Artykuł Koncepcja Blue Mind. Terapeutyczna moc wody w ujęciu naukowym pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>Wallace J. Nichols, ceniony biolog morski, postanowił dokładnie przeanalizować ten proces. Swoje kilkuletnie, wnikliwe badania zebrał w głośnej już teorii i nazwał ten ludzki stan „Blue Mind„, co w polskim tłumaczeniu oznacza „Niebieski Umysł„. To szczególny moment, w którym odczuwamy głęboki spokój psychiczny, poczucie jedności z otoczeniem oraz satysfakcję z tu i teraz.
Woda działa na nasz przeciążony organizm jak najlepsze, całkowicie darmowe lekarstwo. Regularny kontakt z nią skutecznie obniża poziom stresu, podnosi samopoczucie, ułatwia zasypianie, a nawet budzi w nas zupełnie nowe pokłady kreatywności. Nie zawsze możemy jednak pozwolić sobie nad rajską plażę. Z tego powodu architekci wnętrz coraz chętniej przenoszą ten terapeutyczny klimat prosto do domowych łazienek.

Żyjemy dziś w wyczerpującym biegu, często pod ogromną presją czasu. Nasz wrażliwy umysł jest nieustannie bombardowany przez cyfrowe powiadomienia, świecące ekrany, goniące terminy i wszechobecny, miejski hałas. Ten trudny stan ciągłego napięcia naukowcy określają mianem „Czerwonego Umysłu„, czyli „Red Mind„. Nasz organizm zachowuje się w takiej sytuacji tak, jakby był w permanentnym niebezpieczeństwie. W ogromnych ilościach produkuje stresujący kortyzol. Stajemy się przewlekle przemęczeni, brakuje nam motywacji, a szybka irytacja staje się naszą codziennością.
Woda to skuteczny, potężny wyłącznik dla tego groźnego mechanizmu. Kiedy wchodzimy pod ciepły prysznic, nasz przeciążony układ nerwowy dostaje wyraźny sygnał: „jesteś bezpieczny, możesz odpocząć„. Błyskawicznie przechodzimy w tryb głębokiej regeneracji. Nasz oddech staje się miarowy, a tętno zwalnia. Woda doskonale oszukuje zmysły, skupiając naszą uwagę na delikatnym szumie kropel. Umysł nie musi w tej chwili przetwarzać żadnych skomplikowanych danych.
Zmysł wzroku fantastycznie reaguje na błękit oraz wibrujące refleksy świetlne tańczące na mokrych, łazienkowych powierzchniach. Naszym praprzodkom lśniąca tafla zwiastowała znalezienie źródła wody pitnej, dlatego te zjawiska tak bardzo nas podświadomie uspokajają. Słuch natychmiast rejestruje miarowy, kojący szum. Dźwięk swobodnie opadającej wody z deszczownicy to w rzeczywistości tak zwany szum różowy. Działa on niczym naturalna tarcza, która wspaniale maskuje i wycisza drażniące, uliczne hałasy dobiegające z zewnątrz.
W łazience absolutnie kluczową rolę odgrywa również zmysł dotyku. To jedyne pomieszczenie, w którym nasza naga skóra ma bezpośredni kontakt z architekturą. Haptyka, czyli odczuwanie przestrzeni poprzez dotyk, w najwyższym stopniu buduje nasz komfort psychiczny. Przyjemny chłód ceramicznej umywalki, ciepło puszystego ręcznika czy idealnie gładka powierzchnia baterii – to detale potęgujące stan Niebieskiego Umysłu.
Zawsze warto stawiać na zmysłowy minimalizm.
Aby nasze małe, domowe SPA działało perfekcyjnie, musimy mieć łatwą i całkowicie niezauważalną kontrolę nad wypływającą wodą. Wchodząc pod relaksujący prysznic, powinieneś móc w pełni zapomnieć o jakichkolwiek trudnościach. Z pomocą przychodzi nowoczesna technologia. Świetnym przykładem jest innowacyjna technologia GROHE SmartControl. Zamiast męczyć się z klasycznymi, obracanymi pokrętłami, po prostu delikatnie i bardzo intuicyjnie naciskasz guzik na eleganckim panelu. Aby zwiększyć ciśnienie strumienia, wystarczy go tylko lekko przekręcić. To świetne, niezwykle proste rozwiązanie ułatwia pełen, niezakłócony niczym relaks.

Różnorodne, zaawansowane strumienie natryskowe potrafią działać na nasze zmęczone ciało w odmienny i wspierający sposób. Szeroki tryb GROHE PureRain wiernie naśladuje obfity, ciepły deszcz letni. Napowietrzone, bardzo miękkie krople bez problemu wprowadzają nas w stan głębokiego i równego relaksu. Z kolei masujący strumień Bokoma Spray pomysłowo wykorzystuje skomplikowany układ dynamicznie ruchomych dysz. Otwierają się one i szybko zamykają, idealnie imitując rozluźniające i mocno odprężające uderzenia opuszków palców masażysty.
| Rodzaj strumienia GROHE | Charakterystyka neuro-sensoryczna i działanie |
| GROHE PureRain / Rain O² | Naśladuje obfity, letni deszcz. Woda jest wysoce napowietrzona, a krople duże i miękkie. Generuje jednostajny, przewidywalny bodziec dotykowy pokrywający szeroką powierzchnię skóry, wprowadzając ciało w głęboki, powolny relaks i aktywując układ przywspółczulny. |
| GROHE Bokoma Spray | Opiera się na technologii zsynchronizowanych dysz, które otwierają się i zamykają, tworząc strumień przypominający rytmiczne „oddychanie”. Pulsujące uderzenia generują efekt aktywnego masażu punktowego, przełamując adaptację sensoryczną tkanek i uwalniając nagromadzone w ciele napięcie (somatyczny objaw stresu). |
| GROHE ActiveRain / TrioMassage | Skoncentrowane, mocne wiązki dedykowane relaksacji stref najbardziej obciążonych w trakcie pracy siedzącej (ramiona, kark). Synergia różnorodnych ciśnień w jednej głowicy eliminuje zastoje mięśniowe i stymuluje głębokie warstwy tkanki łącznej. |

Spokój w każdej łazience w ogromnej mierze budują również odpowiednio dobrane palety kolorystyczne. Marka GROHE przygotowała specjalną kolekcję GROHE Colors, która wprost idealnie wpisuje się w założenia psychologii dążącej do szybkiego wyciszenia. Stylowy, miedziany odcień Warm Sunset cudownie ociepla wnętrza i wspaniale komponuje się z pięknym drewnem, budując mocne poczucie intymności. Z kolei barwa Hard Graphite, czyli bardzo mocny i chłodny grafit, wprowadza do pomieszczenia kojące wrażenie pożądanej stabilności i pełnego bezpieczeństwa.
Urzekająca koncepcja Blue Mind zdefiniowana przez doktora Nicholsa to w pełni racjonalne wyjaśnienie tego, co od zawsze naturalnie podpowiadała nam nasza ludzka intuicja. Czysty kontakt z wodą leczy i cudownie koi nasze rozbiegane od rana myśli.
Nowoczesna, mądrze zaprojektowana domowa łazienka nie musi już dziś pełnić tylko bardzo nudnej, czysto sanitarnej funkcji. Staje się wspaniałym, w stu procentach prywatnym, odprężającym i niezwykle zmysłowym schronieniem przed bardzo głośnym światem. Dobierając spójne i uspokajające barwy, przyjemne w dotyku faktury i kojące zmysły strumienie wody, wyświadczasz po prostu bardzo dużą przysługę swojemu zmęczonemu organizmowi.
Warto na nowo odkryć terapeutyczną magię wody i bez zbędnych nerwów wprowadzić ten wyjątkowy stan głębokiego spokoju do swojego domu.
Artykuł Koncepcja Blue Mind. Terapeutyczna moc wody w ujęciu naukowym pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>Artykuł Płyty węglowe na ścianę. Wszystko, co warto o nich wiedzieć pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>
Płyty węglowe (carbon board) to nowoczesny kompozyt, przygotowywany z połączenia włókien węglowych i żywic. Przez swoją lekkość, wytrzymałość, odporność na wilgoć oraz mnogość wzorów i wariantów kolorystycznych tworzywo zyskuje obecnie szerokie zastosowanie w aranżacji wnętrz: jako okładzina ścienna w różnych pomieszczeniach (w tym w łazience i w kuchni) oraz jako wykończenie elewacji zewnętrznych.

Tak, materiał znakomicie nadaje się do przeprowadzenia szybkiej metamorfozy wnętrza bez skuwania starej okładziny. Ważne tylko, aby płytki, na które przykleimy panele, były stabilne, przylegały do podłoża i nie miały pęknięć. Wykonawcy podają, że dzięki zastosowaniu płyt węglowych czas remonty typowej łazienki w bloku skraca się z kilku tygodni do mniej więcej 5 dni!

W salonie, sypialni czy przedpokoju płyty węglowe nie potrzebują fug. Ale w łazience są one wskazane. Wielkoformatowość i dobre dopasowanie paneli sprawiają, że fugi nie tworzą tu gęstej siatki i mogą być niezwykle wąskie (nawet jednomilimetrowe); całość – przy właściwie dopasowanym kolorze – daje wrażenie jednaj, spójnej powierzchni.
Tak, ale nie w bezpośrednim sąsiedztwie kuchenki gazowej. Bliskość ognia może odkształcić płytę; zawartość żywić powoduje, że w temperaturach powyżej 300°C panele mogą się zapalić.

