Artykuł Arkusze Google dostały dużą nowość. Do gry wchodzi Gemini pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Google rozszerza możliwości Arkuszy Google na Androidzie. Do aplikacji trafia Gemini, co pozwoli analizować dane bezpośrednio na smartfonie, podsumowywać tabele, wyszukiwać zależności i tworzyć wykresy bez ręcznego przekopywania się przez dziesiątki czy setki wierszy.
Praca z rozbudowanym arkuszem na niewielkim ekranie telefonu potrafi być niewygodna. Google chce częściowo rozwiązać ten problem, przenosząc do mobilnej wersji Arkuszy funkcje Gemini znane wcześniej z przeglądarkowej odsłony.
Po otwarciu arkusza użytkownik może uruchomić Gemini za pomocą specjalnej ikony w aplikacji i zadawać pytania dotyczące znajdujących się w nim danych. Asystent jest w stanie podsumować tabelę, wskazać najważniejsze informacje albo znaleźć widoczne trendy i nietypowe wartości.
Przydatnym dodatkiem jest również możliwość tworzenia wykresów na podstawie danych zapisanych w arkuszu. Dzięki temu szybkie sprawdzenie wyników lub przygotowanie prostego podsumowania nie będzie wymagało otwierania pliku na komputerze.
Można więc np. poprosić Gemini o przeanalizowanie domowego budżetu, wskazanie kategorii, na które wydano najwięcej pieniędzy, albo wychwycenie nietypowych wydatków.
Przeczytaj też: Jak wyłączyć Gemini w smartfonie? Instrukcja krok po kroku
Mobilna wersja ma jednak swoje ograniczenia – bardziej zaawansowane zadania nadal pozostają domeną Arkuszy Google uruchamianych w przeglądarce.
Dotyczy to przede wszystkim generowania bardziej złożonych formuł oraz rozbudowanych zmian formatowania. Gemini na Androidzie ma więc przede wszystkim pomagać w szybkim analizowaniu i interpretowaniu danych, a nie zastępować pełną wersję desktopową.
Google rozpoczęło już stopniowe udostępnianie funkcji, a pełne wdrożenie ma zająć około 15 dni.
Gemini w Arkuszach Google na Androidzie nie będzie jednak dostępne dla wszystkich użytkowników. Funkcja jest przeznaczona dla wybranych planów Google Workspace i Google AI, w tym m.in. Business Standard i Plus, Enterprise Standard i Plus, Google AI Pro, Google AI Ultra oraz Google AI Pro for Education.
Źródło: Android Authority. Zdjęcie otwierające: prima91 / Adobe Stock
Artykuł Arkusze Google dostały dużą nowość. Do gry wchodzi Gemini pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Ta bańka może pęknąć z wielkich hukiem. Eksperci największego banku w Polsce ostrzegają pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Wszyscy mówią o rewolucji AI, ale na horyzoncie gromadzą się ciemne chmury. W najnowszym wywiadzie dla Biznes Enter eksperci PKO BP – Juliusz Jabłecki i Piotr Serafiński – ostrzegają przed pęknięciem bańki inwestycyjnej. Dla branży technologicznej to moment prawdy: kto buduje realną wartość, a kto tylko sprzedaje obietnice?
Dotychczas giganci tacy jak Apple czy Google działali w modelu „asset light” – generowali potężne zyski przy stosunkowo niskich kosztach majątku trwałego. Rozwój AI brutalnie zmienia te zasady gry. Budowa ogromnych centrów danych sprawia, że Big Tech staje się ekstremalnie kapitałochłonny („asset heavy”). Jak uczy historia rynków finansowych, tak drastyczny wzrost nakładów (capex) rzadko kończy się dobrze dla pierwotnych inwestorów.
Największym wyzwaniem dla liderów wyścigu zbrojeń (np. OpenAI czy Anthropic) jest brak tzw. „fosy biznesowej”. Zaawansowane modele językowe mogą wkrótce stać się produktem powszechnym i całkowicie wymiennym – dokładnie jak płatki śniadaniowe.
Jeśli klient nie znajdzie ulubionych, po prostu zadowoli się innymi o podobnych parametrach. W takim scenariuszu technologiczne marże stopnieją, a zyska na tym wyłącznie konsument.
Gdzie zatem szukać bezpiecznej przystani? Eksperci PKO BP w rozmowie z Biznes Enter radzą stanowczo oddzielić firmy, które już dziś dostarczają fizyczną infrastrukturę i mają pełne portfele zamówień (sprzedawcy łopat w czasie gorączki złota), od startupów, które opierają swoje gigantyczne wyceny wyłącznie na nadziejach na przyszłe przychody z subskrypcji.
Niedawne, potężne przeceny azjatyckich firm z branży robotyki to nie werdykt przeciwko AI, lecz niezbędna korekta skrajnego entuzjazmu.
Globalne zawirowania technologiczne to również ważna lekcja dla rodzimego rynku. Polski kapitał cierpi na podobną chorobę co amerykański indeks S&P 500 – zjawisko „niebezpiecznej koncentracji”. Brak strategicznej dywersyfikacji oraz nieprzygotowanie na zawirowania strukturalne (w tym np. zaniedbana sukcesja) mogą uderzyć w polski biznes mocniej niż pęknięcie bańki technologicznej na Wall Street.
Zdjęcie otwierające: TeeStocker / Shutterstock
Artykuł Ta bańka może pęknąć z wielkich hukiem. Eksperci największego banku w Polsce ostrzegają pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł iPhone 18 Pro z dużą zmianą w aparacie. Dla Androida to nic nowego pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Apple zaprezentowało iPhone’a 18 Pro i 18 Pro Max. Jedną z największych nowości w najnowszym flagowcu jest aparat ze zmienną przysłoną. Główna jednostka 48 Mpx pozwala teraz regulować ilość światła wpadającego do obiektywu i lepiej kontrolować głębię ostrości. Nie jest to jednak rozwiązanie nowe na rynku smartfonów – producenci urządzeń z Androidem stosowali podobne technologie już wcześniej.
W nowych modelach Pro Apple zastosował główny aparat 48 Mpx wyposażony w mechanizm z sześcioma listkami przysłony. Do wyboru są cztery poziomy: f/1,48, f/1,8, f/2,8 oraz f/4. Telefon może również automatycznie dobierać ustawienie do warunków.
Najszersze otwarcie, czyli f/1,48, pozwala wpuścić do aparatu więcej światła, co powinno pomóc m.in. podczas fotografowania nocą. Przymknięcie przysłony może z kolei zwiększyć zakres ostrości – przyda się np. w zdjęciach grupowych lub makro.
Apple dodało również bardziej rozbudowane ustawienia ręczne. W aplikacji aparatu można teraz zmieniać m.in. czas naświetlania, balans bieli i przysłonę oraz korzystać z histogramu.
Choć dla iPhone’ów jest to nowość, sama idea regulowanej przysłony w smartfonach ma już kilka lat. Producenci urządzeń z Androidem eksperymentowali z podobnymi rozwiązaniami dużo wcześniej.
Zmienna przysłona nie oznacza jednak, że jakość zdjęć diametralnie się zmieni. Jej możliwości są ograniczone przez niewielkie rozmiary matryc stosowanych w smartfonach. Różnica w głębi ostrości pomiędzy poszczególnymi ustawieniami może być znacznie subtelniejsza niż w klasycznych aparatach fotograficznych.
Najbardziej odczuwalną zmianą może więc okazać się samo zastosowanie jaśniejszego obiektywu f/1,48. Powinien on zapewnić lepsze rezultaty przy słabym świetle niż wcześniejsze konstrukcje z węższą przysłoną.
Przeczytaj też: Jak wyłączyć reklamy w smartfonie?
Na tym jednak różnice się nie kończą. Podczas gdy Apple rozwija przede wszystkim oprogramowanie i stopniowo ulepsza dotychczasowy zestaw aparatów, część chińskich producentów znacznie szybciej eksperymentuje ze sprzętem. Najnowsze flagowce OPPO, vivo i Xiaomi korzystają m.in. z dużych matryc oraz teleobiektywów o rozdzielczości 200 Mpx.
Nie oznacza to, że aparat iPhone’a 18 Pro jest słaby. Zmienna przysłona zwiększa jego możliwości i daje użytkownikom większą kontrolę nad zdjęciami. Trudno jednak traktować ją jako technologiczną rewolucję, zwłaszcza że podobne pomysły producenci smartfonów z Androidem testowali już wiele lat temu.
Źródło: Android Authority. Zdjęcie otwierające: Apple / materiały prasowe
Artykuł iPhone 18 Pro z dużą zmianą w aparacie. Dla Androida to nic nowego pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Gracze nie mogą się doczekać GTA 6. Widać to też na Spotify pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Zbliżająca się premiera GTA 6 sprawia, że rozsądek schodzi na dalszy plan. Gracze dają się unieść atmosferze produkcji i widzimy to choćby po wzrastających odtworzeniach utworów na Spotify, które do tej pory nie cieszyły się aż taką popularnością. Magia gier Rockstar Games to także sprawna selekcja muzyki, nadająca odpowiedni klimat.
Tylko na samym YouTube, pokaz GTA 6: Szersze Spojrzenie został obejrzany przez ponad 26 mln widzów. Podczas prawie 30-minutowej prezentacji pojawiło się mnóstwo piosenek, które są integralną częścią soundtracku dzieła Rockstar Games. To sprawiło, że gracze zaczęli ich słuchać na Spotify, by podsycić emocje na kilka miesięcy przed premierą gry.
Dane udostępnione przez serwis EDM.com wskazują, że największym wygranym okazał się utwór But I Think It’s a Dream autorstwa Captain & Tennile. Liczba odtworzeń wzrosła o 130 tys. proc., podczas gdy liczba dodań do playlist urosła aż o 885 tys. proc. To dopiero wartości, które powodują opad szczęki.
Ogromnym zainteresowaniem cieszy się też utwór Inner Light autorstwa Boba Mosesa i Elderbrook. Ten zaliczył wzrost odtworzeń o 1070% i dodań do playlist o 4155%.
Pozostałe utwory również pokazały znaczący wzrost zainteresowania:
Utwory ze zwiastuna były regularnie wyszukiwane na platformie Shazam, z wyraźnym wskazaniem na Inner Light oraz Devil Woman autorstwa Cliffa Richarda.
GTA 6 ukaże się już 19 listopada 2026 r. na PlayStation 5, PlayStation 5 Pro oraz Xbox Series X|S. Też słuchacie już soundtracku, żeby nastroić się na wycieczkę do Vice City?
Źródło: Rockstar Intel. Zdjęcie otwierające: Rockstar Games / materiały prasowe
Artykuł Gracze nie mogą się doczekać GTA 6. Widać to też na Spotify pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Nowa funkcja trafia do Androida. Najpierw skorzystają właściciele Pixeli pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Google zaczyna szerzej udostępniać funkcję Motion Assist, która ma ograniczać objawy choroby lokomocyjnej podczas korzystania ze smartfona w samochodzie. Rozwiązanie pojawia się już na części telefonów Pixel z Androidem 17, choć dostępność nadal zależy od stopniowego wdrażania funkcji.
Dla części osób korzystanie z telefonu podczas jazdy samochodem szybko kończy się nudnościami lub zawrotami głowy. Dzieje się tak dlatego, że oczy widzą nieruchomy ekran, ale ciało jednocześnie odczuwa ruch samochodu, np. skręcanie, hamowanie czy przyspieszanie.
