale być może realne podejście jest odwrotne: Zobaczysz jak uwierzysz.
Zatem nie byłoby sposobu, aby kogoś przekonać, że Bóg jest. Istnienie Boga byłoby pochodną i skutkiem, „temperatury wiary” człowieka w jego istnienie. Ale czy wtedy Jego istnienie, nie jest po prostu ludzką projekcją? Człowiek tak bardzo wierzy, że w końcu sam wierzy w to, w co wierzy i to dla niego staje się prawdą, ale nie dlatego, że prawdą jest, tylko dlatego, że tak „wymyślił”?
Ale może jest jednak tak, że wiara jest niezbędna do tego, aby Bóg dla człowieka istniał? Niezbędny jest szalony wysiłek człowieka, by przekroczyć. Przekroczyć świat własnych spostrzeżeń. By się przezeń przedostać w dążeniu do Źródła, do Nienazwanego, do Boga.W trakcie tego wysiłku – „Szukajcie a znajdziecie” – Bóg czasem wychodzi człowiekowi naprzeciw i swojej doczesnej świadomości człowiek doświadcza różnych rzeczy, które pojawiają się — w – w y n i k u — i w następstwie tego dążenia, które pochodzą spoza świadomości i intencji człowieka.
Więc bez wiary, bez wysiłku dążenia, zbliżenia się do Boga, Bóg dla człowieka oczywiście nie istnieje. Natomiast w wyniku przekraczania „doczesności” wskutek wiary, człowiek się do Boga zbliża. – Ale jak? – Zapytają. Na piechotę? Na kolanach? Odprawiając nabożeństwa i modlitwy? Owo „zbliżanie się” człowieka do Boga jest złożeniem różnych aspektów, aktywności i postaw, z których tą fundamentalną, pierwszą i podstawową jest Miłość, zatem intencja „Chcę byś istniał”. W ten sposób człowiek tworzy — r e l a c j ę — między sobą a Bogiem albo wchodzi w taką relację, bo z drugiej strony jest pełna do tego gotowość.
Zatem istnienie Boga jest pochodną wiary człowieka, bo człowiek zamknięty na Jego istnienie, nie wejdzie w relację z Nim, a Bóg nie może być przedmiotem w jego polu poznania. Nie zachodzi tutaj „projekcja”, a więc wytwarzanie na własny użytek obrazu, ale przekraczanie granic na drodze poznania. Trzeba przejść za szczyt albo mur, który przesłania słońce, żeby jego światło mogło do nas dotrzeć. Choć… każda analogia jest kulawa.
Ale skąd wiem, czy to, czego doświadczam, co rozumiem, co obejmuję poznaniem i postrzeganiem, po i w wyniku wiary to realnie istniejący Bóg? Na to pytanie każdy odpowiada sobie sam, przed sobą.
Ateizm na świecie dogorywa i popularny jest głównie wśród opętanych żądzą dominacji plutokratów oraz społeczeństwa tzw. „Zachodu”, które w pogoni za rewolucją seksualną rozstały się z tym, co je ogranicza i karci. Zostały bez seksu, bez wiary i właśnie się rozglądają dookoła, jak wszystko tandetnieje.
Obraz Boga z kolei, na różne modły jest wypaczany i sekretarz wojny imperium odprawia modlitwy by Bóg pomógł mu zabijać tych, co nie zasługują na życie. W imię Boga popełniano wiele zbrodni, bo czemuż tego imienia i obrazu nie użyć, bo jakie jest lepsze alibi?
Z drugiej strony ludzie się budzą. Ogólna liczba osób wierzących na świecie rośnie. Coraz więcej osób z elit zaczyna się przyznawać do wiary. Nie są to od razu konwersje religijne, ale tak jak „papież ateizmu” Anthony Flew, dochodzą oni do racjonalnego wniosku, że Źródło rzeczywistości musi istnieć i znajduje się poza nią.
Ostatecznie wiara jest drogą do tego, aby Bóg dla człowieka istniał. Dla człowieka, bowiem Jego realne istnienie jest inne niż nasze. „Ja jestem, który jestem” brzmi starotestamentowe samo przedstawienie się Boga. Zatem tym, co Go wyróżnia jest to, że JEST. Skoro tak, to my NIE JESTEŚMY w sposób w jaki On jest. I dlatego właśnie dla nas, dla nas On istnieje w stopniu zależnym od naszej w Niego wiary, bo ta wiara jest wycieczką, pielgrzymką, drogą poprzez wertepy istniejącej rzeczywistości do tego, co poza nią.