Do cięcia płyt węglowych najlepiej używać szlifierek kątowych (popularne flexy) z tarczą diamentową. Podczas pracy zabezpieczajmy drogi oddechowe maską ochronną!
Koszt jednej płyty wielkoformatowej (280 x 110) waha się od 700 do 1000 zł. Cena nie jest więc niska, ale pamiętajmy, że:

Artykuł Płyty węglowe na ścianę. Wszystko, co warto o nich wiedzieć pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>Artykuł Sztuczna inteligencja do projektowania wnętrz. Najciekawsze narzędzia AI do urządzania mieszkań pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>Zaczynamy od generatora grafiki AI, który nie jest sensu stricto programem do projektowania, ale jego możliwości pozwalają wykorzystywać go także w tym celu. Wystarczy przygotować odpowiedni prompt zadaniowy: tekstowy opis tego, jak chcielibyśmy, aby wyglądało urządzane wnętrze, a otrzymamy całkiem sensowną odpowiedź wizualną.

Renovate AI to bardzo intuicyjne i przyjazne dla amatorów rozwiązanie. Zaczynamy od wybrania pomieszczenia, które chcemy zaaranżować, lub wykrywamy i identyfikujemy je na podstawie obrazu. Następnie wskazujemy na odpowiedni dla nas styl – skandynawski, japandi, loft itp. Decydujemy, czy zachowujemy czy zmieniamy obecne meble, definiujemy paletę kolorystyczną i zaznaczamy kilka tzw. deskryptorów, czyli cech, jakie powinno mieć wnętrze: minimalistyczne, ciepłe, surowe, przytulne i tak dalej. Klikamy przycisk Renovate i otrzymujemy 3 adekwatne do naszych wytycznych obrazy.
Narzędzie uchodzi za jedno z najlepszych na rynku, czego dowodzą tak nagrody, jak i liczby: ponad 120 milionów użytkowników i przeszło 400 milionów zrealizowanych projektów domów! Aplikacja pozwala na błyskawiczne (cały proces zajmuje około 10 minut) generowanie planów domów w widoku 2– i 3D. Połączenie przyjaznego interfejsu z naprawdę potężnym zestawem funkcji czyni z Planner 5D idealną opcję dla użytkowników o bardzo rożnym poziomie zaawansowania. W bibliotece czeka na nas ponad 8000 mebli, dekoracji i dodatków, a jeśli zabraknie czegoś, co nas interesuje, możemy to zaimportować ze zdjęcia. Rendery w 4K wypadają niezwykle realistycznie; uwzględniają oświetlenie, cienie i zachowanie kolorów w określonych warunkach. Przydatnymi dodatkami są opcje zwiedzania w 360 stopniach (współpraca z Apple Vision Pro), kompletowanie listy zakupów czy tworzenie moodboardów z pomysłami i inspiracjami.

Program skierowany jest raczej do zawodowców, ale nie wymaga znajomości CAD czy wcześniejszego doświadczenia w modelowaniu 3D, dlatego także nowicjusze powinni sobie z nim poradzić. Do wykorzystania mamy pokaźną (60 000+) bibliotekę gotowych do użycia modeli XNUMXD oraz ponad 500 różnych inspiracji. Neo Foyr również przygotuje dla nas kompleksowe plany pięter, fotorealistyczne wizualizacje, zaproponuje wycieczkę po wyrenderowanej przestrzeni oraz opracuje listę niezbędnych zakupów.
Generator umożliwia tworzenie rzutów 2D/3D, wiernych wizualizacji oraz wirtualnych spacerów po stworzonych wnętrzach. Wygodna funkcja „przeciągnij i upuść” pozwala tworzyć nieskończenie wiele wariacji i eksperymentować z przeróżnymi układami i schematami.

Narzędzie od Autodesk pozwala zaprojektować wnętrze w tylko trzech szybkich krokach: Rysujesz (przesyłasz obrazy lub plany piętra w formacie DWG, wprowadzasz pomiary ręcznie albo z funkcją Scan Room) -> Dekorujesz (z pomocą liczącego milion modeli katalogu, w tym okien, wysp kuchennych czy dywanów, bądź przez przesłanie własnego wyposażenia) -> Wizualizujesz (animowane filmy, wycieczki, pliki do pobrania i druku itp.)

https://www.unite.ai/pl/best-ai-interior-design-tools
Artykuł Sztuczna inteligencja do projektowania wnętrz. Najciekawsze narzędzia AI do urządzania mieszkań pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>Artykuł Tekstylia domowe. Trendy 2021/2022 pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>Tekstylia to wszystkie wyroby – tkaniny, dzianiny – otrzymywana z przerobionych na przędzę surowców w włókienniczych: roślinnych, zwierzęcych, syntetycznych (chemicznych).

Myśląc o projektowaniu wnętrz, przede wszystkim skupiamy się na układzie i wyborze mebli, kolorach ścian, oświetleniu i dodatkach. Tekstylia traktujemy jako ostateczny akcent dekoracyjny. Tymczasem żaden pokój dzienny, salon i sypialnia nie mogą się bez tekstyliów obyć. A rola tekstyliów w aranżacji wnętrz jest ogromna: ma przebogatą tradycję i niezwykle szerokie pole eksploatacji.

Zasada, którą wyznaje wielu projektantów wnętrz i dekoratorów, brzmi: mieszaj wzory i faktury, nie kolory. Przyjmuje się, że tekstylia we wnętrzu powinny pojawiać się dwóch kolorach: dominującym i uzupełniającym. Oraz w maksymalnie trzech wzorach i fakturach. Wzory warto mieszać również na poziomie różnych stylów: np. jeden kwiatowy, jeden geometryczny, jeden w paski. A także na poziomie rozmiarów. Np. kwiaty mogą być duże, a paski wąskie. Najbardziej wyrafinowane projekty obejmują nakładanie na siebie, w obrębie tej samej przestrzeni, kilku warstw o różnej fakturze. Nie bój się eksperymentować np. z obiciem kanapy, narzutą i dekoracyjnymi poduszkami. Niech jedna warstwa będzie szorstka, inna miękka, a inna delikatna, ale wszystkie utrzymana w tej samej palecie. Gwarantujemy, że efekt będzie powalający!
PRZYDATNY TIP: Poziome paski sprawiają, że wąskie pomieszczenie wydaje się szersze, a pionowe, że niski sufit wydaje się wyższy.

Przez wiele lat kluczowe dla branży lifestylowej pytanie brzmiało: co nowego pojawi się w tym sezonie?. Sytuacja, w jakiej znalazł się świat na początku trzeciej dekady XXI wieku – związana tak z zagrożeniem pandemicznym, jak i kryzysem ekologicznym – sprawiła jednak, że takie myślenie o designie straciło nieco rację bytu. Zaproponowane więc nowe spojrzenie na tę kwestię: Nothing New, Everything New. Rozwinięciem tej myśli przewodniej są cztery koncepcje (wszystkie zaczynające się na literę R): REPUPOSE, REWILD, REINFORCE, REVIVE.
REPUPOSE opisuje poważną zmianę procesu rozwoju produktów tekstylnych. Nie zajmujemy się już tworzeniem nowych produktów. Zamiast tego przechodzimy do kuratorowania istniejących tekstyliów, tworząc nową ekspresję wizualną. W przeciwieństwie do tradycyjnego procesu projektowania, który zaczyna się od pomysłu, REPUPOSE, zaczyna się od rozważenia, co można zrobić z istniejących tkanin. REPUPOSE nadaje tekstyliom nowy cel i wzmacnia to, co już zostało wykonane.
Z pokolenia na pokolenie coraz mocniej tracimy rzeczywisty kontakt z naturą. A to ma kluczowy wpływ na to, jak rozumiemy i wykorzystujemy ekosystem, w którym żyjemy. REWILD podejmuje próbę powrotu do pierwotnego, dzikiego stanu natury. To próba wyjaśniania mądrości natury i uzyskania nowego wglądu w nasze życie i wyposażenie wnętrz. Zasoby naturalne są odkrywane na nowo i stosowane w nowym, nowoczesnym kontekście.
REINFORCE oznacza przejście od krótkotrwałego do długowieczności. Dotyczy to zarówno kompozycji wizualnej, jak i trwałości tekstyliów i materiałów. Nacisk kładziony jest tutaj na ciężkiej, praktyczne, niemal niezniszczalne materiały w skandynawskim stylu.
REVIVE zachęca ludzi do odczuwania satysfakcji z tego, co są w stanie zrobić własnymi rękoma. REVIVE to odejście od produkcji metodami przemysłowymi na rzecz domowego rękodzieła. REVIVE ożywia i honoruje niematerialny przepływ, który pojawia się podczas procesu twórczego. Zamiast skupiać się tylko na finalnym przedmiocie. W ten sposób REVIVE stawia sobie za zadanie śledzenie własnej kreatywności. Niegdyś praktyka domowa, teraz naprawa jest postrzegana jako metoda twórcza.