Motion Assist ma położyć kres temu problemowi. Na krawędziach ekranu pojawiają się małe animowane punkty, które poruszają się razem z samochodem. Telefon wykorzystuje do tego swoje czujniki ruchu, dzięki czemu punkty reagują na zakręty, przyspieszanie i hamowanie.
Google wyjaśnia, że takie wskazówki wizualne mają pomóc mózgowi lepiej zsynchronizować bodźce wzrokowe z tym, co odczuwa ciało. Funkcja jest przeznaczona oczywiście dla pasażerów, którzy chcą korzystać z telefonu podczas podróży.
Na zgodnym urządzeniu funkcję można znaleźć, przechodząc do Ustawień, następnie wybierając profil użytkownika i Wszystkie usługi. W sekcji dotyczącej bezpieczeństwa użytkownika i urządzenia powinno pojawić się ustawienie Motion Assist. Można też po prostu wyszukać nazwę funkcji z poziomu ustawień telefonu.
Po aktywowaniu opcji automatycznego uruchamiania system może sam włączyć wskazówki wizualne po wykryciu, że użytkownik znajduje się w poruszającym się pojeździe. Dostęp do Motion Assist można również dodać do panelu szybkich ustawień. Funkcja pozwala ponadto zmieniać wygląd wyświetlanych elementów, w tym ich kolor, kształt czy przezroczystość.
Przeczytaj też: Jak włączyć Asystenta Google i Gemini na telefonie?
Choć Motion Assist pojawia się przede wszystkim na Pixelach, nie jest funkcją przeznaczoną wyłącznie dla telefonów Google. Z oficjalnej dokumentacji wynika, że wymagany jest smartfon z Androidem 17 lub nowszym oraz aktualnymi Usługami Google Play.
Google uwzględniło Motion Assist również wśród nowości wrześniowego Android Drop. Funkcja zaczęła trafiać na urządzenia z Androidem 17 już wcześniej i docelowo ma być dostępna szerzej w ekosystemie systemu.
Nie każdy użytkownik zgodnego Pixela zobaczy ją jednak od razu. Wdrożenie odbywa się etapami, dlatego nawet na zaktualizowanym telefonie z Androidem 17 opcja może jeszcze nie być widoczna.
Źródło: Android Authority. Zdjęcie otwierające: Krzysztof Wilamowski / Android.com.pl
Artykuł Nowa funkcja trafia do Androida. Najpierw skorzystają właściciele Pixeli pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Kartel, kasa i porwania. TOP 5 filmów i seriali dla fanów brudnych interesów pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Kartele, wielkie pieniądze, porwania i ludzie, którzy zrobią wszystko, żeby nie stracić kontroli nad swoim biznesem – filmy i seriale mają w tej kategorii naprawdę sporo do zaoferowania. Jeśli wciągnęło was Pojmanie El Chapo, oto pięć produkcji, które jeszcze mocniej zanurzają widza w świecie narkotykowych wojen i brudnych interesów.
Pojmanie El Chapo przedstawia postać jednego z najbardziej znanych bossów narkotykowych na świecie, ale historia Joaquína Guzmána to tylko kawałek ogromnej układanki. Przemyt, wojny karteli, skorumpowani funkcjonariusze, porwania, egzekucje i fortuny liczone w milionach dolarów od lat są jednym z ulubionych tematów kina sensacyjnego. I nic dziwnego – trudno o lepszy scenariusz na pełen napięcia thriller.
Przeczytaj także: Jaki telewizor 55 cali kupić? Ranking najciekawszych modeli
Dlatego tym razem nie ograniczamy się do jednego konkretnego kraju czy rodzaju przestępczości. W zestawieniu znalazły się zarówno filmy o wojnie z kartelami, jak i historie ludzi, którzy przypadkiem wchodzą w posiadanie pieniędzy należących do niewłaściwych osób. Jest też jeden serial, którego po prostu nie mogło tutaj zabraknąć.
Kate Macer jest agentką FBI i właśnie dostaje zadanie, które ma być kolejnym etapem jej kariery. Trafia do specjalnej grupy zajmującej się wojną z narkotykowymi kartelami na granicy USA i Meksyku. Kate szybko odkrywa, że zasady tej operacji są znacznie bardziej skomplikowane, niż wynikałoby to z oficjalnych procedur.
Denis Villeneuve nie robi z Sicario typowego kina akcji, ale jednak kilka scen potrafi mocno przyspieszyć puls. Najważniejsze jest tutaj napięcie i rozróżnianie, kto tak naprawdę jest zły, a kto dobry. Do tego dochodzi fenomenalny Benicio del Toro jako Alejandro oraz lokalizacje, które na długo zapadają w pamięć.
Wyobraźcie sobie, że podczas polowania natrafiacie na miejsce masakry. Wokół leżą ciała, w samochodach znajdują się narkotyki, a obok wszystkiego stoi walizka pełna pieniędzy. Bohater grany przez Josha Brolina postanawia zabrać gotówkę. To decyzja, która uruchamia lawinę wydarzeń, bo pieniądze należą do ludzi, którzy zdecydowanie nie zamierzają odpuścić.
Na tropie Mossa pojawia się Anton Chigurh – jeden z najbardziej pamiętnych ekranowych psychopatów, w którego wcielił się Javier Bardem. Za mężczyzną podąża również szeryf grany przez Tommy’ego Lee Jonesa. Bracia Coen zrobili z historii o narkotykach, pieniądzach i pościgu coś znacznie większego. To w zasadzie bardzo, ale to bardzo ponury thriller. To nie jest kraj dla starych ludzi zgarnął cztery Oscary, w tym statuetkę dla Bardema.
Tym razem zamiast wielkich bossów i operacji na granicy mamy dwóch policjantów patrolujących najbardziej niebezpieczne rejony Los Angeles. Brian Taylor i Mike Zavala, grani przez Jake’a Gyllenhaala i Michaela Penę są partnerami i przyjaciółmi. Taylor dodatkowo filmuje ich codzienną pracę kamerą, więc widz obserwuje wszystko niemal z perspektywy uczestnika wydarzeń. Początkowo są to zwykłe interwencje, ale policjanci w pewnym momencie wchodzą w drogę ludziom, z którymi zdecydowanie nie warto zadzierać.
Sytuacja robi się naprawdę poważna, kiedy funkcjonariusze przejmują narkotyki i broń, które powiązane z meksykańskim kartelem. Od tego momentu nie chodzi już o kolejny patrol czy zwykłą policyjną robotę. Gangsterzy wydają na nich wyrok, a dwóch gliniarzy musi mierzyć się z przeciwnikiem, który ma przewagę liczebną i nie ma żadnych skrupułów. David Ayer wykorzystuje konwencję filmu policyjnego, ale podaje ją w wyjątkowo surowej formie – tutaj przemoc nie wygląda jak efektowny dodatek, tylko jak codzienność ulicznej wojny.
Pięciu byłych żołnierzy sił specjalnych spotyka się ponownie, ale tym razem nie dostają rozkazu od przełożonych. Mają własny plan – obrabować kryjówkę potężnego narkotykowego bossa w Ameryce Południowej i zgarnąć fortunę, której normalnie nie zobaczyliby nawet na oczy. W skład ekipy wchodzą bohaterowie grani przez Bena Afflecka, Oscara Isaaca, Charliego Hunnama, Garretta Hedlunda i Pedra Pascala. Problem pojawia się wtedy, gdy operacja zaczyna wymykać się spod kontroli.
W Potrójnej granicy każdy kolejny kilometr oznacza nowe kłopoty, a ogromna ilość gotówki okazuje się raczej przekleństwem niż nagrodą. Film J.C. Chandora mocno stawia na akcję, wojskowe doświadczenie bohaterów i atmosferę misji, w której wystarczy jeden błąd, żeby z pozornie prostego napadu zrobić walkę o przetrwanie.
Jeśli mówimy o kartelach, narkotykowych wojnach i brudnych interesach, trudno byłoby pominąć Narcos. Serial Netfliksa opowiada historię kolumbijskiego imperium narkotykowego, koncentrując się początkowo na Pablo Escobarze i jego kartelu. Po drugiej stronie barykady znajdują się agenci DEA Steve Murphy i Javier Pena, którzy próbują doprowadzić do upadku jednego z najpotężniejszych przestępców swoich czasów. W Escobara wciela się Wagner Moura, a obok niego pojawiają się Pedro Pascal i Boyd Holbrook.
Klasa Narcos polega jednak na tym, że nie jest to wyłącznie opowieść o jednym bossie. Serial pokazuje cały mechanizm narkotykowego biznesu. Pieniądze, przemyt, politykę, korupcję, wojny między kartelami i działania służb, które próbują nadążyć za przestępcami. Produkcja jest oparta na prawdziwych wydarzeniach i liczy trzy sezony, a jej twórcy nie oszczędzają widza, kiedy przychodzi do pokazywania brutalności tego świata. Jeśli Pojmanie El Chapo uruchomiło u was apetyt na takie historie, Narcos jest jednym z najbardziej oczywistych kolejnych adresów.
Każda z tych produkcji podchodzi do przestępczego świata z trochę innej strony. Potrójna granica daje nam wojskowy skok na fortunę, To nie jest kraj dla starych ludzi zamienia walizkę pieniędzy w początek śmiertelnego polowania, Bogowie ulicy pokazują kartel oczami policjantów, a Sicario zabiera nas prosto na linię frontu wojny narkotykowej.
No i jest też Narcos, bo trudno konkurować z serialem, który tak mocno wszedł do popkultury i jednocześnie potrafił zamienić prawdziwą historię narkotykowego imperium w wciągający thriller. Jeśli więc po Pojmaniu El Chapo macie ochotę na więcej karteli, pościgów, pieniędzy i ludzi robiących interesy, których zdecydowanie nie znajdziecie w żadnym urzędowym rejestrze – wiecie już, gdzie szukać.
Z kolei czytelników szukających innego typu rozrywki, odsyłam do naszych poprzednich rankingów. To na przykład zestawienia:
Źródło: opracowanie własne. Zdjęcie otwierające: StudioCanal, Lionsgate, DracoFilms / materiały prasowe, montaż własny
Artykuł Kartel, kasa i porwania. TOP 5 filmów i seriali dla fanów brudnych interesów pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł OpenAI ogłasza kolejną premierę. Nowy ChatGPT zajmie się finansami pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Drugi tydzień września przyniósł drugą w tym miesiącu premierę od OpenAI. Tym razem światło dzienne ujrzał ChatGPT dla usług finansowych. Narzędzie zostało oparte o nowoczesne oprogramowanie zajmujące się m.in. analizą spółek. Dostęp do nowego chatbota jest jednak mocno ograniczony.
ChatGPT dla usług finansowych – tak nazywa się nowe narzędzie opracowane przez organizację OpenAI. Jego cel jest niezwykle prosty: ułatwienie firmom z tego sektora opracowywania badań, czy też materiałów dla klientów.
Zobacz także: Jak włączyć Asystenta Google i Gemini na telefonie?
Model jest owocem współpracy z takimi dostawcami jak: Daloopa, PitchBook, LSEG News oraz Crunchbase. Wprowadzane do chatbota dane spółek oraz firm są hostowane, a także indeksowane bezpośrednio przez OpenAI. Użytkownik może dzięki temu liczyć na większą dokładność i szczegółowość cytowania.
Co ciekawe ChatGPT dla usług finansowych został zintegrowany z globalnymi gigantami, w tym z S&P Capital IQ, LSEG, MSCI, Dow Jones Factiva i Moody’s. Po zalogowaniu na te platformy narzędzie rozpozna użytkownika i będzie w stanie przekazać mu odpowiednie informacje.