Samo istnienie zaś jest funkcją, owocem, efektem – relacji. Nie istnieje coś, co nie jest z czymś innym w jakiejś relacji. Relacja (miłości) jest istnieniotwórcza. Może istnieć relacja nienawiści, która jest istnieniodestrukcyjna.
Więc im bardziej człowiek wejdzie w relację z Bogiem, tym bardziej Bóg dla niego istnieje. Więc można zaryzykować, pozwolić sobie, na przykład na modlitwę, nie żadną wyuczoną, tylko taką od serca, to, co się myśli. Można pokontemplować. Można na jakiś czas założyć, powiedzieć sobie: „Ok. Bóg jest. Oto co Ci chcę powiedzieć”. Kto wie, może się przekonasz, a może nie. Ale czemu nie spróbować? Zrobić taki mini test, na to, czy jest coś, Ktoś, poza…
Warto obejrzeć clip wideo. Naukowiec, wykładowca Standford mówi właśnie o wierze:
Post Kwestia istnienia Boga pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>Post #9 Jednodniowy post 2026 – szanse i zagrożenia Postu Dąbrowskiej pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>
1. Ketoza i uruchomienie spalania tłuszczu. Skutek pewny.
2. Spadek wagi i zmniejszenie tłuszczu trzewnego. Skutek pewny. To daje w efekcie wyciszenie stanów zapalnych.
3. Poprawa wrażliwości na insulinę -> zmniejszenie insulino-oporności. Skutek prawdopodobny. Insulino-oporność jest fundamentalną dysfunkcją metaboliczną, mogącą prowadzić różnych chorób. Post obniża i łagodzi taką insulino-oporność, choć pamiętać należy o kontynuacji dobrych nawyków (brak dużego spożycia węgłowodanów, cukru i alkoholu) w czasie po wyjściu z postu.
4. Korzystny wpływ na ciśnienie krwi i poziom lipidów. Skutek prawdopodobny, głównie w wyniku zmniejszenia tkanki tłuszczowej.
5. Autofagia. Skutek prawdopodobny. Autofagia polega na usuwaniu uszkodzonych wewnętrznych części komórek. Odnowa i odbudowa organizmu.
6. Selektywna apoptoza. Skutek prawdopodobny. Apoptoza polega na usuwaniu całych komórek. Niski poziom insuliny i wysoki glukagonu oraz aktywacja AMPK i p53 oraz zahamowanie mTOR wprowadzają organizm w stan oszczędzania. Zdrowe komórki reagują poprawnie, zwiększając swoją odporność na stres. Komórki niewydolne, wadliwe lub chore w pierwszej kolejności są usuwane z organizmu.
7. Mitofagia. Skutek prawdopodobny. Mitofagia to usuwanie wadliwych mitochondriów z wnętrza komórki. Jeden z najważniejszych procesów podtrzymania zdrowia, mniej znany od autofagii.
8. Mitobiogeneza. Prawdopodobne. Tworzenie nowych mitochondriów. Sygnałem wywołującym ten proces jest sam post. Proces w pełni uruchamia się w trakcie wychodzenia z postu. W początkowej fazie postu uruchamiane jest usuwanie uszkodzonych mitochondriów. Proces generowania nowych uzupełnia potrzebną ilość zostawiając komórkę ze zbiorem mitochondriów o lepszej jakości.
9. Obniżona emisja wolnych rodników (ROS). Pewny. Mniej składników żywieniowych powoduje mniejszą emisję ROS przez ETC. Skutek po fazie wstępnej, gdzie z powodu konieczności modyfikacji metabolizmu, może dojść do umiarkowanego, ale korzystnego dla komórki podniesienia emisji wolnych rodników.
10. Wygaszanie przewlekłych stanów zapalnych. Bardzo prawdopodobny. Kwas 3-hydroksymasłowy bezpośrednio hamuje sygnalizację pro-zapalną. Ten kwas to inaczej keton. W trakcie ketozy stanowi 80% generowanych ketonów. Działa silnie przeciwzapalnie. Dodatkowym impulsem przeciwzapalnym jest sama utrata tkanki tłuszczowej jeśli jest ona w nadmiarze.