Artykuł Tekstylia domowe. Trendy 2021/2022 pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>Artykuł Styl skandynawski i styl japoński w jednym. Poznajcie Japandi! pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>Nazwa Japandi powstała z połączenia dwóch słów: Japan oraz Scandi, czyli popularnego skrótu od Scandinavian. Istotę stylu Japandi dobrze oddaje wypowiedź słynnego projektanta Leni Calasa z nie mniej słynnego studia Ward 5 Design:
Projekt Japandi to połączenie skandynawskiej funkcjonalności i japońskiego rustykalnego minimalizmu w celu stworzenia przestrzeni, w której doświadcza się artyzmu, natury i prostoty. To połączenie tworzy idealne zespolenie funkcji i formy, koncentrując się na czystych liniach, otwartych przestrzeniach i jasnych kolorach.
Leni Calas
Styl skandynawski wcale nie jest aż tak jednolity, jak zwykło się uważać. Styl skandynawski stale ewoluuje, a w jego obrębie regularnie dochodzą do głosu kolejne gorące trendy. Przypomnijmy tylko tych kilka najpopularniejszych: styl gustawiański, scani chic, skandynawski folk, dark nordic czy new nordic. Zdaniem samych najbardziej zainteresowanych – czyli skandynawskich i japońskich projektantów – w przypadku stylu Japandi sytuacja wygląda jednak trochę inaczej. Thomas Lykke z duńskiego studia OEO Studio, które posiada swoje pracownie w Kopenhadze, Tokio i Kioto, wyjaśnia to w ten sposób:
Trendy mijają, a powiązania między Japonią a Duńczykami są daleko poza to. Myślę, że to właściwie część naszego DNA. Skrupulatne wykonanie i dbałość o szczegóły, prostota i ponadczasowość są głęboko zakorzenione w kulturze obu narodów. Zachowanie, utrzymanie i troska – dla przyszłych pokoleń – to wspólne wartości. Chcemy, aby projekt był odpowiedni taż za 50 lat.
Thomas Lykke

Po pierwsze, jak tłumaczy to Kato Saeko, kurator The Shop, należącego do japońskiego centrum kulturalnego w Londynie, The Japan House:
Obie kultury rozwinęły się w surowych naturalnych środowiskach, których ludzie nie mogą kontrolować.
Kato Saeko
A Aya Okamura, której firma Ayaomimi promuje duńskie wzornictwo w Japonii i jest gospodarzem corocznej imprezy o nazwie Tokyo-Denmark, dodaje:
Żaden z naszych krajów nie ma ogromnych zasobów naturalnych. Dlatego szanujemy to, co mamy, i pracujemy z tym. Duńczyków i Japończyków łączy przekonanie, że dobre rzeczy wymagają czasu. Cierpliwość i zainteresowanie długoterminową satysfakcją stworzyły to, co obecnie uznajemy za klasykę designu, kochaną przez ludzi na całym świecie.
Aya Okamura
Po drugie, kulturowa wymiana między Skandynawią, szczególnie Danią, a Japonią, ma bardzo długą, bo liczącą aż 150 lat historię. Oba regiony od przeszło wieku darzą się ogromnym szacunkiem, sympatią i zainteresowaniem, dostrzegając w sobie nawzajem mentalne pokrewieństwo. Za inicjatora tak serdecznych stosunków uznaje się duńskiego oficera marynarki i pisarza Williama Carstensena.
Po trzecie – tu znów oddajmy głos Thomasowi Lykke:
W naszym gorączkowym życiu szukamy jakichś znaczących sposobów na odnalezienie siebie w świecie – przez spowolnienie tempa i zwrócenie ku rzemiosłu i rytuałom. Niezależnie od tego, czy będzie to ceremonia herbaciana w Kioto czy przerwa na kawę w Kopenhadze.
Thomas Lykke
Projektant Jonah Takagi uzupełnia to refleksją:
Widzimy ogólny trend w kierunku szybkich, prawie jednorazowych projektów. Chciałbym wierzyć, że Japandi może być w pewnym sensie naturalną reakcję na szalejącą konsumpcję stylowych, ale niedrogich i źle zaprojektowanych towarów. Dużą częścią dzisiejszego problemu z szeroko rozumianą produkcją jest też to, że rzeczy nie można teraz naprawiać. A Japonia ma ogromną i piękną tradycję demontowania i wymiany zepsutych części. A efekt tych starań często nie jest namiastką dawnego wyglądu, ale zupełnie nową jakością.
Jonah Takagi



Esencją stylu Japandi jest współistnienie, przenikanie i uzupełnianie się typowych dla Dani i Japonii kategorii estetycznych: hygge i wabi-sabi.
Duńskie słowo hygge dosłownie oznacza wygodę. Wymawiając ten termin, wszyscy od razu mamy przed oczami rodzinne święta Bożego Narodzenia, wieczór spędzony w ciepłym pokoju, przy blasku świec… Hygge to komfort bycia samemu ze sobą i z innymi. Hygge to przytulność, błogostan, przeciwieństwo materializmu i konsumpcjonizmu. Wnętrza zaprojektowane w myśl idei hygge przede wszystkim uwzględniają aspekty wspierające życie rodzinne i towarzyskie. Znajdziemy tu naturalne materiały i kolory oraz praktyczne i stylowe dodatki.
Japońskie wabi to kategoria estetyczna zawierająca pojęcie ubóstwa, płynącej z niego prostoty i surowości. Sabi wprowadza zaś pojęcie patyny, niedoskonałości, przywiędnięcia, zużycia przez upływ czasu. Sabi wyraża się w powściągliwości, wygaszonych kolorach, nieregularnych kształtach.
Podobieństwo między hygge i wabi-sabi narzuca się samo przez się. A różnice miedzy tymi wartościami mogą tylko zadziałać na korzyść naszego mieszkalnego wnętrza. Wspomniana wcześniej Aya Okamura widzi to w ten sposób:
Duńskie projekty dobrze pasują do zrozumienia wabi-sabi. Wykonane z naturalnych materiałów naturalnie się starzeją. Jeśli są używane codzienne, rzeczy nabierają patyny, a zarówno japońscy, jak i duńscy projektanci uważają ten proces za piękny. Czasami minimalistyczny dom w stylu skandynawskim może się stać zbyt anonimowy, a odrobina wabi-sabi może temu zaradzić.
Aya Okamura
A więc tam, gdzie pojęcia hygge i wabi-sabi się rozchodzą, ich różnice w rzeczywistości się dopełniają. Tam, gdzie wnętrza japońskie są eleganckie, nordyckie są rustykalna, i odwrotnie. Bogate, ale nadal naturalne kolory japońskiego designu pomagają powstrzymać surowe, wyraziste palety skandynawskich domów przed uczuciem klinicznej sterylności i zimnem.
Wnętrza w stylu skandynawskim wykorzystują jasne i naturalne tony. Wnętrza japońskie są zwykle ciemniejsze z jaśniejszymi kontrastami. Łącząc oba style, nie chcemy, aby jakiekolwiek kolory dominowały i wchodziły we wzajemny konflikt. Ogólna paleta musi być wyciszona i przemyślana. Do odcieni takich jak biel, beż, szarości czy „płatki owsiane” dodajemy nieco szałwiowej zieleni, ziemistych brązów i błękitu nieba. Wprowadzając odważniejsze kolory, postawmy na głęboką zieleń, węgiel i granat. Typowy dla japońskiego designu kruczoczarny również może się tu pojawić, ale stosujmy go oszczędnie: w detalu, nie na jednolitej płaszczyźnie.
Skup się na naturalnych materiałach, które wprowadzają kontakt z naturą i uproszczone piękno. Japandi to przede wszystkim drewno, bambus i papier. A z tekstyliów: kaszmir, wełna, aksamit, jedwab i len. Materiałów tych można używać w narzutach, poduszkach, zasłonach i obrusach. Proste, niskie meble można uzupełnić tradycyjnymi japońskimi elementami dekoracyjnymi, takimi jak malowane tapety, ceramika czy teksturowane papierowe lampy.
Estetyka Japandi koncentruje się na otwartych przestrzeniach i czystych liniach. Ale w zwyczajnie funkcjonującym domu zachowanie takiego minimalizmu może być kłopotliwe. Projektanci zalecają wypróbowanie tzw. fałszywego minimalizmu. Polega on na ukrywaniu nadmiaru rzeczy za wbudowanymi lub składanymi parawanami albo w naturalnych pudłach i koszach.
Japandi stawia na rzemiosło i rzeczy, które nie są przeznaczone do późniejszego wyrzucenia. Poszukaj więc elementów, które przetrwają próbę czasu i które będę „współpracowały” z wnętrzem Twojego mieszkania przez wiele lat. Skoncentruj się na ekologicznych, lokalnych wyrobach i nie bój się samodzielnego eksperymentowania z tymi przedmiotami.
Styl Japandi to nie tylko koncepcja aranżacji wnętrz, ale także konkretne przedmioty użytkowe, które powstały w wyniku współpracy skandynawskich i japońskich designerów. Znajdziemy tu m.in. takie perełki jak:
Meble to jedna z nielicznych kategorii produktów w naszym nowoczesnym świecie, która nie jest tak naprawdę napędzana technologią, ale raczej estetyką, materiałami i rzemiosłem.
Jak urządzić pokój w stylu skandynawskim?
Jak urządzić salon w stylu skandynawskim?
Kuchnia w stylu skandynawskim – jak powinna być urządzona?
Łazienka w stylu skandynawskim – jak ją urządzić?
Aranżacja sypialni w stylu skandynawskim – jak powinna wyglądać?
Schody w stylu skandynawskim – jakie sprawdzą się w twoim domu?
New Nordic. Styl skandynawski w najmodniejszej odsłonie
Aranżacja wnętrz w stylu japońskim. Jak urządzić mieszkanie w stylu zen?
Artykuł Styl skandynawski i styl japoński w jednym. Poznajcie Japandi! pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>Artykuł Sztukateria w mieszkaniu w bloku. HIT czy KIT? pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>Sztukaterie, czyli elementy dekoracyjne ścian i sufitów, stosuje się w architekturze wnętrz już od starożytności. Początkowo najpiękniejsze dekoracje powstawały ze stiuku – szlachetnej wyprawy tynkarskiej, na bazie długo dołowanego wapna, drobnoziarnistego piasku i pyłu marmurowego. Sztukaterie wewnętrzne zyskały szczególną popularność w okresie renesansu i baroku. W naturalny sposób ten rodzaj dekorowania pomieszczeń przeniesiono także do XIX-wiecznych neorenesansowych i neobarokowych kamienic. I to właśnie chyba za sprawą urzekających wnętrz miejskich kamienic czujemy w Polsce szczególny rodzaj sympatii i sentymentu do sztukaterii na sianach i sufitach.