W tym miejscu warto wspomnieć, że oprogramowanie korzysta z rozumowania modelu GPT-6 Astra, który został pokazany na początku tego miesiąca. Wspomniany model doskonale sprawdza się przy wyszukiwaniu informacji, wnioskowaniu finansowym i generowaniu artefaktów.
Kto może skorzystać z ChatGPT dla usług finansowych? Odpowiedź brzmi: tylko uprawnione instytucje. Aby móc sprawdzić jego możliwości w praktyce, należy skontaktować się z działem sprzedaży lub zespołem ds. kont OpenAI.
Kilka dni temu informowaliśmy w naszym serwisie o istotnej aktualizacji dotyczącej generowania obrazów w ChatGPT, dzięki której ich jakość ma wejść na wyższy poziom, a samo narzędzie ma również dokładniej edytować poszczególne elementy grafik. W związku z tym wdrożony został ChatGPT Images 2.5.
Jak deklaruje sam producent, jego działanie jest nawet o połowę szybsze niż w przypadku poprzednich modeli. Ponadto narzędzie powinno lepiej zachowywać charakterystyczne cechy twarzy i innych elementów ze zdjęcia. Narzędzie jest wdrażane w bazowej wersji ChatGPT Work oraz Codex.
Źródło: OpenAI / materiały prasowe. Zdjęcie otwierające: Photo Agency / Adobe Stock
Artykuł OpenAI ogłasza kolejną premierę. Nowy ChatGPT zajmie się finansami pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Plus z ogromną inwestycją. Klienci zyskają lepszy zasięg i szybszy internet pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Sieć komórkowa Plus oficjalnie poinformowała o nawiązaniu współpracy z Cellnex/Towerlink. Jej owocem będzie – jak zaznacza operator – jedna z największych inwestycji w historii polskiej telekomunikacji. Dzięki niej użytkownicy zyskają m.in. dostęp do szybszego internetu mobilnego 5G, a także 4G.
Operator sieci Plus, Polkomtel, nawiązał współpracę z Cellnex/Towerlink. Przedmiotem umowy jest udoskonalenie dotychczasowej infrastruktury sieciowej, co przełoży się m.in. na zwiększenie zasięgu oraz poprawę jakości sygnału 5G i 4G dla klientów indywidualnych i biznesowych.
To inwestycja, której efekty odczują przede wszystkim nasi klienci. […] Rozbudujemy sieć, zwiększymy jej wielkość i pojemność oraz rozwiniemy 5G. Dzięki temu zapewnimy klientom jeszcze większy i lepszy zasięg, szybszy i stabilny internet, wyższą jakość usług i komfort korzystania z naszej sieci.
Maciej Stec, Prezes Zarządu Polkomtelu, sieć Plus
Czego możemy się spodziewać? W ramach umowy powstanie nawet pięć tysięcy nowych lokalizacji nadawczych, rozsianych na terenie całego kraju. Ponadto zmodernizowane zostaną wszystkie dotychczas istniejące tego typu obiekty. W tym miejscu warto wspomnieć, że remont będzie przeprowadzany z wykorzystaniem rozwiązań od Nokii i Ericssona.
Warto ponadto podkreślić fakt, że elementy infrastruktury będą produkowane na terenie naszego kraju, w zakładach ulokowanych chociażby w Łodzi, Wrocławiu, a także Krakowie. Nad procesem tworzenia pieczę ma sprawować kilkuset wykwalifikowanych inżynierów z Polski.
Zobacz także: Jak włączyć roaming w telefonie? Prosty poradnik krok po kroku
Swojej radości z nawiązania współpracy nie krył prezes Grupy Polsat Plus, Piotr Żak. Jego zdaniem „nowoczesne usługi telekomunikacyjne decydują dziś o bezpieczeństwie państwa, konkurencyjności gospodarki i jakości życia obywateli”.
To ważny moment dla Grupy Polsat Plus i strategiczna inwestycja w naszą przyszłość. Nowoczesna sieć pozwoli nam umocnić pozycję rynkową, rozwijać nowe usługi i budować stabilne źródła przychodów. Wierzymy, że konsekwentne inwestycje w sieć będą wspierać dalszy wzrost oraz siłę finansową naszej Grupy.
Piotr Żak, Prezes Zarządu Grupy Polsat Plus
Przenoszenie numerów pomiędzy operatorami nie jest w Polsce niczym zadziwiającym. Klienci decydują się na przejście do konkurencji, chociażby ze względu na korzystniejsze ceny abonamentu, a także na jakość sieci. Na początku wakacji światło dzienne ujrzał raport UKE dotyczący tego typu migracji w II kwartale tego roku.
Jak możemy w nim przeczytać, Plus opuściło w tym czasie 35 677 użytkowników, co okazało się największą stratą spośród wszystkich operatorów. Być może zapowiedziane inwestycje w jakość infrastruktury spowodują, że popularna zielona sieć odwróci ten trend i znów stanie się łakomym kąskiem dla konsumentów.
Źródło: Grupa Polsat Plus / materiały prasowe. Źródło: Grupa Polsat Plus / materiały prasowe
Artykuł Plus z ogromną inwestycją. Klienci zyskają lepszy zasięg i szybszy internet pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł iOS 26.6.2 już dostępny. Apple naprawia ważny problem z aktualizacją pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Apple udostępniło aktualizację iOS 26.6.2 dla iPhone’ów, która eliminuje błąd blokujący pobieranie aktualizacji systemu przez transmisję danych komórkowych. To niewielka, ale istotna poprawka dla osób, które nie mają pod ręką stabilnego połączenia Wi-Fi i chcą zainstalować nowszą wersję iOS.
W oficjalnych informacjach Apple wskazuje wprost, że iOS 26.6.2 rozwiązuje problem uniemożliwiający pobranie aktualizacji oprogramowania przez sieć komórkową. Dotyczył on zarówno iPhone’ów, jak i iPadów z systemem iPadOS 26.6.2.
To aktualizacja o wąskim zakresie. Apple nie wymienia nowych funkcji ani poprawek bezpieczeństwa oznaczonych numerami CVE, a lista zmian koncentruje się na przywróceniu możliwości pobierania uaktualnień przez dane mobilne.
Paradoksalnie, do instalacji iOS 26.6.2 potrzebne jest Wi-Fi. Apple potwierdza, że aktualizacje wykonywane przez sieć komórkową nie rozpoczynały się prawidłowo, dlatego samo pobranie łatki na telefonie pozbawionym Wi-Fi może być niemożliwe. Po przeprowadzeniu aktualizacji problem z pobieraniem kolejnych wersji systemu przez transmisję danych powinien zostać usunięty.
iOS 26.6.2 trafił do iPhone’ów od serii iPhone 11 wzwyż. Apple wymienia też zgodne iPady, między innymi iPada 8. generacji i nowsze, iPada mini 5. generacji i nowsze, iPada Air 3. generacji i nowsze oraz wybrane modele iPada Pro. Przypomnijmy, że na dniach zadebiutować ma wersja iOS 27 i iPAdOS 27.
Aby sprawdzić dostępność aktualizacji, należy otworzyć Ustawienia, przejść do sekcji Ogólne, a następnie wybrać Uaktualnienia. Wdrożenie może pojawić się na części urządzeń z niewielkim opóźnieniem.
Źródło: TheTechOutlook, MacWorld, MacRumors, Apple. Zdjęcie otwierające: Krzysztof Wilamowski / Android.com.pl
Artykuł iOS 26.6.2 już dostępny. Apple naprawia ważny problem z aktualizacją pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Samsung Galaxy SmartTag3 na nowym wycieku. Tak chce konkurować z AirTagiem pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Samsung szykuje premierę Galaxy SmartTag3, trzeciej generacji lokalizatora do kluczy, bagażu i innych przedmiotów. Przed debiutem do sieci trafiły rendery oraz informacje o cenie, konstrukcji i łączności UWB, która ma pomóc w precyzyjnym odnajdywaniu zgubionych rzeczy.
Galaxy SmartTag3 ma porzucić charakterystyczną, wydłużoną formę poprzednika z dużym otworem do bezpośredniego przypięcia. Zamiast niego Samsung ma postawić na znacznie bardziej kompaktową obudowę o kształcie mocno zaokrąglonego kwadratu, określanego czasem jako „squircle”.
Z udostępnionych grafik wynika, że z przodu urządzenia znajdzie się centralne, metalowe zagłębienie, podczas gdy tył ma być wykonany z tworzywa. Nieoficjalne dane z dokumentacji FCC sugerują, że lokalizator będzie mierzył około 3 × 3 cm i zachowa grubość poniżej 1 cm.
Najbardziej praktyczną zmianą może okazać się brak zintegrowanego otworu na brelok. SmartTag3 będzie trzeba umieścić w dodatkowym etui lub uchwycie, jeśli ma zostać przypięty do kluczy, plecaka czy walizki.
Samsung ma przygotować własne akcesoria, w tym bumpery oraz etui silikonowe i skórzane. W przeciekach pojawiają się również produkty firm trzecich, na przykład uchwyty umożliwiające przypięcie trackera do obroży zwierzęcia.
Samsung Galaxy SmartTag3 ma obsługiwać Bluetooth Low Energy oraz Ultra Wideband, czyli UWB. Ta druga technologia pozwala kompatybilnym smartfonom Galaxy wskazywać kierunek i przybliżoną odległość od lokalizatora na krótkim dystansie.
Jest to szczególnie użyteczne podczas szukania kluczy w mieszkaniu lub bagażu w samochodzie. Możliwość dokładnego namierzania będzie zależna od smartfona obsługującego UWB.
Pełna specyfikacja Galaxy SmartTag3 nie została jeszcze oficjalnie przedstawiona, dlatego nie wiadomo, czy Samsung zachowa wszystkie kluczowe cechy modelu SmartTag2. Poprzednik oferował odporność IP67, wymienną baterię CR2032, do 500 dni pracy w standardowym trybie oraz do 700 dni w trybie oszczędzania energii.
SmartTag2 działał z urządzeniami Galaxy z Androidem 9 lub nowszym, natomiast pełne wykorzystanie precyzyjnego namierzania UWB wymagało odpowiednio wyposażonego telefonu Galaxy. Można zakładać, że SmartTag3 pozostanie elementem zamkniętego ekosystemu Samsunga, a nie uniwersalnym trackerem dla wszystkich smartfonów z Androidem.
Według WinFuture premiera Samsung Galaxy SmartTag3 jest planowana na początek października, a europejska cena pojedynczego urządzenia może wynieść około 39,99 euro. Inny przeciek, pochodzący z oferty sklepowej, wskazuje natomiast kwotę 45,95 euro za wariant czarny i biały, więc ostateczny cennik może się różnić zależnie od rynku.
W Stanach Zjednoczonych mówi się o cenie 29,99 dolara za jedną sztukę oraz 99,99 dolara za zestaw czterech lokalizatorów. Oczywiście dopiero podczas oficjalnej prezentacji Samsunga dowiemy się, czy te informacje były wiarygodne.
Źródło: WinFuture, SamMobile. Zdjęcie otwierające: Samsung / materiały prasowe
Artykuł Samsung Galaxy SmartTag3 na nowym wycieku. Tak chce konkurować z AirTagiem pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Siła obrazu spotyka moc dźwięku. Telewizor i soundbar Hisense tworzą idealny duet dla rodzinnego kina domowego pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Kino domowe jest tworzone w taki sposób, aby odpowiadało indywidualnym potrzebom. Tym samym nie oznacza, że każdy powinien inwestować w największe ekrany, projektory laserowe oraz szereg rozwieszonych w wielu miejscach głośników, mimo że są dostępne na rynku. To powinien być wasz zestaw, dostrojony do tego, jak lubicie spędzać wolny czas.