11. Zmiany w populacji bakterii jelitowych na korzyść tych produkujących KKT. Możliwy. KKT to krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe. Powstają w wyniku fermentacji błonnika (dużo w poście Dąbrowskiej). Główne to: maślan, propionian, octan. Ich korzystne działanie, to m.in:
– uszczelnianie jelit
– zmniejszenie stanów zapalnych
12. Poprawa nastroju, spokój, jasność umysłu. Prawdopodobne, często relacjonowane.
13. Synergiczne oddziaływanie praktyk duchowych. Możliwe.
Praktyki: uważności, medytacji, kontemplacji czy modlitwy redukują stres, wzajemnie wzmacniając się z oddziaływaniem układu przywspółczulnego.
14. Odzyskanie poczucia sprawczości w stosunku do własnego ciała. Pewne. Poczucie wpływu na rzeczywistość jest silnym pozytywnym bodźcem dla psychiki człowieka. Odwrotnością, stanem niszczącym, jest poczucie bezradności i braku wpływu na rzeczywistości.
1. Gwałtowne zakończenie postu. Brak powolnego procesu przywracania normalnej kaloryczności i składu jedzenia jest zagrożeniem mogącym rodzi bardzo poważne konsekwencje dla zdrowa. Kończyć post wolno wyłącznie poprzez stopniowy proces, tzw. „wychodzenia z postu”. W żadnym wypadku po zakończonym poście nie wolno zjeść „normalnego obiadu”. Dodatkowo brak etapu „wychodzenia z postu” może w sposób gwałtowny naruszyć równowagę elektrolityczną organizmu.
2. Obniżenie sprawności, bóle głowy, złe samopoczucie w pierwszej fazie postu. Naturalne i oczekiwane w okresie pierwszych od 3 do 6 dni.
3. Biegunki i wzdęcia. Możliwe i spotykane, głównie w pierwszej fazie. Zmiana diety na zawierającą wysoką zawartość błonnika może powodować reakcje układu pokarmowego. Z reguły bywają przejściowe. W przypadku utrzymywania się należy rozważyć wyjście z postu.
4. Zakłócenia hormonalne, poczucie zimna, wypadanie włosów. Spotykane. Z reguły przejściowe.
5. Utrata mięśni. Powszechnie sugerowane. Mało prawdopodobne przy normalnej aktywności fizycznej. Z reguły aktywność fizyczna poszczących jest wyższa niż przed postem. Podstawowym sygnałem dla organizmu do rozkładu tkanki mięśniowej jest brak użycia mięśni, a nie przejściowa mniejsza ilość białka w pożywieniu.
6. Niedobór elektrolitów, witamin i mikroelementów. Rzeczywiste. Post Dąbrowskiej jest eliminacyjny i nie dostarcza szeregu witamin czy pierwiastków potrzebnych do codziennego funkcjonowania. W szczególności dotyczy to witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, ale nie tylko. Warto rozważyć suplementację w kontakcie ze specjalistą.
7. Efekt jo-jo powodujący przybór wagi do wyższego poziomu niż przed postem. Mało prawdopodobny. Efekt „jo-jo” jest, ale z reguły nie do wyższego poziomu niż przed postem.
8. Dna moczanowa. Potwierdzone, rzadkie. Nagła bolesność i ewentualnie opuchnięcie stawu występuje przy dużych redukcjach kalorii. Mija po przerwaniu postu.
Zagadnienie oczyszczania organizmu z toksyn poprzez post, w tym post Dąbrowskiej nie jest w pełni jasne. Dotyczy to w szczególności toksyn rozpuszczalnych w tłuszczach, które w organizmie znajdują się niejako zmagazynowane w tkance tłuszczowej, jako swego rodzaju buforze, gdzie owszem szkodzą, ale mniej niż w kontakcie z innymi tkankami.
Usuwaniem toksyn z organizmu zajmują się dwa organy: wątroba i nerki. Jeśli toksyny zalegają w organizmie, to oznacza, że w czasie gdy się dostały do krwiobiegu, organy wewnętrzne nie mogły lub nie zdążyły ich usunąć.