Gips jako tworzywo, z którego robi się sztukaterię, pojawił się już bardzo dawno temu, w dość oczywisty sposób zastępując znacznie droższy stiuk. Sztukaterię gipsową wytwarza się do dziś, czasami wzmacniając elementy włóknem szklanym. Sztukaterię gipsową najczęściej przygotowuje się na indywidualne zamówienie: Wykwalifikowany sztukator wpierw przygotowuje model, z którego powstaje forma do wielokrotnego użycie, a następnie odlewy, które są negatywem pierwotnej pracy. Sztukateria gipsowa zapewnia najlepszy efekt wizualny i jakościowy, ale jest też najdroższa, delikatna i wymaga największych umiejętności podczas montażu – ze względu na ciężar potrzebne są specjalne kleje lub zaprawa. Sztukateria gipsowa w małym mieszkani w bloku byłaby dość ryzykowna, i estetycznie, i praktycznie. Lepiej „zostawić ją” dla historycznych wnętrz w kamienicach.
Sztukateria styropianowa, czyli z polistyrenu ekspandowanego, to najbardziej dostępne cenowo tworzywo dla nowoczesnej sztukaterii. Sztukateria styropianowa jest tania, lekka (fizycznie i wizualnie) i można ją malować na dowolny kolor farbą emulsyjną. Do mankamentów trzeba zaliczyć to, że z polistyrenu ekspandowanego nie uzyskamy tak ostrych i równych krawędzi, jak w przypadku gipsu. Sztukateria styropianowa świetnie sprawdza się jako dekoracja sufitów.
Sztukateria z XPS, czyli z polistyrenu ekstrudowanego, jest trwalsza niż sztukateria styropianowa i pozwala uzyskać motywy o ostrzejszych, bardziej wyraźnych krawędziach.
Sztukateria z pianki poliuretanowej jest trwała, lekka, pozwala uzyskać elementy o giętkim kształcie i dobrze odtworzonych detalach. Do przygotowania sztukaterii z poliuretanu wykorzystuje się pianki o różnej gęstości – najczęściej 200 kg/m3, optymalnie 350 kg/m3. Dużą zaletą sztukaterii poliuretanowej jest jej odporność na wilgoć, promienie UV i uszkodzenia mechaniczne. Dlatego może być stosowana nie tylko w salonie, ale też w kuchni, a nawet w łazience.
Drewniane ornamenty są piękne, ale raczej nie dla mieszkania w bloku.

Wiemy już co i z czego, pozostaje więc pytanie: JAK? Sztukateria nie jest zarezerwowana tylko dla wnętrz starych kamienic i przestronnych domów. Można w ten sposób dekorować także mieszania w blokach. Wnętrze, które wzbogacimy sztukaterią, nie musi być też utrzymane w stylu klasycznym. Lekkie, wdzięczne formy doskonale nadają się także do wnętrz nowoczesnych, eklektycznych, minimalistycznych. Takiego zdania jest też znana blogerka wnętrzarska, prywatnie wielka miłośniczka sztukaterii, Ula Michalak:
Wychowałam się w kamienicy w centum Łodzi i sztukateria zawsze była dla mnie czymś naturalnym. Żaden Wersal czy utopia, ale coś osiągalnego. Bo sztukateria nie jest też synonim przepychu w pałacowym stylu. Mamy teraz tak nowoczesne listwy dekoracyjne, że można z powodzeniem stosować je także w apartamentach, zwykłych domach czy mieszkaniach w bloku. Od tematu sztukaterii właściwie zaczęłam współpracę z projektantką mojego domu.
Ula Michalak
Żeby efekt nie był ani groteskowy, ani ciężki i pomniejszający salon, należy tylko pamiętać o kilku podstawowych regułach:
Zgodnie z obowiązującymi przepisami minimalna (i jednocześnie powszechna) wysokość mieszkań w Polsce wynosi 2,5 metra. Czy przy tak nisko zawieszonym suficie dekoracyjne listwy przysufitowe musimy sobie całkowicie odpuścić? Niekoniecznie. Listwy powinny jednak być niewielkie – w przedziale od 6 do maksymalnie 12 centymetrów szerokości.
Zwykle sugeruje się malowanie sztukaterii ściennej na ten sam kolor, co ściany. W niskim, małym pomieszczeniu możemy jednak w ten sposób uzyskać niekorzystny efekt: Sztukateria „zleje się” się ze ścianą, a niskozwieszony sufi będzie bardziej przyciągał wzrok. Spróbujmy więc stworzyć pewną iluzję optyczną. Mamy naturalną tendencję, by postrzegać ciemniejsze elementy jako bardziej oddalone. Można to wykorzystać i pomalować sztukaterię w salonie na kolor delikatnie jaśniejszy niż ściany. W ten sposób malutka odległość między jaśniejszą listwą a ciemniejszą ścianą optycznie będzie sprawiała wrażenie większej i tym samym poczujemy, jakby ściany były dalej niż są w rzeczywistości, a pokój bardziej przestronny.
Inną sztuczką, którą możemy zastosować, jest pomalowanie sztukaterii na ten sam kolor, co sufit (pod warunkiem, że jest on biały lub jasny). W ten sposób możemy uzyskać optyczny efekt tzw. sufitu kaskadowego i odnieść wrażenie, jakby stopniowo wznosił się on coraz wyżej.
Największym błędem kolorystycznym, jaki możemy popełnić, kładąc sztukaterię w małym wnętrzu, jest zbyt duży kontrast. To prosta droga do tego, by pomieszczenie zrobiło się ciasne i a sztukateria sprawiała wrażenie, jakby zaraz miała spaść nam na głowę.
Oderwanie ozdobnych gzymsów od ściany i podświetlenie ich stworzy wyrażenie „dryfującego w powietrzu” sufitu i optycznie powiększy salon.
Sztukateria, tak jak każda technika dekoracyjna, wymaga wyczucia i umiaru. Głęboko kanelurowane pilastry w stylu korynckim w mieszkaniu w bloku nie obronią się nigdy. Subtelne listwy i bezpretensjonalny dekor sprawią zaś, że nawet w „wielkie płycie” wnętrze będzie jednocześnie eleganckie i przytulne.
Dobranie oraz montaż sztukaterii do salonu i innych pomieszczeń warto powierzyć osobom, które zajmują się tym na co dzień.
Artykuł Sztukateria w mieszkaniu w bloku. HIT czy KIT? pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>Artykuł Kuchnia w kolorze – pomysły na kolorowe wnętrza pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>
Gdy myślisz o kolorowej kuchni, co przychodzi Ci do głowy? Kolor dominujący w całym wnętrzu czy może tylko w dodatkach i dekoracjach? Niezależnie od tego, która odpowiedź jest Ci bliższa – masz rację.
Kolory w kuchni mogą oznaczać zarówno żółte, zielone czy granatowe fronty, jak i… złote lub miedziane dodatki, różnokolorowe krzesła, wzorzyste pojemniki na przyprawy czy kafelki w delikatne, pastelowe wzory. Sposobów na ożywienie kuchni kolorem może być naprawdę wiele. Poniżej znajdziesz kilka inspiracji:


Jeśli interesują Cię trendy 2021 roku, mamy dla Ciebie 2 artykuły: Modne kuchnie w 2021 oraz Ultimate Gray i Illuminating – jak wprowadzić kolory Pantone 2021 do kuchni i łazienki?. Podsumowaliśmy jednak poniżej to, co najważniejsze w kontekście kolorów w kuchni.
Kolorami roku 2021 są mocny, soczysty odcień żółtego i stonowana, łagodna odsłona szarości. Nie pierwszy raz Instytut Pantone zdecydował się na wybór 2 barw, jednak w tym roku decyzja ekspertów może wydawać się niektórym mało zaskakująca. W końcu zarówno szary, jak i żółty są obecne w designie i aranżacji wnętrz od kilku ładnych sezonów. Tym razem chodzi jednak o połączenie nie tylko dwóch zupełnie różnych kolorów, ale też o zestawienie skrajnych emocji i sił. Ultimate Gray jest odcieniem kojącym, łagodnym, będącym symbolem bezpieczeństwa i spokoju – wartości, których tak nam brakuje w dzisiejszych czasach. Z kolei Iluminating to żywy, pulsujący odcień żółtego, który ma dodawać energii i dawać nadzieję na lepszą przyszłość.
Oba kolory wybrane przez Pantone doskonale sprawdzą się w aranżacji kuchni. Możesz postawić np. na żółtą ścianę (lub ściany) i szare meble lub na odwrót. Świetnie będą wyglądać szare meble w połączeniu z żółtymi krzesłami i dodatkami (np. żółtymi uchwytami). Do tego bukiet żonkili w wazonie, kilka cytryn w szarym koszu i kuchnia jak z katalogu wnętrzarskiego gotowa!
Mamy nadzieję, że zainspirowaliśmy Cię do wprowadzenia nieco (lub nieco więcej) koloru i optymizmu do Twojej kuchni. 
Artykuł Kuchnia w kolorze – pomysły na kolorowe wnętrza pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>Artykuł Jak zaprojektować łazienkę w zgodzie z zasadami feng shui? pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>Feng shui wywodzi się z taoizmu, czyli chińskiego systemu filozoficzno-religijnego. Jednym z jego najważniejszych założeń jest istnienie qi – wszechobecnej, życiodajnej energii.

Według filozofii taoistycznej gwarancją szczęścia i zdrowia jest niezakłócony przepływ qi we wszechświecie, naturze, domu czy ciele człowieka. Na tym fundamencie powstała m.in. chińska medycyna, sztuki walki oraz feng shui – sztuka aranżacji przestrzeni, umożliwiająca swobodny obieg bezcennej energii.
Feng shui w tłumaczeniu dosłownym to wiatr i woda. Wiatr symbolizuje coś niewidzialnego, woda natomiast to, czego nie można uchwycić.
Podstawowe zasady feng shui to:

Według zasad feng shui łazienka nie powinna znajdować się naprzeciwko drzwi wejściowych do mieszkania. Dlaczego? Ponieważ dobra energia, która dostaje się do środka głównym wejściem, mogłaby zostać spłukana wraz z wodą w umywalce lub toalecie. Jak wspominaliśmy wcześniej, łazienka nie powinna również sąsiadować z kuchnią.
Planując aranżację łazienki, warto wydzielić w niej dwie strefy: brudną oraz czystą. W pierwszej powinna znaleźć się toaleta, w drugiej zaś pozostałe elementy wyposażenia – wanna, prysznic, umywalka, lustro.
Aby łazienka sprzyjała dobremu samopoczuciu, musi panować w niej porządek. Dzięki temu qi może swobodnie krążyć, a domownicy nie są rozpraszani nadmiarem bodźców. Najlepiej, jeżeli wszystkie kosmetyki i akcesoria będą przechowywane w zamykanych szafkach lub szufladach. Nie masz możliwości wstawienia dodatkowych mebli do swojej łazienki? Postaw na estetyczne koszyki lub pudełka, do których schowasz nadmiar przedmiotów.

Feng shui kładzie nacisk na to, by nie otaczać się bezużytecznymi lub uszkodzonymi przedmiotami. Jak najszybciej naprawiaj sprzęty, które tego wymagają i pozbywaj się na bieżąco pustych opakowań po kosmetykach.
Światło to niezwykle ważny element w feng shui. Szczególnie wysoką wagę przypisuje się naturalnemu oświetleniu, które powinno docierać do wszystkich pomieszczeń w domu. Niestety, w przypadku łazienek zwykle jest to niemożliwe, gdyż rzadko wyposaża się je w okna.

Jak zatem zadbać o odpowiednie światło w łazience? Najlepiej, jeżeli zdecydujesz się na kilka lamp (np. sufitową i ścienne kinkiety), które doskonale doświetlą każdy punkt pomieszczenia. Nie zapominaj również o świecach, które pomogą Ci zrelaksować się podczas kąpieli – najlepsze będą te w kształcie stożka, który w feng shui stanowi symbol wody.
Zasady feng shui mogą wytyczać kierunek na etapie projektowania domu lub mieszkania, ale z powodzeniem możesz zastosować je również wtedy, gdy Twoja łazienka jest już urządzona. Dzięki zaledwie kilku prostym zabiegom nadasz pomieszczeniu nowej energii i harmonii – niezależnie od tego, czy wierzysz w istnienie qi, czy traktujesz ten temat z przymrużeniem oka.
Artykuł Jak zaprojektować łazienkę w zgodzie z zasadami feng shui? pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>Artykuł Łazienka bez płytek? Sprawdź, czy to dobry pomysł pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>Powodów, dla których coraz więcej osób decyduje się na urządzenie łazienki bez płytek, jest wiele. Dla niektórych będzie to kwestia oszczędności. Malowanie ścian w większości wypadków będzie znacznie tańsze niż kafelkowanie – ze względu na cenę materiałów oraz robocizny.
Innym powodem może być poszukiwanie oryginalnych rozwiązań. Ci, którzy cenią design i niebanalne wnętrza, zwykle mogą jedynie teatralnie ziewnąć na myśl o płytkach w łazience. Kamień, beton czy tapeta wydają się znacznie ciekawsze!
Farba to ciekawa alternatywa dla klasycznych płytek. Jest tańsza, dostępna w niezliczonej ilości kolorów, dostępna od ręki w każdym markecie budowlanym. Co istotne, przy użyciu farby możesz wykończyć łazienkę samodzielnie, oszczędzając koszty ewentualnej robocizny.

Efekt, jaki zapewnia farba, może być naprawdę ciekawy – zwłaszcza jeżeli zdecydujesz się na nietuzinkowe rozwiązania. Przykładem może być wykończenie ścian przy pomocy ciemnego koloru. Niezwykle modnymi odcieniami są granat, butelkowa zieleń oraz czerń. Ciekawie korespondują one z armaturą oraz nowoczesnymi bateriami umywalkowymi. Szukasz czegoś bardziej oryginalnego? Postaw na farbę z efektem betonu, miedzi lub brokatu!
O czym musisz pamiętać, wybierając farbę do łazienki? Upewnij się, czy interesujący Cię produkt nadaje się do pomieszczeń mokrych. Najlepiej, jeżeli sięgniesz po farbę ceramiczną lub lateksową, przeznaczoną do łazienek. Dzięki temu będziesz mieć pewność, że ściany są odporne na działanie wilgoci.
Cegła to element, który w architekturze wnętrz obecny jest od lat. Ściany wykończone przy użyciu tego materiału, dość często oglądać można w salonach, sypialniach czy jadalniach. A co z łazienkami?
Tutaj cegła sprawdza się równie dobrze, nadając nie tylko przytulności, ale i nieco loftowego charakteru.

Jeżeli chciałbyś wykorzystać cegłę w swojej łazience, możesz zdecydować się na pokrycie nią jednej lub wszystkich ścian. W zależności od efektu, jaki chcesz uzyskać, możesz pozostawić kamień w naturalnym kolorze lub wybrać model pomalowany na wybrany odcień.
Aby ceglana ściana była wytrzymała na wilgoć, konieczne jest jej odpowiednie zaimpregnowanie. Produkty, które zabezpieczą cegłę, możesz nałożyć samodzielnie, przy pomocy pędzla lub natrysku.
Wbrew pozorom, beton nie jest przeznaczony jedynie dla osób, które urządzają surowe, minimalistyczne wnętrza. W zależności od wykorzystanych dodatków i kolorów, może okazać się on bardzo ozdobny. Wyjątkowo modne jest łączenie betonu z bogato zdobioną armaturą, okazałymi lustrami, zielonymi roślinami.
W łazience najlepiej sprawdzą się płyty z betonu architektonicznego, który wyróżnia się wysoką odpornością na wodę, detergenty czy grzyby i pleśń. Warto jednak mieć na uwadze, że beton, który ma ciągły kontakt z wilgocią, może z czasem nieco ciemnieć. Czy to wada? Niekoniecznie. Dla wielu osób właśnie ta cecha decyduje o naturalnym uroku betonowych ścian.

Tapeta zamiast płytek to wybór, o którym większość osób myśli na samym końcu, lub… zupełnie go wyklucza. Niesłusznie! Oczywiście, papierowe tapety, które możesz pamiętać z ubiegłych dekad, prawdopodobnie nie przetrwałyby w mokrym pomieszczeniu nawet pierwszej kąpieli. Sytuacja diametralnie zmienia się jednak, kiedy do gry wkraczają specjalistyczne tapety do łazienki – winylowe lub z włókna szklanego.