Dziś przedstawiamy sprzęt, który zdecydowanie powinien być wzięty pod uwagę, jeśli szukacie nowych rozważań do salonu. Telewizor Hisense U77SE jest wyposażony w technologię MiniLED, charakteryzuje się odświeżaniem 144 Hz, ciekawymi funkcjami gamingowymi i oczywiście oprogramowaniem Smart TV. W duecie z soundbarem HS2100S pozwala stworzyć przestrzeń, w której równie dobrze ogląda się filmy, przeżywa sportowe emocje i zanurza w świecie gier.
Hisense U77SE może pochwalić się żywymi, naturalnymi kolorami i głębokim kontrastem, które pozwalają lepiej wejść w świat prezentowany na ekranie. Dzięki technologii Hi-QLED MiniLED detale są widoczne w ciemnych i jasnych partiach obrazu – czerń jest głębsza, kolory bardziej intensywne, nawet w środku słonecznego dnia. Ponadto obraz o nasyconej kolorystyce odświeżany z częstotliwością 144 Hz szczególnie ucieszy zagorzałych graczy i kibiców.
Dla komfortowego gamingu znaczenie mają też funkcje VRR i znikome opóźnienia ruchu – zachowując ostrość w każdej scenie. To szczególnie istotne podczas decydującego ciosu w walce czy widowiskowej sekwencji. Płynny obraz Dolby Vision wspierany jest przez najwyższą jakość dźwiękowych doświadczeń od Dolby Atmos.
Rozgrywka na konsoli czy wieczorny thriller cieszą bardziej, jeśli dźwięk dochodzi ze wszystkich stron. Dwa głośniki w połączeniu z 5,25-calowym subwooferem pozwalają poczuć każdy najniższy ton. Soundbar HS2100S może pochwalić się sporą mocą aż 240W, a w połączeniu z możliwościami dostrajania, idealnie wkomponuje się w wasz salon. Dostępne są tryby: filmowy, muzyczny, wiadomości, sport, gra, a nawet tryb nocny umożliwiający słyszenie dialogów na najniższym poziomie głośności. Zestaw posiada liczne możliwości podłączania – obsługę standardu USB, złącze optyczne, coaxial czy HDMI ARC, a także za pomocą bluetooth.
Całość zestawu sterowana jest za pomocą pilota, który może działać zarówno z telewizorem jak i soundbarem, dzięki funkcji EzPlay.
Wszechstronny telewizor do filmów, sportu i gamingu oraz ulepszający dźwięk soundbar to prosty, a zarazem atrakcyjny cenowo przepis na stworzenie kina domowego wysokiej klasy. Duet zaproponowany przez Hisense wpisuje się idealnie w potrzeby wielu spragnionych codziennej rozrywki domowników.
W propozycji Hisense połączenie mocnego obrazu MiniLED (telewizor) ze wzmocnionym doświadczeniem audio (soundbar) daje doskonały rezultat, który zmienia doświadczenie użytkowników w sposób, jaki może okazać się pozytywnym zaskoczeniem. Niewykluczone, że w głowie zawita myśl: to tak niewiele potrzeba, by własny dom zamienić w minikino, które bawi i integruje domowników?
Duet doskonały – efektywny i efektowny – to idealne podsumowanie.
Współpraca merytoryczna: Hisense
Źródło: oprac. własne, Hisense. Zdjęcie otwierające: Hisense
Artykuł Siła obrazu spotyka moc dźwięku. Telewizor i soundbar Hisense tworzą idealny duet dla rodzinnego kina domowego pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Wyciekają najnowsze słuchawki Samsunga. To pierwszy taki model pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Samsung Galaxy Buds On. Taką nazwę noszą następne słuchawki, jakie koreański producent chce zaproponować technologicznemu światu. Jednocześnie to pierwsze pchełki tej marki w formacie OWS. Pokazujemy rendery i wyjaśniamy, komu taki gadżet może się przydać.
Dzięki uprzejmości internetowego leakstera o pseudonimie ThatJoshGuy mogliśmy zobaczyć pierwsze rendery słuchawek Samsung Galaxy Buds On.
Do tej pory producenci słuchawek TWS stawiali na produkty, które imponowały przede wszystkim dobrym ANC, wykluczającym nas ze świata zewnętrznego przez odcięcie nas od dźwięków.
Teraz jednak coraz bardziej popularne stają się słuchawki OWS (Open Wearable Stereo), pozwalające na zadowalającą jakość dźwięku i muzyki, przy jednoczesnym zachowaniu świadomości i kontaktu z otoczeniem.
Przeczytaj także: Jak włączyć Asystenta Google / Gemini?
Regularnie unikam brania zwykłych słuchawek na przykład na treningi rzutowe, z uwagi na obawę kolizji z inną lecącą piłką, które nie usłyszałbym w ten sposób. OWS mogą być więc idealne dla bardziej aktywnych osób, które nie muszą zawsze mieć najlepszej jakości dźwięku.
Wycieki kodu wskazują z kolei, że Galaxy Buds On będą wspierać gesty głową wprowadzone w Galaxy Buds4. Pojawi się też wsparcie dla aplikacji Google Gemini, ale zabraknie wbudowanego ANC.
Sprzęt ma też automatycznie zatrzymywać odtwarzanie treści, gdy wykryje, że zasnęliśmy. Daty premiery obecnie brak, ale wszystko wskazuje na przełom stycznia i lutego 2027 r.
Źródło: SammyGuru. Zdjęcie otwierające: Krzysztof Rojek / Android.com.pl
Artykuł Wyciekają najnowsze słuchawki Samsunga. To pierwszy taki model pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Znamy datę premiery SodaStream Fountain w Polsce. Oto co mówi producent pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Wygląda na to, że końcówka roku 2026 r. przebiegnie pod znakiem dużych premier także w segmencie domowego AGD. Mamy oficjalne potwierdzenie, że opisywana przez nas SodaStream Fountain trafi także do Polski. Aczkolwiek będziecie musieli wypatrywać jej pod inną nazwą. Poznaliśmy też orientacyjną datę premiery.
Zgodnie z informacjami, które przekazało naszej redakcji biuro prasowe PepsiCo, model znany w USA jako Fountain zadebiutuje u nas pod nazwą SodaStream Ultimate Multi Drink. Czyli taką samą, pod jaką występuje np. w Wielkiej Brytanii.
Premiera została zaplanowana w Polsce na połowę października, ale firma nie jest jeszcze gotowa, by podzielić się konkretną datą. Nie znamy jeszcze również ceny, ale na Starym Kontynencie wynosi ona 199 euro (~860 złotych).
W porównaniu do dotychczas znanych modeli urządzenia, ten jest większym ekspresem elektrycznym. Pozwala on kontrolować każdy etap przygotowania napoju. Użytkownik może ustawić za pomocą przycisków:
Wygląda więc na to, że wiele osób będzie już miało wstępny pomysł w kontekście prezentów świątecznych, jeśli chcemy sprezentować komuś nowe AGD. Czy wymienilibyście swój stary saturator na ten konkretny, bardziej nowoczesny model?
Źródło: oprac. własne. Zdjęcie otwierające: SodaStream / materiały prasowe
Artykuł Znamy datę premiery SodaStream Fountain w Polsce. Oto co mówi producent pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Czy nowe słuchawki Anker potrafią wyciszyć otoczenie? Sprawdziliśmy to na targach IFA 2026 pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Często zdarza się, że słuchawki, które mają skutecznie wyciszać dźwięki otoczenia, nie do końca spełniają swoje zadanie. Szczególnie w bardzo gwarnych miejscach, gdzie każda chwila ciszy jest na wagę złota. Podczas targów IFA 2026 w Berlinie odwiedziliśmy stoisko firmy Anker, gdzie znaleźliśmy słuchawki, które mogą sprostać temu zadaniu…
Poza dosyć gwarną halą targową na stoisku Anker mogliśmy skorzystać również ze specjalnych budek, które imitowały ekstremalne i głośne warunki. Dzięki temu mogliśmy sprawdzić, czy słuchawki Soundcore Space 2 Pro spełnią nasze oczekiwania. Jak wypadł test? Zapraszamy do obejrzenia materiału wideo poniżej.
Różnica jest naprawdę odczuwalna, a skuteczne wyciszenie otoczenia potrafi zrobić sporą różnicę, szczególnie w głośnych i zatłoczonych miejscach. Soundcore Space 2 Pro to z pewnością słuchawki warte uwagi, zwłaszcza dla osób, które cenią sobie spokój i ciszę, nawet wtedy, gdy otoczenie zdecydowanie nie chce im na to pozwolić. Jeśli często podróżujecie, pracujecie w hałaśliwych miejscach lub po prostu potrzebujecie od czasu do czasu odciąć się od wszechobecnego zgiełku, takie rozwiązanie może okazać się naprawdę przydatne.
Podczas IFA 2026 Anker połączył pięć marek – Anker, eufy, soundcore, SOLIX oraz AnkerMake – pod jedną, wspólną nazwą. Model soundcore Space 2 Pro doskonale wpisuje się w ten ruch: to ta sama wiedza audio, która zbudowała soundcore, teraz sygnowana jedną marką Anker. Jedna nazwa i pełna siła firmy stojąca za każdą kategorią produktów.
Zdjęcie otwierające: Redakcja Android.com.pl
Artykuł Czy nowe słuchawki Anker potrafią wyciszyć otoczenie? Sprawdziliśmy to na targach IFA 2026 pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Microsoft chce naprawić Bluetooth w Windows 11. Tak wygląda plan pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Jeśli próbowaliście korzystać z Bluetooth w Windows 11 – wiecie, jak nielogicznie potrafi zachowywać się ten moduł. Losowe problemy z podłączeniem słuchawek, zakłócenia, a nawet odmowa pełnego połączenia ze smartfonem. Ma się to jednak zmienić i Microsoft ma wyraźny plan.
Eksperci zajmujący się wyłącznie opisywaniem aktualizacji dla systemów korporacji Microsoft mówią wprost. W ciągu ostatnich kilku lat firma niemal w ogóle nie zajmowała się protokołem Bluetooth. Aczkolwiek to się zmienia. Ostatnia aktualizacja dla testerów (26200.9539) zawierała aż 9 pozycji dotyczących popularnego połączenia z urządzeniami.
Najważniejsze zmiany w Windows 11 dotyczące Bluetooth to:
Użytkownicy w praktyce powinni spodziewać się szybszych i stabilniejszych połączeń bez ścinek, a także lepszej jakości połączeń realizowanych np. z bezprzewodowymi słuchawkami. Praktyka pokaże, czy coś się znacząco poprawiło, ale rzeczywiście jest to jeden z problemów bardziej trapiących Windows 11.
Źródło: Windows Latest / Microsoft. Zdjęcie otwierające: Brett Jordan / Unsplash
Artykuł Microsoft chce naprawić Bluetooth w Windows 11. Tak wygląda plan pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Jeden z najlepszych seriali w historii powraca. Prison Break: Black Creek pokazał teaser pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Skazany na śmierć powraca, ale nowa odsłona serii zamierza mocno namieszać w dobrze znanej formule. Hulu pokazało pierwszy teaser Prison Break: Black Creek, w którym jednak nie zobaczymy Michaela Scofielda i Lincolna Burrowsa.