Post powoduje wydalenie toksyn ze spalanego tłuszczu z powrotem do krwiobiegu. Wskutek tego, toksyny albo:
Temat nie jest do końca jasny i tutaj nie ma jasnego wskazania. Są źródła wskazujące na to, że gwałtowne obniżki wagi ciała prowadzą do silnego podniesienia toksyn we krwi, a następnie do przemieszczenia się ich w inne bardziej wrażliwe na ich uszkadzające działanie miejsca. Z drugiej strony tego typu eksperymenty często prowadzono w odniesieniu do pewnych operacyjnych zabiegów usuwania tłuszczu, a nie postu typu Dąbowskiej.
Post #9 Jednodniowy post 2026 – szanse i zagrożenia Postu Dąbrowskiej pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>Post #7 Jednodniowy post 2026 – przerwa w poście pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>
Śniło mi się w nocy, że w markecie jadłem kartofle. Głupie te sny. Kartofle smakowały jak gotowane. Nawet chyba lekko osolone były.
W sumie ten post to dla mnie, może dla innych też, taka przygoda. Nigdy nie wiadomo, co się stanie. My mamy dążenie, żeby zafiksować wszystko. Że tyle a tyle dni mam wytrzymać, że coś tam. A przygody w życiu… mniej i mniej… Więc na szczęście jest dla mnie ten mój Jednodniowy post wg Dąbrowskiej i z nim, ciężko się nudzić!
A może zapomnieliśmy już, że można traktować życie jako przygodę?
A możemy?
Post #7 Jednodniowy post 2026 – przerwa w poście pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>Post Domination or Cooperation: Has Culture Lost Its Soul? pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>
And that’s it. It is all reality as it is. If you choose domination, you need objective measures of your achievements. It can be money, it can be the level of control. It can be anything. Doesn’t matter. Only this matters; this is the criterion for what one’s actions are. I would say that show business makes more money than 50 years ago. Yes? Yes. And the filmmaking business makes tons of money too. The question is: Have music and movies become better?
This is a crucial question, so again: Have music and movies become better? Or has human reception and experience with music and movies become more satisfying, deeper, better, richer?
For all these questions, we can resoundingly answer: No. Just no. Movies, with few exceptions, have become shallow, repetitive. Sometimes people watch them because they have nothing else to do, and want some time to forget, to play, but there’s no other offer than dull, boring, primitive, and of course highly educational productions. This is it. Making movies stopped being making movies. It became PRODUCTION. Just like anything else, where the only thing that shapes the whole process, the actions of all actors, is… gain and benefit expressed in money. Even the educational layer, whose goal is to change people’s personalities, attitudes, and values, is there because of money, because of the possible financial result. Because if movies don’t have it, the studio has financial losses. So that’s the situation.
The situation in music is kind of similar. People don’t want to give up, and here and there, some band or artist tries to do something differently. But they are increasingly forgotten; no one is listening to them. 99% is the PRODUCTION of the music business. Music, like movies, becomes the end point of the PRODUCTION process. So trying to compare the current best—let’s say songs—to their equivalents 50 years ago is astounding. The change in the lyrics of songs is very interesting. Much less „we” and „love.” Much more „I, I, I, I.” This is a symptom of what is going on under the surface we see. Music and filmmaking are withering. Diminishing. Dying in some sense.
Why? No one wanted it. People who dominated the industry wanted just domination measured in money. Nothing more. What they produce is tons of production that is very low in real, human qualities. They killed some humanity in culture to gain some more domination. But it is natural.
It will be interesting how it will be with programming. I mean software production. It was always a kind of art, a kind of engineering, something special that required a special approach and attitude from creators. But now it is changing. Software creation is becoming production. And as always, the only thing that counts is ultimate financial gain. Everything else doesn’t matter. So it will be automated by AI. Humans will have to rely on AI systems. And we will get what is given regardless of its value to us. There could be a situation where we will have no choice but to use given software shit.
Ultimately, processes driven by the desire for domination strip all of their participants of humanity, of everything. They USE PEOPLE. Because they see people that way, as a resource to be used. And everything „human” will be extinguished, because there will be just no place for it. We will have more of the same shit movies, shit music, shit software. Those who are used to produce it will become Uber drivers, just people without personality, used in a process. The rest will have no choice.
What I am trying to say is that the drive for domination kills the essence of humanity, maybe even the essence of life. That drive is not from hell, it is not bad as it is. The exaggeration of that drive, making it the engine of all actions, the only criterion for every choice, results, as always, in unbelievable gain and simultaneously in incomprehensible loss. Now, that attitude rules the world and it is bad for humankind. Because music dies, imagination dies, creativity dies. Ingenuity dies. Something very human dies. Humans are perceived by the elite as robots to be exploited, as something that has to be managed. They start to believe that they are special, the chosen ones. So people are—to use a quote—a „useless class”, and that is natural, because the only way that they can see people is in how to use them!