Specjalna warstwa tworzywa, którą pokrywane są tapety łazienkowe, zabezpiecza je przed działaniem czynników zewnętrznych i sprawia, że można je wygodnie czyścić. Niezaprzeczalną zaletą tego rozwiązania jest ogromny wybór kolorów i wzorów – bez wątpienia znajdziesz tapetę idealną do swojej łazienki.
Liczba materiałów, które mogą stanowić alternatywę dla płytek, jest naprawdę duża. Farba, tapeta, cegła czy beton mogą występować samodzielnie lub być dowolnie łączone, także z płytkami. Dzięki temu możesz urządzić swoją łazienkę dokładnie tak, jak chcesz – bez obaw o wilgoć, pleśń czy uciążliwe zabrudzenia.
Artykuł Łazienka bez płytek? Sprawdź, czy to dobry pomysł pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>Artykuł Okiem blogerki. Wywiad z Ulą Michalak pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>Z Ulą porozmawiamy o blogowaniu i urządzaniu – lub (jak to woli) o blogowaniu o urządzaniu czy też urządzaniu z blogerami, dowiemy się, jak remontować i nie zwariować oraz poznamy najnowsze eko rozwiązania dla kuchni i łazienek.
O blogach, blogowaniu i blogerach
Jako twórczyni Meetblogin, ale nie tylko, bardzo aktywnie uczestniczysz w integracji środowiska polskich blogerów wnętrzarskich. Wiem, że nie obędzie się tutaj bez pewnych uogólnień, ale może wspólnie uda nam się stworzyć portret zbiorowy naszych blogerów z tego obszaru. Kim są polscy blogerzy wnętrzarscy, a właściwie blogerki, bo na spotkaniach w ramach Meetblogin pojawiają się chyba same kobiety? Przeważają zawodowcy, profesjonalistki czy hobbistki, pasjonatki?
Zacznę od kwestii podstawowej: żeby w ogóle być blogerem, trzeba być pasjonatem, pasjonatką danego tematu. To jest tak absorbujące i wymagające zajęcie, że nie wyobrażam sobie, aby ktoś mógł się nim zajmować bez kochania tego, co robi. Chociaż muszę gotować prawie codziennie, nie wyobrażam sobie pisania o gotowaniu – bo tego zwyczajnie nie lubię i skończyłoby się to katastrofą (śmiech). Bardzo ważnym aspektem pisania bloga – i innych twórczości internetowych: vlogów, prowadzanie konta na Instagramie itp. – jest wiarygodność. Bez pasji, pełnego oddania sprawie, ciągłego dążenia do robienia tego jak najlepiej: dawania najlepszych rad i pokazywania najlepszych rozwiązań, nasza wiarygodność nigdy nie będzie na takim poziomie, abyśmy przekonali do siebie i zatrzymali odbiorców. W wielu publikacjach i raportach to właśnie wiarygodność jest wskazywana jako najbardziej pożądana i ceniona u blogerów cecha.
A więcej jest miłych lifestylowych tekstów do poczytania przy kawie i nacieszenia oczu pięknymi kadrami wymarzonych aranżacji, czy fachowego doradztwa, które pomaga odnaleźć się w gąszczu ofert i przebrnąć przez budowę lub gruntowny remont?
Blogi wnętrzarskie tak w Polsce, jak i na świecie dzielą się na kilka podstawowych kategorii. Dwie najbardziej charakterystyczne to blogi DIY, czyli do it yourself, zrób to sam, i blogi mocno eksperckie, prowadzone przez zawodowców, profesjonalistów, którzy przekazują wiedzę podpartą wykształceniem i praktyką. Myśle, że liczbowo rozkłada się to mniej więcej po równo. Ale są też takie blogi jak mój. Nie jestem zawodowym projektantem ani architektem wnętrz, chociaż ukończyłam kilka kursów stylizacji. I tematyka mojego bloga to odzwierciedla. Jeśli piszę o projektowaniu, to w kontekście pracy z architektem, którą prowadziłam przy remoncie własnego domu. Istotą moich wpisów jest dzielenie się doświadczeniami.
Myślę, że stanowi to dużej wartości twojego interiorsdesignblog.com. Bo czytelnicy oprócz tego, że chcą wiedzieć, jak zrobić coś samodzielnie lub poznać opinie ekspertów, potrzebują wsparcia i porad odnośnie do tego, co ich czeka podczas remontu czy metamorfozy wnętrza. Dla zawodowców niektóre wyzwania i dylematy mogą już być właściwie niezauważalne…
Zdecydowanie. Zauważmy, że są też takie blogi i blogerzy, którzy otwarcie mówią: Słuchajcie, ja chcę się z wami uczyć tej dziedziny, nie jestem ekspertem, ale chcę się z tym zmierzyć i przekazać wam to, czego się dowiem i co odkryję w trakcie… Taka okoliczność była w pewnym sensie także u mnie. Wszyscy się dziwili, że jak to ja – stylistka wnętrz, blogerka! – angażuję architekta wnętrz do pomocy przy remoncie, i jeszcze tak wprost o tym piszę… ! A wynikało to po pierwsze z pokory, bo wiem, czego nie wiem. Co też jest bardzo ważną cechą przy blogowaniu – chociaż wiadomo, że naszym sportym narodowym jest wszechwiedza, i wszyscy, w zależności od sytuacji, jesteśmy lekarzami, politykami, sportowcami czy właśnie architektami. Naprawdę warto wiedzieć, że się nie wie. Budowa czy gruntowny remont to zbyt duża inwestycja i zbyt ważna akcja i etap w naszym życiu, by pozwolić sobie na stwierdzenie: A, jakoś to będzie. Jakoś to będzie, to można postawić namiot na kempingu lub zbudować szałas. Po drugie, uznałam, że osób w podobnej sytuacji, co moja, jest więcej, i warto napisać coś, co nieco ich uświadomi w tym temacie, da im kilka wymiernych korzyści. Chciałam stworzyć publikacje, które przyniosą różne informacje związane z remontem, pokażą różne rozwiązania. Zależało mi, aby zestawić różne perspektywy: jak to wygląda okiem architekta, dostawcy danego produktu, wykonawcy i moim – laickim okiem końcowego odbiorcy, dla którego liczy się estetyka i lifestyle, a na sprawach technicznych się nie zna. Dopiero zderzenie takich różnych opinii daje, w moim odczuciu, pełen obraz przedsięwzięcia. I chyba okazało się to cenne i potrzebne. Takie przynajmniej informacje zwrotne dostawałem.