Fani Skazanego na śmierć dostali właśnie pierwszy konkretny sygnał, że marka, która przez lata kojarzyła się przede wszystkim z Michaelem Scofieldem i jego niezwykle misternym planem, zamierza rozpocząć nowy rozdział. Hulu pokazało teaser Prison Break: Black Creek, czyli serialu osadzonego w tym samym uniwersum, ale opowiadającego zupełnie inną historię.
Tym razem nie będziemy obserwować bohatera, który próbuje dostać się do więzienia, aby wyciągnąć stamtąd bliską osobę. Główną postacią będzie Cassidy Collins – była żołnierka, która podejmuje pracę jako funkcjonariuszka w jednym z najbardziej brutalnych zakładów karnych w USA.
Nie robi tego jednak z przypadku. Ma osobisty powód, dla którego decyduje się wejść w wyjątkowo niebezpieczne środowisko. W rolę Cassidy wcieli się Emily Browning. W obsadzie znaleźli się również Lukas Gage oraz Drake Rodger. Do tego dochodzą Clayton Cardenas i Myles Bullock.
Przeczytaj także: Jak wyłączyć aktywność na IG? Prosta instrukcja
Największą zmianą jest oczywiście brak dwóch postaci, które przez lata były twarzami całej marki. Wentworth Miller i Dominic Purcell nie są obecnie związani z Prison Break: Black Creek, więc nie należy oczekiwać kolejnej historii skupionej na Michaelu Scofieldzie i Lincolnie Burrowsie. Nowa produkcja chce wykorzystać świat i nazwę Skazany na śmierć, ale nie zamierza po prostu powtarzać starego schematu.
Przeczytaj także: Jaki telewizor 65 cali kupić? Ranking Smart TV wartych uwagi
Za serial odpowiada Elgin James, znany m.in. z pracy przy Mayans M.C. i The Outlaws. Co ważne, przy projekcie pozostaje również Paul Scheuring, czyli twórca oryginalnego Prison Break.
Jest on jednym z producentów wykonawczych. W teorii powinno to pomóc zachować pewną ciągłość z pierwowzorem, mimo całkowitej zmiany głównych bohaterów. O tym jednak przekonamy się dopiero za jakiś czas.
Sam Prison Break: Black Creek rozwijany jest od 2023 roku. Hulu zamówiło pilot pod koniec 2024 roku, a w marcu 2025 roku poznaliśmy główną obsadę. Teraz produkcja ruszyła dalej, czego efektem jest pierwszy teaser. Na premierę trzeba jednak jeszcze poczekać, ponieważ Hulu nie podało dotąd konkretnej daty debiutu.
Źródło: Fiction Horizon, opracowanie własne. Zdjęcie otwierające: 20th Century Fox Television / materiały prasowe
Artykuł Jeden z najlepszych seriali w historii powraca. Prison Break: Black Creek pokazał teaser pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Dlaczego Nokia 1100 wciąż żyje w 2026 roku? To nie tylko pancerny design i mocna bateria pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>W świecie, w którym smartfony stały się bardziej komputerami niż telefonami, Nokia 1100 pozostaje jednym z najbardziej paradoksalnych urządzeń w historii technologii. Minęło ponad dwadzieścia lat od jej premiery, a ona nadal żyje – nie jako ciekawostka, nie jako eksponat muzealny, ale jako realny, funkcjonujący telefon, który w 2026 roku wciąż ma swoich użytkowników. I to nie tylko w krajach rozwijających się. Nokia 1100 stała się symbolem czegoś, czego współczesna technologia nie potrafi już dostarczyć – absolutnej niezawodności.
W czasach, gdy producenci prześcigają się w liczbie kamer, gigaherców, teraflopów i warstw AI, Nokia 1100 przypomina, że telefon może być po prostu telefonem. Jej bateria nadal potrafi wytrzymać tydzień, a w ekstremalnych przypadkach nawet dłużej.
Obudowa – gumowa, odporna na upadki, wilgoć, kurz – jest jak z innej epoki, w której urządzenia projektowano tak, by przetrwały życie, a nie tylko cykl gwarancyjny. W wielu regionach świata Nokia 1100 jest nadal kupowana jako telefon awaryjny, terenowy, do lasu czy na budowę. Do tej pory sprzedano ponad 250 mln sztuk tego urządzenia. I to nie jest żart – w 2026 roku wciąż istnieją sklepy, które sprowadzają ją jako sprzęt specjalistyczny.
Przypomnę krótką specyfikację Nokii 1100:
W dzisiejszych czasach te parametry brzmią jak żart, ale to nie o nie chodzi w fenomenie tego urządzenia.
Powodem nieśmiertelności urządzenia jest jego prostota. Nokia 1100 nie ma niczego, co mogłoby się zepsuć. Nie ma systemu, który trzeba aktualizować. Nie ma aplikacji, które mogą przestać działać. Nie ma ekranu OLED, który może się wypalić. Nie ma baterii, której nie można wymienić. To urządzenie jest jak młotek – działa, bo musi działać. I działa zawsze. W świecie, w którym technologia stała się skomplikowana, Nokia 1100 jest jak oddech świeżego powietrza. Minimalizm w najczystszej formie.
Nie można też pominąć aspektu kulturowego. Nokia 1100 jest wręcz ikoną zwłaszcza dla millenialsów takich jak ja. To telefon, który wprowadził miliony ludzi w świat mobilnej komunikacji. To urządzenie, które było pierwszym telefonem dla całego pokolenia – marzeniem także dla mnie.
I choć dziś korzystam z Galaxy Z Fold8 Ultra, który jest technologicznym kosmosem, to Nokia 1100 pozostaje symbolem czasów, w których technologia była bardziej ekscytująca, bo była nowa. W 2026 roku nostalgia stała się realną siłą rynkową, a Nokia 1100 jest jednym z jej najczystszych przykładów.
Muszę wspomnieć też o bezpieczeństwie. W erze, w której każdy smartfon jest potencjalnym narzędziem śledzenia, Nokia 1100 jest jak cyfrowy bunkier. Brak internetu, brak Bluetooth, brak Wi-Fi, brak GPS – to wszystko sprawia, że urządzenie jest praktycznie niemożliwe do zhakowania. W niektórych środowiskach, zwłaszcza tych związanych z bezpieczeństwem, prywatnością czy pracą w trudnych warunkach, Nokia 1100 jest nadal używana jako telefon „czysty”, „bezpieczny”, „niezależny”. To paradoks, ale w 2026 roku najbezpieczniejszym telefonem na świecie jest urządzenie z 2003 roku.
I może właśnie dlatego Nokia 1100 żyje. Bo jest wszystkim tym, czego współczesne smartfony nie potrafią być: prosta, niezniszczalna, przewidywalna, odporna na czas. Jest jak technologia z epoki, w której liczyła się funkcja, a nie forma. I choć nie wróci już do masowej sprzedaży, to jej legenda jest silniejsza niż kiedykolwiek.
Pisząc o Nokii 1100, trudno nie wrócić myślami do mojego pierwszego telefonu, Sagema MY X‑5, którego wspominałem w artykule sprzed lat. To urządzenie było dla mnie czymś więcej niż tylko telefonem – było wejściem do świata technologii. 256 kolorów, mały ekran, klawiatura T9, MMS‑y, które wtedy wydawały się czymś absolutnie kosmicznym. Ten telefon miał w sobie coś, czego dzisiejsze smartfony nie mają: charakter. Każdy przycisk miał swój urok, każda wiadomość miała swój rytm, każda funkcja była odkryciem.
Sagem MY X‑5 był dla mnie początkiem drogi, która doprowadziła mnie do miejsca, w którym dziś piszę o Galaxy Foldach, One UI, Windowsie 11 i całym ekosystemie nowoczesnych urządzeń. Jednak gdy patrzę na Nokię 1100, widzę w niej ten sam duch, który miał mój Sagem – prostotę. Telefony tamtej epoki nie próbowały być wszystkim naraz. Były tym, czym miały być i może dlatego tak dobrze je wspominamy.
Źródło: Opracowanie własne. Zdjęcie otwierające: infobae.com / zrzut ekranu
Artykuł Dlaczego Nokia 1100 wciąż żyje w 2026 roku? To nie tylko pancerny design i mocna bateria pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł OpenAI nie wyrabia z modelem Astra. Najdroższy plan ChatGPT niedostępny pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Nowy model Astra miał być dla OpenAI kolejnym wielkim krokiem w rozwoju sztucznej inteligencji, ale jego sukces przyniósł firmie również spory problem. Zainteresowanie jest tak duże, że OpenAI zdecydowało się tymczasowo wstrzymać możliwość kupowania najdroższego planu ChatGPT.
OpenAI tymczasowo wyłączyło możliwość zapisywania się do planu Pro, który kosztuje 999,99 zł miesięcznie. Powód jest dość nietypowy… to ogromne zainteresowanie najnowszym modelem Astra zaczęło mocno obciążać infrastrukturę firmy.
To właśnie użytkownicy najdroższego pakietu mają dostęp do najbardziej wymagających funkcji, dlatego ograniczenie nowych subskrypcji ma być sposobem na odciążenie systemów.
Przeczytaj także: Jak włączyć tryb incognito i jak zrobić to na telefonie
Co ciekawe, jeszcze niedawno OpenAI zwiększało limity korzystania z Codexa, więc obecne przeciążenie nie jest problemem, z którym firma mierzy się od dawna. Tym razem źródłem kłopotów jest przede wszystkim gwałtowny wzrost zainteresowania Astrą i możliwościami, które oferuje najnowszy model.
Astra zadebiutowała na początku września i zaczęła trafiać do kolejnych grup użytkowników, w tym korzystających z planów Pro, Plus, Enterprise i Business.
OpenAI przedstawia ją jako duży skok jakościowy w obszarach takich jak rozumowanie, programowanie czy obsługa komputera. To właśnie te zastosowania są obecnie jednym z najważniejszych pól rywalizacji pomiędzy największymi firmami zajmującymi się sztuczną inteligencją.
OpenAI dodatkowo mocno podgrzało atmosferę wokół premiery, określając Astrę jako początek ery AGI i generacyjny krok naprzód. Takie deklaracje niewątpliwie zwiększyły zainteresowanie modelem, a firma już wcześniej sygnalizowała, że popyt zaczął osiągać niespotykany dotąd poziom.
Na razie nie oznacza to jednak, że użytkownicy muszą całkowicie rezygnować z nowych modeli. Dostępne pozostają tańsze plany Go i Plus, a także API. OpenAI zdecydowało się więc ograniczyć przede wszystkim najbardziej obciążający wariant, zamiast wprowadzać szersze restrykcje.
Źródło: TechCrunch, opracowanie własne. Zdjęcie otwierające: Matakeris Creative / Adobe Stock, kolaż Android.com.pl
Artykuł OpenAI nie wyrabia z modelem Astra. Najdroższy plan ChatGPT niedostępny pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Windows 11 może wreszcie otrzymać funkcję, której brakowało przez lata pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Microsoft pracuje nad natywnym mechanizmem automatycznego przełączania jasnego i ciemnego motywu w Windows 11. Funkcja została zauważona w eksperymentalnych kompilacjach systemu, dlatego nie można jej jeszcze samodzielnie włączyć nawet w standardowych wydaniach Windows Insider. Jeśli trafi do publicznej aktualizacji, użytkownicy nie będą już potrzebowali dodatkowych aplikacji, by dostosować wygląd systemu do pory dnia.