Cooperation, on the other hand, starts with RELATIONSHIP. I mean the relationship between „me” and „you” and vice versa. This is what is most important in the cooperation mode of being. This is what is taught by religious masters, but religion has been abandoned in pursuit of domination. Because cooperation imposes limits, restrictions on your striving to dominate.
So the human-to-human relationship seems to be a fundamental thing. From two-sided relationships arise multi-sided relationships. And perhaps all humanity can exist as that many-sided relationship. But real humanity is always a bottom-up construction. It is not that it has to be shaped by ideas coming from the elite. It is that ideas are born inside relationships. And these relationships create people’s freedom. And in this freedom, miracles of creativity happen. But it means no one can be allowed to dominate people. It doesn’t mean that there will be no rulers, CEOs, or commanders. It means there will be no dominators, like now, who think they need to break human relationships, to shape human personalities, to restrict human thinking, human choice and actions, and what they are allowed to watch, to listen to, to think, and to speak. But this is reality in full display today.
So we are in a situation where the whole train is slowly going to hell. It is not fast, because you may react. It is a somewhat gentle process, but nevertheless steadily going forward day by day. What the elites do not understand is that reality is so much richer than in their parties, ceremonies, or kind of drugs. They do not see; they are consumed by the process they serve, by the striving for domination. They don’t see the simple thing that one human to another is another world, full of endless possibilities. They are hypnotized by that process, that attitude. To some implicit extent, they are possessed by it.
But the process is objective. It has an objective goal and objective measures. And it brings what it promises: domination. Maybe it’s time for people to choose cooperation, to choose relationships with full awareness of the gravity of that choice. You may share this view, but the issue of God is unavoidable here. It is fundamental to humanity. This premonition, this thought, that there is Something and Someone else. And it is not about a specific religion. It is about the very foundation of reality, because in fact, nothing can exist without relationship. Existence itself is an expression of relationship, even something directed towards the void. Isn’t it? The concept of God says that there is a side of relationship for every being, even a lone human being. That there is something behind our awareness, some source of our ideas and creativity. We do not produce a lot of what we invent or create. It „comes to us”, so there has to be a place from which all of this is coming.
So let’s be in relationships with God, with other people. Let’s not abandon cooperation and the value of other people; yes, they have flaws, as we do. But only in this way can we stand on the right side, we may preserve what is human, the essence of humanity, which means we all create freedom and care about ourselves, and see one another as a real, not merely declared, value.
And let us be reasonable in this endeavor. Because rational thinking and reasoning is the foundation for any successful effort. Let’s hope that we are wanted, we will do our part, and there’s something far greater than us that cares for us. This is not a dream, this is not an emotional play, this is a reasonable perception of things. In other words, this is truth. And maybe the truth can set us free, of course, if we really want it and do something according to it.
Post Domination or Cooperation: Has Culture Lost Its Soul? pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>Post #6 Jednodniowy post 2026 – Jeden dzień pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>
Poza tym nic ciekawego. Oglądałem sobie wczoraj trochę internet, może to też miało zły wpływ. Dochodzę do wniosku, że większość tzw. kontentu – tego, na co patrzymy w internecie – jest tworzona z jednym zamiarem. Żeby nas wykorzystać. Skrzy się przed oczami i wabi, i mami, że to ważne, że to pilne, że to najnowsze wiadomości. Że istotne, że wielkie, że przecież – ciekawe! Najczęściej takie rzeczy ze świata. Co tam prezydent, ten czy tamten. Co tam rząd, minister, wojna, służby, drużby i perdużby. Ja cię kręcę. To wszystko jest po jedną rzecz, żebyś się gapił i reagował. Jak pies Pawłowa. Widzisz ten nagłówek i już ślinka ci cieknie. To się wypowiadasz, bo coś oburzające przecież, no bo to specjalnie jest oburzające, żebyś się wypowiadał. Rzucają nam w twarz, te wszystkie głupoty, brednie, „wielkie sprawy”, żebyśmy się stali uczestnikami tej psychuszki – przepychanki, żeby mieć nasz wzrok i świadomość przybitą do ekranu na którym to widzimy, żeby nasz mózg i umysł wprowadzać w pewien bardzo konkretny, biologiczno-chemiczno-fizyczny stan, w którym jesteśmy jak w łagodnym amoku. Nie w pełni poczytalni już, jak narkomani – spragnieni następnej dawki, która już czeka na otwartej dłoni portalu, kanału, platformy, sieci, telefonu.