Jak oceniasz polską scenę blogów wnętrzarskich? Pomysłowość, poziom merytoryczny, jakość realizacji – od tekstów po zdjęcia? Czy czujecie się odpowiedzialni za kreowanie trendów?
W blogosferze jest trochę jak w dżungli. Jak jesteś słaby, to cię zjedzą (śmiech). I nie mówię tu absolutnie o środowisku blogerów wnętrzarskich. Nie ma tu zażyłej konkurencji, jest za to ogromna doza wsparcia i kibicowania sobie nawzajem. Nigdy nie spotkałam się tutaj z sytuacją zazdrości, zawiści czy jakiegoś zachowania nie fair. Nie zostaniesz więc zjedzony przez kolegów po fachu, ale po pierwsze przepadniesz w szumie informacyjnym, a po drugie sam to zostawisz. Prowadząc bloga „takiego se”, szybko poczujesz się tym zmęczony i znudzony. Niektórym wydaje się, że blogowanie to takie słodkie, lekkie zajęcie. Siadasz sobie na pół godzinki wieczorem i pach, gotowe! No nie. Trzeba zrobić zdjęcia, całą sesję, obrobić to, przeredagować i tak dalej. Dlatego albo szkolimy się same w robieniu zdjęć, albo współpracujemy z fotografiami czy operatorami…. Kiedy zapada decyzja, że naprawdę chcę się tym zajmować, zaczynasz robić wszystko, aby efekt był jak najlepszy. A zwykle jest tak, że jeśli przetrwasz przez pierwszy rok blogowania, to już przetrwasz – wsiąkniesz w to i całkowicie się temu poświęcisz.
Trochę jak z prowadzeniem własnej firmy…
Trochę tak. Ale z tą różnicą, że zakładając firmę, każdy od razu wie, że będzie ciężko. Startując z blogiem, można sobie pomyśleć, że będzie cukierkowo, high-life. Trochę sami jesteśmy tu sobie winni. Bo prezentując nasze życie na Instagramie, mało kto pokazuje np. backstage z sesji zdjęciowej. A za kulisami potrafią dziać się takie rzeczy, że można oszaleć! Do odbiorców trafiają tylko pięknie zbudowane kadry, a nie to, co w tym samym czasie dziej w np. drugim pokoju… Niech każdy jednak pokazuje to, co chce. Kreujemy jakoś swój wizerunek, swoją markę, i to jest zupełnie normalne. Blogerzy wnętrzarscy to esteci i jasne, że nie każdy chce odsłaniać i chwalić się bałaganem, jaki powstaje przy sesjach zdjęciowych. Nie chodzi o to, aby robić to na siłę. Ale warto o tym pamiętać. Za prowadzeniem bloga kryją się po prostu ciężka praca, także fizycznie, bo trzeba się również sporo nanosić.
Segment blogów wnętrzarskich wydaje się już dość mocno nasycony. Czy jest jeszcze przestrzeń dla kolejnych autorów? Co doradziłabyś początkującym lub pragnącym zyskać nowych użytkowników blogerom?
Wcale nie myślę, że ten rynek jest aż tak bardzo nasycony. Absolutnie uważam, że nadal jest tu miejsce dla nowych twórców. Z dziewczynami na Meetblogin często sobie powtarzamy, że ten tort do podziału jest tak duży, że każdy nie tylko się naje, ale jeszcze cukrzycy dostanie (śmiech). Tematów wnętrzarskich jest mnóstwo! Spójrzmy tylko, ile mamy samych stylów wnętrzarskich. A do każdego zagadnienia można podejść na dziesiątki różnych sposobów. Ktoś będzie ekspertem i podejdzie do zagadnienia bardziej merytorycznie – od strony technicznej czy historycznej. Ktoś będzie estetą i skupi się tylko na stylizacjach i dekoracjach. I tak dalej i tak dalej… A do tego mamy tu do czynienia z niesłychanie żywą materią. Co roku pojawiają się nowe trendy, podawane są nowe kluczowe kolory. Często nie są to jakieś drastyczne przetasowania, ale na pewno jest o czym mówić. Dynamicznie zmienia się także nasze życie, co wprost przekłada się na to, jak zmieniają się trendy we wnętrzach. A w 2020 doświadczyliśmy tu właściwie rewolucji. Ewoluuje nasz gust i zamiłowania do kolejnych estetyk. Zwróćmy uwagę, że jeszcze niedawno najpopularniejszy był w Polsce styl skandynawski, a nawet – powiedziałabym – taki troszkę „polsko-skandynawski”. Teraz widać, że przestaje on już grać rolę pierwszoplanową w naszych wnętrzach. Pojawiają się ciągoty do stylu amerykańskiego, boho, art déco. Może kryje się za tym właśnie aktualna tęsknota za podróżami, które pandemia praktycznie nam odebrała.
To prawda. W takim kontekście opisywaliśmy na Domolubnych np. rosnącą popularność stylu urban jungle…
Jasna sprawa. Teraz bardzo zachwycam się stylem nature aesthetic: kolory natury, ziemi, trawertyny, marmury – ale nie w odsłonie luksusowej! – ceramika, rękodzieło, obłe kształty, hand made, małe pracownie… Jeszcze kilka lat temu w ogóle nie było o tym mowy.
A wracają do początkujących lub średnio sobie radzących, mimo szczerej pasji i wkładanej w to pracy, blogerów – jakie błędy mogą tu być kluczowe?
Często są to niestety kwestie, o których ja nienawidzę mówić, ani nawet myśleć, bo sama też te błędy popełniam. SEO! Optymalizacja pod wyszukiwarki. Gdyby nie zainstalowana wtyczka Yoast, w ogóle bym nie wiedziała, jak do tego podejść. Jestem zadaniowa, więc gdy Yoast mi zaświeci czerwoną kropeczką, zawsze kombinuję, żeby zmieniła mi się ona przynajmniej na pomarańczową. A jak będzie zielona, to już pełnia szczęścia. Ale to, że wielu blogerów wnętrzarskich potyka się trochę na SEO, to też pokłosie tego, że jesteśmy pasjonatami. Z założenia nasze blogi nie powstały po to, aby podbijać pierwsze miejsca w wynikach wyszukiwania Google. To jest trochę jak z artystami-plastykami, którzy wychodzą z uczelni. Mogą robić cudowne prace, ale nikt ich nie nauczył, jak być swoim własnym menadżerem i jak te prace sprzedawać. Co nas, blogerów, obchodzą słowa kluczowe, kiedy mamy takie wspaniałe pomysły! No ale musimy o tym pamiętać, chociaż na poziomie wspomnianej wtyczki Yoast.
Czy z bloga wnętrzarskiego oprócz satysfakcji płyną jeszcze jakieś inne korzyści? Jak wygląda komercyjna współpraca z producentami?
Wszystko zależy od tego, na jakim jesteśmy etapie prowadzenie bloga. Nie możemy być ani tak bezczelni czy nieeleganccy, ani naiwni, żeby w pierwszych miesiącach pisania bloga oczekiwać tysięcy za pokazanie jakiegoś artykuły. No nie, na pewno nie na etapie, gdy czyta nas głównie własna rodzina i trzy sąsiadki. Zacznijmy od zastanowienia się, co możemy zaoferować producentom, agencjom itp., żeby rano móc bez wstydu spojrzeć w lustro. Kiedy pojawiają się oferty współpracy, to znaczy, że już coś sobą reprezentujemy. Powiem teraz coś, co dla wielu blogerów wnętrzarskich (i nie tylko) powinno być szczególnie motywujące. Prowadzę interiorsdesignblog.com już od 8 lat i przez ten czas bardzo niewiele współprac, które miałam, bazowało na statystykach odwiedzin, jakimi mogłam się pochwalić. Zwykle firmy, marki czy PR-owcy zwracali się do mnie dlatego, że chcieli pokazać się w takiej, a nie innej estetyce. To jest fajne i bardzo budujące. Jeśli ktoś zwraca uwagę przede wszystkim na moją osobowość, na to jak prowadzę swojego bloga: co piszę i jak wyglądają moje stylizacje na zdjęciach, to ogromnie zachęca to, aby tym bardziej zadbać o swoich czytelników.
Wspomniałaś, jak ważna jest wiarygodność blogerów, czy takie komercyjne współprace nie szkodzą wizerunkowi?
To wszystko zależy od osoby blogera i sytuacji, w jakiej on się znajduje. Na pewno, jak powiedziałam, trzeba być uczciwym samemu ze sobą. Ale kiedy dostaniemy pierwsze oferty współpracy, to zawsze jest to wielka ekscytacja i nie ma powodów, żeby się tego wstydzić. Wow, komuś podoba się to, co robię, ktoś chce ze mną pracować, jasne, że się zgadzam, wszystko napiszę i wszystko pokażę… To zupełnie normalna reakcja. Później przychodzi takie otrzęsienie: Hej, czy to na pewno jest dobre, czy to tak powinno wyglądać? Zachęcam, żeby myśleć o komercyjnych współpracach w kategorii budowania, współtworzenia własnego stylu, wizerunku, własnej blogowej tożsamości. Kiedy zaczynamy pisać bloga, i sama jestem tu najlepszym przykładem, często działamy intuicyjnie, trochę po omacku, nie wiemy do końca, w jakiej estetyce chcemy się obracać. Na jakimś dalszym etapie i czytelnicy, i same marki zaczynaja nas pozycjonować, wiązać z określonym targetem. Pojawiają się propozycje pasujące do tego, co robimy. Z jednym z partnerów miałam taką sytuację, że jasno określił mi, z jakich kolekcji mogę wybierać produkty, aby odpowiadały one koncepcji mojego bloga. Z innej współpracy – najpewniej intratnej, bo z dużą sieciówką – zrezygnowałem sama, bo wiedziałam już, że ich klienci i moi czytelnicy to różne grupy odbiorców. Czasami dzięki markom dowiadujemy się o swoim blogu czegoś, czego sami wcześniej nie zauważyliśmy. To bardzo cenne.
W ogóle blogi przypominają pod tym względem obecność na targach wnętrzarskich. Tam liczy się nie tylko to, jak wygląda twoje stoisko, ale także to, kto jest twoim sąsiadem: pośród jakich marek się pojawiasz. Jeśli produkujesz wyposażenie z segmentu budżetowego, nie wystawisz się między markami luksusowymi i odwrotnie.
W kwestii wiarygodności, istotne jest także to, że w pewnym momencie powstaje jakiś rodzaj relacji opartej na zaufaniu. Ja ufam, że produkt, który mi zaoferowano, nie zawiedzie moich czytelników. Oni ufają, że pokażę ten produkt w taki sposób, że odbiorcy dostrzegą w nim to, na czym producentowi najbardziej zależy.
Inspiracje prosto z domu (i doświadczeń) Uli Michalak
Przyznam, że największą przyjemność podczas lektury Twojego bloga sprawił mi cykl publikacji o Twoim domu – od zakupu, przez gruntowny remont, po oprowadzenie czytelników po fascynujących wnętrzach. Sposób, w jaki o tym wszystkim opowiadasz – jednocześnie fachowy i intymny – rodzi poczucie, że urządzanie przestrzeni wokół siebie jest immanentną częścią życia, podstawową potrzebą, jak np. budowanie relacji emocjonalnych. Czym tym właśnie jest dla ciebie projektowanie wnętrz?
Tak, na pewno mogę się pod tym podpisać. Najlepiej widać to teraz, w trakcie pandemii. Wszyscy pamiętamy te kolejki do sklepów budowlanych, prawda? Wcale nie uważam, że ludzie tak gromadnie zabrali się za swoje mieszkania z nudów. Nie było tak, że na kwarantannie obejrzeli już całego Netflixa, przeczytali wszystkie książki i doszli do wniosku, że no dobra, to teraz weźmiemy się za chatę. Nie. Po prostu zaczęliśmy spędzać w domu znacznie więcej czasu niż wcześniej i dotarło do nas, że to nie klepiący w komputer mąż czy bałaganiący pies wkurzają nas najbardziej, ale ta brudna ściana albo odłażąca tapeta. Koronawirus paradoksalnie pomógł nam uświadomić sobie, że otocznie, w którym przebywamy, ma ogromne, fundamentalne wręcz znaczenie dla naszego samopoczucia. Dla mnie ta historia zaczęła się znacznie wcześniej. Nidy nie umiałam pracować, kiedy panuje bałagan. Zawsze źle czułam się w miejscach, gdzie coś mi bardzo nie pasowało estetycznie. Na szczęście, dla moich bliskich (śmiech), byłam tego świadoma.
Wnętrza, w których żyjemy, mają na nas szalony wpływ. Dlatego tak potwornie ubolewam nad wyglądem wnętrz polskich przedszkoli i szkół podstawowych. Musimy być świadomi, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Ale nie! U nas to zawsze musi być jakaś straszna lamperia z olejnej!