Informacje o nowej opcji pochodzą z ciągów tekstowych znalezionych w eksperymentalnych buildach Windows 11 z gałęzi 26xxx. Wskazują one na ustawienie nazwane „Schedule auto mode”, a dodatkową poszlaką jest obecność pliku Windows.Shell.AutoDarkMode.dll w folderze System32. To jednak nadal ślady rozwijanej funkcji, a nie potwierdzenie jej rychłej premiery.
Z ujawnionych opisów wynika, że Windows 11 ma umieć ustalać czas aktywacji ciemnego motywu na podstawie wschodu i zachodu słońca. W tym scenariuszu system będzie korzystał z usług lokalizacji, aby dopasować harmonogram do miejsca pobytu użytkownika.
Komunikat znaleziony w kodzie wskazuje, że nie zabraknie opcji opóźnienia zmiany motywu do chwili, gdy komputer pozostanie bezczynny. Rozwiązanie ma zapobiegać nagłemu przełączeniu kolorystyki podczas pracy lub spotkania.
Przypomnijmy, że obecnie Windows 11 oferuje w Ustawieniach trzy warianty kolorystyki: jasny, ciemny i niestandardowy, pozwalający osobno określić wygląd systemu i aplikacji. Brakuje jednak harmonogramu, który zmieniałby te ustawienia bez ingerencji użytkownika.
Użytkownicy Windows 11 nie czekali, aż Microsoft się obudzi. Korzystali z narzędzia Light Switch w pakiecie Microsoft PowerToys. Umożliwia ono automatyczną zmianę jasnego i ciemnego motywu według wschodu oraz zachodu słońca, własnych godzin albo ustawień Night light. Pozwala też zdecydować, czy zmiana ma objąć elementy systemu, aplikacje, czy oba te obszary.
Ciemny motyw jest dostępny w Windows od lat, lecz brak automatycznego harmonogramu pozostawał zaskakującym ograniczeniem systemu. Zwłaszcza że sam Microsoft udostępniał potrzebną funkcję w dodatkowym pakiecie PowerToys, zamiast zintegrować ją bezpośrednio z ustawieniami personalizacji Windows 11.
Źródło: Windows Central, WindowsLatest, Zdjęcie otwierające: Ham patipak / Shutterstock
Artykuł Windows 11 może wreszcie otrzymać funkcję, której brakowało przez lata pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Pady z motywami GTA 6 za 600 złotych. Sklepy wykorzystują zainteresowanie Polaków pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Rozpoczęła się przedsprzedaż kontrolerów DualSense do PlayStation 5 z motywem GTA 6. Limitowane edycje padów zwykle nie cieszą się zbyt wielkim zainteresowaniem, lecz seria Grand Theft Auto 6 jest tu anomalią. Polskie sklepy znów postanowiły jednak wykorzystać sytuację.
Nawet PlayStation 5 Pro za 6000 złotych nie zrobiło na mnie tak sporego wrażenia, jak standardowy kontroler DualSense z motywami GTA 6 za 600 złotych. A na taką cenę bez złotówki właśnie zdecydowała się sieć Media Markt, będąca obecnie rekordzistą w tym konkretnym produkcie.
Przedsprzedaż kontrolerów rozpoczęła się w większości sieci handlowych ze standardową dla padów DualSense ceną 389,99 złotych, ale w każdym miejscu zdążyły się one wyprzedać. Niektóre sklepy reagując na to, zdążyły podwyższyć cenę do 449 złotych.
Osoby, które zdecydują się na zakup kontrolera, powinny otrzymać go w dzień premiery GTA 6, czyli 19 listopada 2026 r. Dostępne są dwie wersje – biała i czarna. Warto jednak pamiętać, że poza motywem graficznym, to dokładnie taki sam DualSense jak inne modele.
Gra ukaże się na PlayStation 5, PlayStation 5 Pro, a także Xbox Series X i Xbox Series S, będące najtańszą opcją na zagranie w tytuł. Przynajmniej dobrze, że cyfrowe kopie gry nigdy się nie skończą, więc podwyższenie ceny z już wysokich 349 złotych (429 złotych za edycję Ultimate) tu nikomu się nie opłaci.
Źródło: oprac. własne. Zdjęcie otwierające: PlayStation / materiały prasowe
Artykuł Pady z motywami GTA 6 za 600 złotych. Sklepy wykorzystują zainteresowanie Polaków pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Chiny stawiają na autonomiczne samochody. Do 2030 roku mają wyjechać na drogi masowo pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Chiny wyznaczyły sobie bardzo ambitny cel dotyczący przyszłości motoryzacji. Tamtejsze ministerstwo przemysłu chce, aby do 2030 roku autonomiczne samochody były już masowo obecne na drogach, a chińskie firmy motoryzacyjne zyskały jeszcze większą pozycję na światowym rynku.
Jak informuje Reuters – chińskie ministerstwo przemysłu przedstawiło plan dalszego rozwoju sektora inteligentnych samochodów elektrycznych. Jednym z najważniejszych założeń jest doprowadzenie do masowego wykorzystania pojazdów wyposażonych w systemy autonomicznej jazdy do 2030 roku. Nie chodzi przy tym wyłącznie o eksperymentalne projekty czy ograniczone programy testowe.
Według przedstawionej mapy drogowej autonomiczna jazda ma być stopniowo wdrażana na autostradach, miejskich drogach szybkiego ruchu oraz wybranych ulicach w miastach. Oznacza to, że w perspektywie kilku lat samochody zdolne do samodzielnego wykonywania części zadań związanych z prowadzeniem mają stać się znacznie bardziej powszechne.
Przeczytaj także: Jak włączyć tryb incognito i jak zrobić to na telefonie
Chińczycy chcą przy tym, aby rozwój technologii szedł w parze z poprawą bezpieczeństwa. Jednym z celów jest osiągnięcie przez autonomiczne pojazdy poziomu bezpieczeństwa wyższego niż w przypadku samochodów prowadzonych przez ludzi. To ambitne założenie, zwłaszcza że technologia musi poradzić sobie nie tylko z autostradami, ale również znacznie bardziej nieprzewidywalnym ruchem miejskim.
Plan nie dotyczy jednak wyłącznie samochodów bez kierowcy. Chiny chcą jednocześnie zbudować silniejszą pozycję swoich producentów na światowym rynku. Jednym z założeń jest stworzenie kilku firm motoryzacyjnych, które znajdą się w pierwszej dziesiątce największych producentów samochodów pod względem sprzedaży. Pekin chce również zwiększyć rozpoznawalność chińskich marek i mieć większy wpływ na międzynarodowe standardy dotyczące motoryzacji.
Władze zamierzają przy tym zaostrzyć nadzór nad produkcją samochodów i baterii, bezpieczeństwem na drogach, systemami autonomicznej jazdy oraz aktualizacjami oprogramowania. Jednocześnie planowane jest ograniczenie nadmiernych inwestycji i produkcji, która nie znajduje uzasadnienia rynkowego. Chodzi o to, aby rozwój branży nie prowadził do powstawania dużych nadwyżek mocy produkcyjnych i słabych ekonomicznie firm.
Chińskie ministerstwo zapowiada również większy nacisk na konkurencję i jakość produktów. W planach znalazło się zaostrzenie kontroli antymonopolowej, ograniczenie nieodpowiednich zachęt stosowanych przez lokalne władze oraz przygotowanie wytycznych dla producentów, którzy chcą rozwijać działalność poza Chinami.
Źródło: Reuters, opracowanie własne. Zdjęcie otwierające: MichaelVi / Adobe Stock
Artykuł Chiny stawiają na autonomiczne samochody. Do 2030 roku mają wyjechać na drogi masowo pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł 50 procent taniej za Parkside w Lidlu. Tym razem sprzęt dla zmotoryzowanych pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Lidl postanowił przecenić o 50 procent sprzęt marki Parkside, który tym razem może być przydatny dla wszystkich zmotoryzowanych. Mowa o akumulatorowym kluczu udarowym, czyli urządzeniu, które będzie przydatne przy wymianie kół w samochodzie. Dla osób robiących to samodzielnie to może być dobry moment na zakup, ponieważ coraz bliżej do zimy.
W przeciwieństwie do zestawu narzędzi, który może być przydatny w każdym domu, tym razem produktem dnia w ofercie sklepu zostało coś innego. Nie każdemu przyda się akumulatorowy klucz udarowy, ale jego cena jest wyjątkowo zachęcająca. Zamiast 200 złotych, zapłacimy bowiem niecałe 100 złotych.
Minusem może być to, że sprzęt przychodzi bez akumulatora i ładowarki, ale ma być kompatybilny z akumulatorami z serii Parkside X 20 V Team. Warto przy okazji przypomnieć, że do 12 września w sieci sklepów Lidl obowiązuje też promocja na akumulatory Parkside, więc na ich zakupie również można oszczędzić.
Klucz udarowy jest oznaczony jako produkt dnia, więc jego cena promocyjna będzie obowiązywała tylko 11 września lub do momentu wyczerpania zapasów magazynowych. Poniżej możecie zapoznać się ze specyfikacją urządzenia.
Źródło: Lidl Zdjęcie otwierające: rafa jodar / Shutterstock, Parkside / materiały prasowe, montaż własny
Artykuł 50 procent taniej za Parkside w Lidlu. Tym razem sprzęt dla zmotoryzowanych pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Co zrobić po stłuczce i jak zgłosić szkodę online lub w aplikacji? Wyjaśniamy pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Pierwsze, co należy zrobić po stłuczce, to zadbanie o bezpieczeństwo swoje oraz pozostałych uczestników zdarzenia. Następnym krokiem będzie dopełnienie formalności związanych z ubezpieczeniem. Na szczęście często nie trzeba wzywać służb, a szkodę można zgłosić przez internet lub w aplikacji.
Jeśli doszło do zdarzenia na drodze (np. kolizja z innym pojazdem), kluczowe jest zachowanie spokoju i podjęcie odpowiednich kroków. Zatem co zrobić po stłuczce?
– W sytuacji, w której doszło do stłuczki, ale żadna osoba nie ucierpiała, nie jest konieczne wzywanie policji ani innych służb. Od tej zasady są jednak wyjątki. Jeśli nie zgadzamy się z innymi uczestnikami zdarzenia co do jego przebiegu, nie jesteśmy w stanie spisać oświadczenia, powinniśmy wezwać policję. To właśnie policjanci rozstrzygną, kto jest winny – mówi Jakub Żukowski, ekspert ds. ubezpieczeń majątkowych w ERGO Hestii.
Policję należy wezwać także w sytuacji, w której sprawca oddalił się z miejsca zdarzenia, podejrzewamy, że inny uczestnik stłuczki jest pod wpływem alkoholu lub substancji odurzających, a także wtedy, kiedy nie ma on prawa jazdy lub OC (fakt ten możemy łatwo zweryfikować online na stronie UFG).
Uwaga: jeśli w zdarzeniu drogowym są poszkodowani, możemy nie mieć do czynienia ze stłuczką, lecz z wypadkiem, w zależności od tego, jak duży uszczerbek na zdrowiu ktoś poniósł. Gdy uczestniczyliśmy w zdarzeniu, w którym są ranni lub zabici, nie wolno przestawiać pojazdów, nie spisujemy także sami oświadczenia. Konieczne jest wezwanie policji oraz służb ratunkowych.
| Czy w zdarzeniu są ranni lub zabici? | Czy wszyscy uczestnicy zdarzenia mają prawo jazdy i OC, są trzeźwi? | Co zrobić po stłuczce? |
| Nie | Tak | Nie wzywać policji, chyba że nie można porozumieć się z pozostałymi uczestnikami zdarzenia co do jego przebiegu i tego, kto jest winny. |
| Nie | Nie | Wezwać policję. |
| Tak | Tak/Nie | Wezwać policję. |
Jeśli sprawca stłuczki oddalił się z miejsca zdarzenia, należy – w miarę możliwości – zapisać lub sfotografować jego numer rejestracyjny, zabezpieczyć dowody i wezwać policję. Warto również zrobić zdjęcia uszkodzeń oraz miejsca zdarzenia. Sposób uzyskania odszkodowania zależy m.in. od tego, czy sprawca zostanie ustalony i czy miał ważne OC.