Spadł deszcz w nocy, a teraz jest pochmurno. Na szczęście to tylko jeden dzień. Jaka jest waga tego właśnie, nie innego z przeszłości i nie innego z przyszłości – jednego dnia? My go nazywamy i oznaczamy – 5 września 2026 roku. Jeszcze sobota. Niby nazwa czy numer. Dni kwalifikujemy. Że ważne są te, których nie znamy – śpiewał Marek. Nieprawda. Najważniejszy jest ten dzień. Ty jesteś najważniejszy, najważniejsza – dzisiaj. I ta syrena, gdzieś daleko za otwartym oknem, i ta noc jakby pełna koszmarów, której echo jeszcze we mnie jest, ale przeminie. I ten przyjemny chłód. I te odgłosy ptaków. I wszystkie nasze zmartwienia i nadzieje. I to czy się uśmiechamy, czy akurat nie. Ważna jest każda nasza myśli i wszystko, co będziemy robić, bo to my – będziemy to robić. To właśnie jest ważne.
Świat… stara się odebrać wagę temu wszystkiemu, postawić przed oczami swoje bzdury. Robi to cwanie, bo czasem przedstawia rzeczywiście sprawy ciekawe i ważne, ale to jest jak robak na haczyku, którego ryba nie dostrzega. Więc lepiej do dzisiaj, do tego smaku herbatki owocowej. Do tego zmagania się z kodem programu, który coś tam robi w niewystarczająco jasny sposób. Do pokonania, własnych słabości, kłopotów, zwątpień, a może bycia w kolejnym dniu naszego życia. Najważniejszym, najpiękniejszym dniu. Bo w ten dzień wkładamy… siebie. Bez nas, tego dnia by nie było. Może jakoś zrobimy go lepszym, a może on już jest lepszy, bo w nim jesteśmy. Tylko trzeba to zauważyć.
Post #6 Jednodniowy post 2026 – Jeden dzień pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>Post #5 Jednodniowy post 2026 – Jednak nie to samo pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>
Poza tym czysta stabilizacja i spokój. Kolejna papryczka, tym razem pepperoni. Kolejny ogórek. O… cukinia na obiad była. Cała, biała, białozielona, owalna, smakowita, poddająca się, moja i znów – cała. Więc nie miała wyjścia jak tylko ulec i stać się… moją zdobyczą i łupem.
Głowa wolniej i inaczej myśli. To pozytywne. W pewnym momencie na rowerze, a może potem, stałem się świadom powiewu wiatru na mojej twarzy. W zasadzie to nonsens. – I co? – bym zapytał dawniej. Przecież każdy to czuje i cały czas. Rzecz w tym, że nie… czuje. Że na co dzień – nie czujemy życia. Może jesteśmy w jakimś transie, hipnozie, w którą nas wprowadza „świat”. Dając nam coś, zabiera nam coś. A to co zabiera, to może właśnie fundamentalna zdolność doświadczania życia jakim jest w swojej naturze? Odczuwania tego, co jest, obok, nawet w nas nawet. Zdolności zauważania całej pełni i głębi rzeczywistości. A może tylko ja tak mam i nie ma żadnej pełni ani głębi rzeczywistości i to po prostu moje projekcje w czasie postu?
Poznałem też nową przyprawę. Suszone pomidory z czosnkiem i bazylią. Omatko – niebo w gębie. Każdemu polecam. Poznałem też nowe słowo. Żartuję – znałem je wcześniej, ale zobaczyłem propozycję, żeby szybko powtórzyć je kilka razy, trzy, cztery. I… cztery to nie dałem rady. A może ty dasz? To słowo to „krnąbrny”.
Wszystkiego dobrego wszystkim czytającym.