Równolegle z pracami remontowymi tworzyłaś serię Jak remontować i nie zwariować? Mogłabyś podsumować to poważne zagadnienie w trzech najistotniejszych punktach?
Po pierwsze: dłużej planuj, będziesz krócej robić. Bardzo, bardzo ważna sprawa.
Po drugie: lepiej wiedzieć, że się nie wie. Naprawdę warto skorzystać z pomocy architekta. Nie traktujmy architektów jako dodatkowego, zbędnego kosztu. Architekt pozwoli nam zaoszczędzić nie tylko mnóstwo nerwów, nieprzespanych nocy i czasu, ale też kasy. Nawet płacąc architektowi od metra stawkę, która wydaje się jakąś grabieżą, w końcowym rozrachunku będziemy na plus. Szczególnie jeśli planujemy rozległy remont, po prostu uwzględnijmy takie usługi w budżecie.
Po trzecie: tutaj trochę w ramach żartu, ale również szczerze powiem, że pamiętaj, że tylko ty wiesz, jak miało być. Nie dajmy się zwariować.
Muszę zatrzymać się przy kilku elementach, które wybrałaś dla siebie, a które wzbudzają szczególną ciekawość. Na pierwszy ogień: blat kuchenny z wielkoformatowej płytki ceramicznej. To bardzo mało popularne rozwiązanie?
Przyznam, że byłam dopiero trzecią osobą w Polsce, która się na taki blat pokusiła. Przede mną takie rozwiązanie wybrały tylko dwie blogerki wnętrzarskie. Rozwiązanie ma i swoje wady, i ogromne zalety. Podstawową wadą jest to, że wykonawcy boją się tego rozwiązania, bo jest nowe. Przygotowanie takiego blatu nie jest przesadnie skomplikowane, ale płytkarz musi współpracować ze stolarzem. Bowiem bazą pod blat z płytki musi być płyta meblowa. Stolarz tworzy bazę pod wymiar, z otworami na płytę indukcyjną, zlew i tak dalej. Dopiero na taką bazę płytkarz wkleja formatkę z płytki wielkoformatowej. Wcześniej musi jeszcze płytki zawieźć do odpowiedniego zakładu, bo stosuje się tutaj bardzo twarde płytki gresowe, które wymagają cięcia na specjalnej maszynie na waterjecie. Dodatkowo, żeby zabawy było więcej, dla zachowania estetyki płytki muszą być cięte na rantach pod kątem 45 stopni. Wiadomo, że tak się teraz po prostu płytki kładzie, bo łączenie pod kątem 90 stopni lub plastikowe listwy (sic!) odchodzą do przeszłości, ale dla płytkarza wciąż jest to pewne wyzwanie. Płytki są twarde, ale trzeba jednak uważać – ciśnięcie w nie garnkiem odpada, bo po prostu nam pękną i będzie katastrofa. Ale przejdźmy do zalet. Późniejsze użytkowanie w porównaniu z kamieniem to już niebo a ziemia. Chociaż absolutnie nie mam nic do kamienia. Pojawienie się plam lub zarysowań na kamieniu po prostu trzeba przyjąć jako naturalną część wykorzystywania i starzenia się takiej powierzchni. Trzeba być na to przygotowanym i tyle. To jest normalne, wiąże się z jakimiś wspomnieniami – w końcu mieszkanie to nie muzeam. Ale nie każdy jest na to gotowy. W Polsce wciąż uczymy się dobrodziejstwa korzystania z naturalnych materiałów. W przypadku blatu z płytki wielkoformatowej ten problem odpada i dla wielu osób będzie to rewelacja. Bo oto mogę się cieszyć „marmurem”, a on mi się nie brudzi. No i oczywiście aspekt cenowy – taki blat będzie nieporównywalnie tańszy niż kamień czy spiek kwarcowy.
A druga rzecz, o którą chciałem zapytać, to złote elementy wykończeniowe zdobiące twoją łazienkę. Jak wprowadzać takie dodatki do łazienki, by nie wylać dziecka z kąpielą?
Myślę, że moda na złote elementy w łazience tym razem wcale nie pojawiła się w kontekście glamour, ale raczej z duchem well being. Wraz z naturalnymi barwami i materiałami. Złoto, mosiądz, miedź kojarzą nam się z czymś ciepłym – z promieniami słońca np. I tutaj doszukiwałabym się źródła tego coraz popularniejszego trendu. Warto zwrócić uwagę na formę współczesnych złotych baterii, np w ramach kilku kolekcji GROHE, Allure czy Essence. One zupełnie nie są teatralne, przeładowane. Mamy tu minimalizm, który pozwala świetnie wykorzystywać dla kontrastu takie opalizujące elementy. Gdyby to były wylewki, powiedzmy, w kształcie łabędziej głowy, to już na starcie robiłoby się trochę too much. Prosta bateria, bez ornamentów, w opalizującym złocie to coś po prostu wspaniałego. Ale zasada mniej znaczy więcej pozostaje aktualna. Decydując się na takie akcenty, pohamujmy już nasza ułańską fantazję przy doborze pozostałych elementów. Zamiast weneckich kryształowych luster postawmy na coś bardziej basic. Pozostała kolorystyka niech będzie bardziej stonowana, monochromatyczna. Kierujmy się kolorami ziemi, z której złoto się wywodzi.
Sztukateria, listwy wykończeniowe, grafika łódzkiego projektanta, nutka secesji… Wydaje mi się, że w Twoim projekcie drzemie też trochę lokalnego, łódzkiego patriotyzmu. Zamiłowanie do porcelany Rosenthala – ze względu na wielokulturową historię miasta – też wydaje mi się bardzo „łódzkie”. Czy przy dominacji „wielkich”, globalnych stylów aranżacyjnych warto pielęgnować takie małe, rodzime tradycje?
Przyznam, że chyba dopiero ty mi uzmysłowiłeś, że faktycznie taką lokalną patriotką chyba jednak jestem (śmich). Ale tak, sztukateria, która się u mnie pojawiła, to rzeczywiście są moje dziecięce naleciałości. Wychowałam się w kamienicy w centum Łodzi i sztukateria zawsze była dla mnie czymś naturalnym. Żaden Wersal czy utopia, ale coś osiągalnego. Bo sztukateria nie jest też synonim przepychu w pałacowym stylu. Mamy teraz tak nowoczesne listwy dekoracyjne, że można z powodzeniem stosować je także w apartamentach, zwykłych domach czy mieszkaniach w bloku. Od tematu sztukaterii właściwie zaczęłam współpracę z projektantką mojego domu. Postawiłam jej dwa warunki konieczne: nie wiem, jak to zrobisz, bo pomieszczenie jest niskie i tak dalej, ale sztukateria być musi, a dwa – to kącik śniadaniowy w kuchni. No i się zaczęło… Ale dobry architekt pokazuje swoje umiejętności właśnie wtedy, kiedy pojawiają się wyzwania i trudności, kiedy trzeba umiejętnie wykorzystać każdy centymetr. I okazało się, że się da! Wybraliśmy bardzo subtelne i delikatne listwy, w czym ogromnie pomogła nam też łódzka firma.

Porcelana to moja druga wielka miłość. I tutaj mój apel, który już kilkukrotnie wygłaszałam (śmiech): Wyjmijcie swoją porcelanę z kredensów, zza szkła i korzystajcie z niej, cieszcie się, że ją macie. Kiedy kupujecie markową torebkę, to nie po to, żeby ją oprawić i powiesić na ścianie, ale po to, by ją nosić przy każdej możliwej okazji. Ile tracimy radości w życiu, kiedy porcelanę oglądamy tylko przez szybę. Kiedyś na jakimś forum potwornie się wszystkim naraziłam, gdy stwierdziłam, że u mnie porcelana jest w użytku na co dzień (no może nie ta ręcznie malowana, bo nie mogłabym myć jej w zmywarce). Kiedy napisałem, że moje małe dzieci piją i jedzą na porcelanie, zostałam niemal wybuczana i uznana za snobkę.
A przecież chodzi o to, aby te piękne rzeczy były w użyciu, aby sprawiały nam przyjemność. Stłucze się, to się stłucze. Trudno. Ale tych lat, kiedy piłaś kawę z cudownej filiżanki – co naprawdę wpływa na to, jak ta kawa smakuje – nikt ci nie dobierze.
Artykuł Okiem blogerki. Wywiad z Ulą Michalak pochodzi z serwisu Domolubni.pl.
]]>