Kierowca, który uciekł z miejsca zdarzenia, może ponieść odpowiedzialność karną oraz finansową. Oprócz grożących mu kar, ubezpieczyciel po wypłacie odszkodowania poszkodowanemu może zastosować regres ubezpieczeniowy, czyli zażądać od sprawcy zwrotu całej wypłaconej kwoty. W praktyce oznacza to, że ucieczka z miejsca zdarzenia może wiązać się z bardzo wysokimi kosztami dla kierowcy.
Oświadczenie powinno zawierać m.in. dane uczestników i właścicieli pojazdów, dane pojazdów, informacje o polisach OC, opis przebiegu zdarzenia, wskazanie sprawcy, informacje o uszkodzeniach oraz podpisy uczestników. Warto również dołączyć dokumentację zdjęciową.
Jeśli uczestniczyliśmy w kolizji z innym pojazdem i to nie my spowodowaliśmy zdarzenie, to dostaniemy odszkodowanie z OC sprawcy. W sytuacji, w której sprawca nie ma OC, koszty wypłaty odszkodowania pokryje UFG, który będzie mógł potem dochodzić zwrotu wypłaconych środków u sprawcy.
Zdarzają się także sytuacje, w których nie ma innych uczestników zdarzenia lub pozostają oni nieustaleni. Przykładowo na drogę wyskoczyło nam zwierzę, które potrąciliśmy, albo zostawiliśmy auto na niestrzeżonym, niemonitorowanym parkingu i po kilku godzinach okazało się, że na samochodzie widać wgniecenie. Wtedy możemy zlikwidować szkodę z własnej polisy AC, jeśli taką posiadamy (w przeciwieństwie do OC nie jest ona obowiązkowa).
To, czy AC zadziała w danym przypadku oraz jaki będzie sposób likwidacji szkody (naprawa w zwykłym warsztacie, naprawa w ASO, wypłata pieniędzy na pokrycie kosztów) zależy od szczegółów dotyczących konkretnej polisy. Można je sprawdzić w ogólnych warunkach ubezpieczeń (OWU).
Wiemy już, co zrobić po stłuczce, ale warto też mieć świadomość, jak uprościć formalności. Użytkownicy aplikacji mObywatel mogą skorzystać z modułu mStłuczka i zamiast spisywać oświadczenie w formie papierowej, zrobić to online. Narzędzie umożliwia opisanie przebiegu zdarzenia, dodanie zdjęć i zgłoszenie szkody do ubezpieczyciela. Żeby skorzystanie z tej ścieżki było możliwe, obie osoby muszą korzystać z mObywatela, pojazdy uczestniczące w zdarzeniu muszą być zarejestrowane w Polsce, a strony muszą ustalić między sobą, kto jest sprawcą.
Szkody można także zgłaszać ubezpieczycielowi online za pomocą narzędzi dostępnych na stronach poszczególnych firm. Przykładowo w przypadku Ergo Hestii wybieramy na stronie internetowej opcję Zgłoś zdarzenie, a następnie Zgłoś szkodę. Możemy rozpocząć zgłaszanie zdarzenia lub kontynuować zgłoszenie zapoczątkowane w mStłuczce.
Na stronie musimy podać następujące dane:
W niektórych przypadkach można spodziewać się wizyty rzeczoznawcy. Co jednak istotne, nie ma potrzeby dzwonienia na infolinię lub wizyty u agenta ubezpieczeniowego tylko po to, żeby zgłosić szkodę.
Współpraca merytoryczna: Ergo Hestia
Źródło: policja.gov.pl, mobywatel.gov.pl, UFG, Ergo Hestia, opracowanie własne. Zdjęcie otwierające: Usman Malik / Unsplash
Artykuł Co zrobić po stłuczce i jak zgłosić szkodę online lub w aplikacji? Wyjaśniamy pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Portfel Google odświeżył wygląd kart i biletów. Zmiana już widoczna w Polsce pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Portfel Google odświeżył sposób, w jaki prezentuje użytkownikom różne karty, bilety czy przepustki. Nowość widać już także w Polsce i trzeba przyznać, prezentuje się to znacznie schludniej niż wcześniej. Przede wszystkim, firma wreszcie i tutaj zdecydowała się postawić na kolor.
Gdy wcześniej otwieraliśmy bilet w aplikacji Portfel Google, kolor pojawiał się na drobnej, wirtualnej karcie, obok kompletu informacji umieszczonych na dole ekranu.
Przeczytaj także: Jak włączyć Asystenta Google / Gemini?
Teraz jednak zmiana kolorystyczna obejmuje cały ekran. Przez to łatwiej nam zidentyfikować przeznaczenie biletu, a przy okazji jest to spójne z filozofią designu Material 3 Expressive, obecną w najnowszych wersjach systemu Android.
Nowość nie dotyczy jedynie kart płatniczych, ale je obsługuje zupełnie inne menu aplikacji. A szkoda, fajnie byłoby zobaczyć, jakie kolory przy popularnych bankach zaczytałaby aplikacja Portfel Google. Powyżej omawiana zmiana jest już dostępna także w Polsce, gdyż firma z Mountain View zakończyła już rollout funkcji.
Źródło: 9 to 5 Google. Zdjęcie otwierające: Everyday Frame / Adobe Stock
Artykuł Portfel Google odświeżył wygląd kart i biletów. Zmiana już widoczna w Polsce pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Google ułatwia zmianę menadżera haseł na Androidzie. Nowość rozwiązuje jeden z najbardziej irytujących problemów pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Cały proces ma odbywać się bezpośrednio pomiędzy menadżerami haseł. Po zainstalowaniu nowej aplikacji wystarczy wybrać opcję importowania lub kopiowania danych ze starego programu. Android sam wykryje dostępne na urządzeniu menadżery i zajmie się przekazaniem informacji między nimi.
Przeczytaj także: Jak wyłączyć aktywność na IG? Prosta instrukcja
Co ważne, użytkownik nie traci kontroli nad tym, co zostanie przeniesione. System pozwoli przejrzeć dane przeznaczone do migracji i zaakceptować operację za pomocą kilku kliknięć. To znacznie wygodniejsze rozwiązanie niż dotychczasowe metody, szczególnie gdy ktoś przez lata zgromadził w menadżerze setki zapisanych danych logowania.
Najciekawszą częścią nowej funkcji jest jednak obsługa nie tylko klasycznych haseł, ale również passkeys. Oznacza to, że przy zmianie aplikacji użytkownik nie powinien być zmuszony do ponownego konfigurowania wszystkich kluczy dostępu obsługujących logowanie bez hasła.
Google zwraca również uwagę na aspekt bezpieczeństwa. Eksportowanie danych do zwykłego pliku CSV może wiązać się z ryzykiem, ponieważ taki plik zawierający hasła może pozostać na urządzeniu lub trafić w niepowołane ręce. Bezpośredni transfer pomiędzy aplikacjami pozwala ominąć ten etap.
Dla osób korzystających z menadżera haseł może to być jedna z tych zmian, których na co dzień nawet nie zauważymy, ale docenimy je w momencie przesiadki na inną aplikację. Zamiast eksportowania, pobierania i importowania plików cała operacja ma sprowadzać się do kilku prostych kroków.
Źródło: Informacja prasowa, opracowanie własne. Zdjęcie otwierające: Google / materiały prasowe
Artykuł Google ułatwia zmianę menadżera haseł na Androidzie. Nowość rozwiązuje jeden z najbardziej irytujących problemów pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Gemini ma teraz własną aplikację na Windowsa. Google chce, żeby AI było zawsze pod ręką pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Google rozszerza dostępność swojego asystenta AI i wprowadza aplikację Gemini na komputery z Windowsem. Program można wywołać praktycznie w każdej chwili jednym skrótem klawiszowym, a wkrótce będzie oferować jeszcze więcej funkcji przygotowanych specjalnie z myślą o desktopach.
Google pochwaliło się uruchomieniem aplikacji Gemini dla Windowsa. Użytkownicy komputerów z systemi Windowsem 10 i 11 mogą już korzystać z dedykowanej aplikacji, zamiast każdorazowo otwierać stronę Gemini w przeglądarce.
Najciekawszym elementem jest sposób wywoływania asystenta. Wystarczy nacisnąć Alt + Spacja, aby Gemini pojawiło się na ekranie. Ma to być szczególnie przydatne podczas codziennej pracy. W praktyce możemy poprosić AI o sprawdzenie informacji w dokumencie, pomoc w znalezieniu konkretnej informacji czy przygotowanie kilku propozycji tytułu do prezentacji, a następnie szybko wrócić do wykonywanego zadania.
Przeczytaj także: Jak wyłączyć aktywność na IG? Prosta instrukcja
Sama aplikacja na pierwszy rzut oka nie przynosi jednak rewolucji w interfejsie. Wygląda ona podobnie do internetowej wersji Gemini. Google dodało jedynie boczny panel zapewniający dostęp m.in. do notatników oraz ostatnio prowadzonych rozmów.
Na tym możliwości aplikacji się nie kończą. Google podkreśla obecność Gemini Spark, czyli funkcji mającej pełnić rolę osobistego agenta AI dostępnego przez całą dobę. W jego ramach użytkownik może korzystać z połączeń z obsługiwanymi aplikacjami, dzięki czemu Gemini ma mieć większe możliwości działania w ramach codziennego „cyfrowego workflow”.
Desktopowa wersja Gemini obsługuje również generowanie obrazów i filmów. W przypadku grafiki Google wykorzystuje technologię znaną jako Nano Banana, natomiast za generowanie wideo odpowiada Gemini Nano. Oznacza to, że aplikacja nie jest wyłącznie kolejnym oknem z czatbotem, a staje się miejscem, w którym można korzystać z coraz większej liczby narzędzi AI.
Co ważne, Google zapowiada dalszy rozwój programu. Amerykańska firma zdradziła, że w przyszłości będą pojawiać się kolejne bardziej natywne funkcje desktopowe, jednak na szczegóły trzeba jeszcze poczekać. Na ten moment najważniejsza zmiana jest jednak prosta – użytkownicy Windowsa dostają własne Gemini, które można przywołać praktycznie w dowolnym momencie za pomocą jednego skrótu klawiszowego.
Źródło: Informacja prasowa, opracowanie własne. Zdjęcie otwierające: NazeerArt / Adobe Stock
Artykuł Gemini ma teraz własną aplikację na Windowsa. Google chce, żeby AI było zawsze pod ręką pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Recenzja HUAWEI Watch GT 7 Pro. Smartwatch, z którym zapomnisz o ładowarce pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Najnowszy flagowiec z serii GT to zegarek z funkcjami premium za rozsądne pieniądze. Oferuje mocną baterię, ekran jaśniejszy niż w niejednym smartfonie, stylowy wygląd, solidne wykonanie i funkcje, które ucieszą zarówno sportowców, jak i osoby dbające o zdrowie. Sprawdzimy, czy faktycznie zasługuje na uwagę oraz gdzie kryją się jego największe słabości. Oto recenzja HUAWEI Watch GT 7 Pro.