Post #5 Jednodniowy post 2026 – Jednak nie to samo pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>Post #4 Jednodniowy post 2026 – Frykasy, koszmary i refleksje pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>
Generalnie dzień był udany i pełen aktywności. Jem jak chcę. Rano ogórek, pomidory plus ząbek czosnku. Z tym czosnkiem to trzeba uważać, bo zamiast przyciągać jak suplementowany manges, to odpycha. Ale czosnek daje uczucie sytości, a w sytuacji takiego śniadania, jest to nie do pogardzenia. W sumie obiad to się stał parownik. Na nim tę pietruszkę i pół kalafiora. Cieszę się z napojów. Te ziołowo owocowe herbatki robią dobrą robotę. Waga spada, więc luzik. Samopoczucie… bo ja wiem? Z jednej strony to efektywność na poziomie sprzed postu, to znaczy w konkretnych zadaniach. Z drugiej strony jakaś inna praca umysłu. Dla mnie ten post jest przygodą metafizyczną albo mentalną, albo psychologiczną. Inaczej się patrzy na świat. Wolniej? Inaczej. Dziś rano wyszedłem na zewnątrz i pogapiłem się w niebo. Widok taki na parę kilometrów mam. No i niebo. Jeszce słońce nie wstało całkiem więc te chmury tak porozrzucane i popodświetlane z boku od spodu. Po lewej stronie utworzył się z nich taki wir na 2 – 3 kilometry z różowym jasnym centrum. Panorama, że głowa mała. Po prawej chmury siwo-ciemne jeszcze, takie maźnięcia pędzlem, a już powyżej takie jasne baranki. Ptaki, głównie gołębie, latają w tę i nazad, a jak se tak popatrzyłem. W życiu bym tak nie popatrzył normalnie. To co ciekawe i ładne to w komputerze, w komórce. A tu się tak gapię. I w końcu – to niesamowite – to niebo na tyle kilometrów przede mną bezpośrednio rozpostarte, rozwinięte, mieniące się tymi kształtami. Niżej rzecz jasna jakieś zręby dachów i anten. No i te ptaki. Po co latają? Przecież donikąd nie lecą. One tu mieszkają.
W nocy miałem koszmary. Jak babcię kocham. Generalnie to śpi mi się na poście o wiele lepiej niż normalnie. Mocno i długo. Czasem nawet 9 godzin, a normalnie to wiadomo – różnie bywa. Więc gadam z tymi ludźmi i biorę z takiego wiklinowego koszyka. I jeszcze raz. Słodkie, dobre. Czarne czekoladki. To chyba trufle wedlowskie. Takie wiecie, z alkoholem. Druzgocąca świadomość tego, co robię, dociera do mnie dopiero po chwili. Wypluwam to co zjadłem, ale gdzie tam, większość już połknąłem i co teraz? Koniec postu? Może da się jakoś przetrwać, jakoś oszukać? Przecież to w końcu tylko kilka cukierków!
Potem zasnąłem głęboko, ale pamiętam ten koszmar. No cóż, nasze sny odbijają naszą świadomość albo podświadomość. Wczoraj zresztą pozwoliłem sobie na frykasa. Człowiek musi mieć coś, także z jedzenia. Więc odważnie sięgnąłem w markecie pod dwie papryczki czili. A może chili? Nie ważne. Zielona i czerwona była. W domu zakąsiłem i się zdziwiłem. Zero ostrości. Smaczna papryka to wszystko. Więc jeszcze raz i jeszcze raz, aż w końcu… to jest to! Gęba w ogniu, język kołkiem, gardło płonie. Woda, jeszcze trochę wody, wody. Uf… przeszło. Ale… nie poddałem się i zjadłem całą. Fajne takie. Odmiana od tych mniej wyrazistych w smaku warzywek. Postanowiłem, że będę sobie tym dogadzał. To chyba pestki nagle stały się takie palące. W każdym razie – były wrażenia. Ta papryka ma taką zaletę, że starczy skubnąć zębami odrobinę i już jest zabawa. Więc luz.
Waga spada, dzień się zapowiada jasny. Jak tak się gapiłem na to niebo to mie naszły refleksje, ale dziś nie o tym. Bo takie były dziecinne trochę. Że. Że… to wszystko jest. Bo ja wiem, chciane? Że wszystko jest, bo coś, ktoś chce, żeby było. Ale z drugiej strony. No właśnie. Są te ciemne strony. Ale z pierwszej strony to jednak jest. Dlaczego jest? No bo pióro takie zobaczyłem. Małe, białe, spadające. To jest w ciul konstrukcja. Zrobione to jest z białek. Ma tę rurowatą centralną „wręgę”, ma te – nawet nie wiem jak to nazwać – drobniutkie nitki tworzące pióro. I ten gołąb ma takich piór ile chce. I to wszystko jest. Tak samo jak jest delfin, co zaczerpnie powietrza i nurkuje w ocean. I niebo jest. I chmury we wschodzącym słońcu ze swoim – prawie – bezmiarem. I ja patrzący na to wszystko, a przecież setki razy patrzyłem, a nie widziałem. To mie naszła taka refleksja, że to wszystko z miłości jakiejś. Bo co to jest miłość? Miłość to jest coś, jak ja chcę. Jak ja chcę ciebie. Ciebie dla ciebie, a nie dla czegokolwiek innego. Czy nie tak chcielibyśmy być chciani? Dla nas samych? I może tak jest? Jakoś. Może to jest nawet proste, ale niemożliwe do zobaczenia, bo ryje mamy przylepione do lepu na muchy w postaci setek tysięcy strumieni, portali i pilnych wiadomości. W postaci wkurwów, aktów pogardy, prawdziwych i fikcyjnych zagrożeń i tej czarnej nienawiści, która też jest elementem tego świata. Jakąś odwrotnością miłości. Bo nienawiść mówi ja chcę, żeby ciebie nie było. To całe przesłanie, cały tzw. message. Ale niebo nadal jest. Mimo, że tylu fajnych ludzi, już nie ma. Nas też kiedyś nie będzie, ale to nieważne. Ważne jest to, co jest teraz, to, co robimy, to kim jesteśmy dla innych. Czy ważne jest to, jacy są inni dla nas?…
Post #4 Jednodniowy post 2026 – Frykasy, koszmary i refleksje pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>Post #3 Jednodniowy post 2026 – A po nocy przychodzi dzień pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>
Tak mi przyszło do głowy, że jak siedziałem w środku tego rozwalającego bólu głowy to myślałem „to już koniec” i jedyne, co mnie jakoś popchnęło to „byle do końca dnia”. Ale serio tak myślałem albo może czułem, że to kicha i tak już będzie i muszę coś zrobić, żeby przestało. No a przestało, a ja nic nie zrobiłem, a przestało „samo”. Więc jak najdzie człowieka taki cień, taki tydzień, taka noc czasem, co się do serca wsącza, jakimś bólem, zwątpieniem czy zmartwieniem, to człowiek myśli „tak już będzie”. A taki zespół polski śpiewał, że „po nocy przychodzi dzień”. Niby to wszyscy wiemy. Niby to jasne, ale cholernie nam tego trzeba, gdy wydaje nam się, że to kaplica, koniec, że tak już będzie, że ten cień bez końca i będzie tylko gorzej. Nie. To też nauka z postu Dąbrowskiej, ale może i z życia? Po nocy przychodzi dzień. Okoliczności zmieniają się także na lepsze. Wiara w to, to jakby – nadzieja. To jest takie przekonanie, które trochę nas pojaśnia, a przecież jest prawdziwe.
Kupiłem jeszcze selera. Leży teraz sobie i czeka. Zastanawiam się w jakiej formie do niego podejść. Na początek surówka. Zetrę go na tarce z marchewką i będzie wyżerka że hoho. Nawet jak jem takiego ogórka to czuję, że jem. Tak haps, haps. Gryzę, mielę zębami. Ale… to nie jest kiełbasa ani mięso, więc… nie czuję się ociężały! Tylko leciutki kurcze blade. W sumie to nie wiem właściwie dlaczego to kurcze jest blade w przysłowiu. Nie mogłoby być kurcze szare albo czerwone? Na szczęście ogórki są zielone i dobre. Kiedyś jak jadłem to czułem nieprzyjemny smak. Bo my rzadko jemy ogórki bez przypraw, a wtedy próbowałem. Dzisiejsze stokrotkowe są ekstra. Takie lekko orzeźwiające. Nic w brzuchu nie zalega, można się najeść „do syta” i człowiek jest nadal skowronkiem.
No to wszystkim czytającym życzę właśnie dnia. Słonecznego i ciepłego. I tej świadomości, gdy przyjdzie cień, że po nocy przychodzi dzień. Bo przychodzi, czy nam się to podoba czy nie. I dla nas lepiej, żebyśmy to wcześniej dostrzegali. Smacznego!
Post #3 Jednodniowy post 2026 – A po nocy przychodzi dzień pojawił się poraz pierwszy w Zbyszek.
]]>