HUAWEI Watch GT 7 Pro nie jest smartwatchem dla każdego. Najmniej sensu ma dla osób mocno związanych z ekosystemem Samsunga, Apple lub Garmina. Chęci do zmiany mogą też mocno nie odczuwać osoby, które mają poprzedni model z serii Watch GT.
HUAWEI Watch GT 6 Pro był jednym z najlepszych smartwatchów na rynku. W przypadku GT 7 Pro nie możemy mówić o całkowicie nowej generacji – jest raczej rozwinięciem i ulepszeniem niż rewolucją.
Watch GT 7 Pro to jeden z najbardziej dopracowanych sportowo-zdrowotnych smartwatchów dostępnych obecnie na polskim rynku. Mimo pewnych ograniczeń, w swojej półce cenowej trudno znaleźć dla niego równie godną alternatywę.
W zestawie z zegarkiem jest tylko to, co niezbędne – nie znajdziemy żadnych dodatkowych elementów, na przykład dodatkowych pasków. Oprócz samego Watch GT 7 Pro jest tylko papierologia oraz ładowarka z kablem zakończonym wtyczką USB-A.
HUAWEI Watch GT 7 Pro dostępny jest w trzech kolorach, ale tylko w jednym rozmiarze koperty, tj. 46 mm. To coś, co odróżnia go od podstawowego modelu GT 7, oferowanego w wariantach 41 i 46 mm.
Jakość wykonania zasługuje na pochwałę. Koperta wykonana jest ze stopu tytanu, który jest zarówno lekki, jak i wytrzymały. Ekran to szafirowe szkło, tył zegarka to czarna ceramika. Ośmiokątny, charakterystyczny bezel wykonano zaś z nowej, nanokrystalicznej ceramiki.
Zegarek ma stylowy wygląd, ale jednocześnie wyraźnie sportowy charakter. W moje ręce trafiła najciekawsza, moim zdaniem, wersja kolorystyczna: żółtozielona, tudzież limonkowa.
Konstrukcja jest relatywnie duża i ciężka. Zegarek waży około 56 g bez paska i niespełna 80 g z dołączonym paskiem z fluoroelastomeru. Mimo to smartwatch jest na tyle wygodny i dobrze wyważony, że po kilku godzinach po prostu zapomniałam o tym, że Watch GT 7 Pro jest na moim nadgarstku.
Watch GT 7 Pro spełnia normy IP69 (odporność na pył i silny strumień wody) oraz 5 ATM, a producent certyfikuje go do swobodnego nurkowania na głębokość do 40 metrów – jest tu przecież nawet tryb freedivingu.
Do sterowania urządzeniem mamy przede wszystkim dotykowy ekran, a także obrotową koronkę i dolny przycisk pełniący podczas EKG funkcję elektrody.
Nowością, na którą warto zwrócić większą uwagę, jest pasek EasyCross z systemem tuck-under. Mechanizm tego zapięcia opiera się na standardowej klamrze, jednak wolny koniec paska chowa się pod jego spodnią częścią.
Dzięki temu nic nie odstaje i nie zaczepia o rękawy. To rozwiązanie, które sprawdza się znakomicie, choć na początku może być trudno się przyzwyczaić do nowego zapięcia.
Watch GT 7 Pro otrzymał okrągły ekran AMOLED o przekątnej 1,47 cala i rozdzielczości 466 × 466 pikseli. Daje to zagęszczenie na poziomie 317 pikseli na cal.
Producent deklaruje szczytową jasność do 3000 nitów i faktycznie ma to przełożenie na praktykę, czyli bardzo dobrą czytelność ekranu nawet w pełnym słońcu.
Ekran ma funkcję always-on display, automatyczną regulację jasności, a w trybie snu wygasza się samoczynnie. Dotyk działa bez zarzutów, a interfejs jest znakomicie dostosowany do okrągłego kształtu i obsługi palcami. Kolory są żywe, a czytelność wszelkich tekstów, metryk czy wykresów – doskonała.
Za pomiary zdrowotne odpowiada nowa generacja systemu TruSense, obejmująca m.in. optyczny czujnik tętna, pulsoksymetr (SpO2), czujnik temperatury ciała oraz elektrokardiograf.
Pomiar EKG wykonuje się po przyłożeniu palca do elektrody umieszczonej w dolnym przycisku. Zegarek monitoruje sen, choć czasami miałam wątpliwości co do faktycznych godzin snu czy oceny jego jakości.
Zegarek monitoruje sen, poziom stresu na podstawie zmienności rytmu serca (HRV), wskaźnik samopoczucia emocjonalnego wyliczany na podstawie danych z czujników, a także oferuje kalendarz cyklu miesiączkowego.
Pomiary tętna są zdecydowanie wiarygodne – porównywałam wskazania zegarka z domowym ciśnieniomierzem i odczyty były albo identyczne, albo zbliżone. Nie jest to jednak pełny test dokładności podczas treningu – do tego lepszym punktem odniesienia byłby pas piersiowy. Bez niego trudno sprawdzić, czy dokładność pomiaru pulsu spadnie przy nagłych, szybkich zmianach tempa.
W wielu smartwatchach podczas dynamicznych ćwiczeń czujnik optyczny może reagować z pewnym opóźnieniem i bywa mniej dokładny. Nie mam jednak stosownego urządzenia do porównania, więc pozostaje to do zweryfikowania w przyszłości.
Szczegółowe dane są dostępne w aplikacji HUAWEI Zdrowie:
Najczęściej moje sportowe „dokonania” ograniczają się do aktywności, które nie wymagają danych z nawigacji. Domowa bieżnia, orbitrek, skakanka, badminton czy tenis stołowy są oczywiście wśród dyscyplin, które rejestruje zegarek Huawei (łącznie jest ich ponad 100), jednak pełny potencjał urządzenie pokaże tam, gdzie ważne jest zapisywanie trasy GPS.
Najważniejsze aktywności, na których skupił się HUAWEI w modelu Watch GT 7 Pro, to bieganie (z planami treningowymi wspieranymi przez AI), kolarstwo, narciarstwo i snowboard (z ponad 3000 mapami stacji narciarskich na świecie oraz automatycznym wykrywaniem zjazdów i wyciągów).
Wśród ekskluzywnych dla modelu Pro funkcji, których zabraknie w podstawowym modelu Watch GT 7, są z kolei biegi przełajowe, ulepszony tryb golfowy oraz funkcje związane z nurkowaniem.
Za precyzyjne wyznaczanie pozycji odpowiada system Sunflower z nowym algorytmem HUAWEI o nazwie AI-XDR, który łączy dane z odbiornika GNSS (obsługującego aż sześć systemów satelitarnych: GPS, GLONASS, BeiDou, Galileo, QZSS i NavIC) z odczytami z czujnika IMU. Ma to znaczenie podczas treningów w trudnych warunkach, zwłaszcza w terenie, gdzie sygnał satelitarny bywa zasłaniany przez skały, drzewa czy zabudowę.
W kwestii nawigacji nie można nie wspomnieć o mapach. W porównaniu z mapami np. z zegarków Garmina ich szczegółowość i przydatność jest jednak mocno ograniczona. Sytuacji nie zmienia aplikacja Mapy Petal, która jest uzależniona od smartfona i nie skorzystamy z niej niezależnie z ekranu zegarka.
Prawdziwą siłą smartwatchów są nie tylko funkcje sportowe i zdrowotne, ale to, w jakim stopniu zegarek zintegrowany jest ze smartfonem i czy jest w stanie go zastąpić.
Watch GT 7 Pro obsługuje Bluetooth 6.0, Wi-Fi oraz NFC. Zegarek ma wbudowany głośnik i mikrofon, dzięki czemu można prowadzić i odbierać rozmowy telefoniczne bezpośrednio z nadgarstka. Jakość audio jest po prostu poprawna. Nie ma jednak eSIM ani łączności 4G, więc do rozmów i internetu zegarek zawsze musi być w zasięgu Bluetooth ze smartfonem.
Płatności zbliżeniowe realizowane są za pośrednictwem aplikacji Curve Pay. Dobrze, że jest taka opcja, ale rozwiązanie to jest mniej wygodne niż natywne wsparcie banków w Apple Pay czy Google Wallet.
Konfiguracja wymaga założenia lub zalogowania się do Curve, dodania karty i połączenia usługi z zegarkiem. Przed zakupem warto upewnić się, że odpowiada nam taki pośredni model płatności.
Zegarek działa z systemem HarmonyOS 6.1, ale nie wymaga smartfonu HUAWEI. Jest kompatybilny zarówno z Androidem (od wersji 9.0), jak i z iPhone’ami (od iOS 13). Główną słabością smartwatcha pozostaje ekosystem aplikacji.
Jeśli zadowoli was preinstalowany zestaw aplikacji, to nie ma problemu. Jeśli jednak lubicie korzystać z programów firm trzecich, to musicie mieć świadomość, że sklep AppGallery ma zdecydowanie mniejszy ich wybór programów niż Wear OS czy watchOS.
Początki współpracy z aplikacją HUAWEI Zdrowie też bywają mało przyjemne – chodzi o masę funkcji, które wymagają osobnego akceptowania zgód dla każdego typu pomiaru. Na dodatek HUAWEI dość nachalnie promuje subskrypcję Huawei Health+.
Jeśli nie podoba się wam ładowanie smartwatcha co drugi dzień (jak w urządzeniach od Apple czy Samsunga), to flagowy zegarek HUAWEI z pewnością was zachwyci. Najważniejszym bowiem powodem, dla którego warto rozważyć Watch GT 7 Pro, jest żywotność akumulatora.
Ogniwo o wysokim zagęszczeniu krzemu o pojemności około 867 mAh pozwala, według HUAWEI, na pracę nawet przez 21 dni przy lekkim użytkowaniu, do 12 dni przy typowym scenariuszu (stałe monitorowanie tętna, snu, powiadomienia, około 30 minut treningu dziennie) oraz do 7 dni z włączonym trybem always-on.
Z kolei w trybach sportowych z aktywnym GPS zegarek ma wytrzymać do 51 godzin w trybie biegów przełajowych lub do 44 godzin w trybie rowerowym (rzeczywisty wynik zależy m.in. od użycia GPS, ekranu, powiadomień i temperatury).
Tak wyglądają deklaracje, a jak jest w praktyce? Wyniki są naprawdę imponujące – bez problemu uzyskałam około 10 dni pracy przy wszystkich pomiarach, sporadycznej aktywności oraz dość intensywnych powiadomieniach ze smartwatcha.
Ładowanie odbywa się bezprzewodowo, za pomocą dołączonej do zestawu magnetycznej podstawki z kablem z wtyczką USB-A. Pełne naładowanie zajmuje około 90 minut.
Tak wygląda specyfikacja techniczna nowego smartwatcha Huawei:
| Parametry | Szczegóły |
|---|---|
| Wymiary | 45,6 × 45,6 × 11,25 mm |
| Waga | około 55,5 g, bez paska |
| Budowa | koperta ze stopu tytanu, szafirowe szkło |
| Pasek | fluoroelastomerowy; warianty: żółtozielony, zielony, czarny obwód nadgarstka 140–210 mm |
| Ekran | kolorowy AMOLED 1,47 cala 466 × 466 pikseli, 317 ppi maksymalna jasność do 3000 nitów |
| Czujniki | akcelerometr, żyroskop, magnetometr, optyczny czujnik tętna, barometr, czujnik temperatury, światła otoczenia, EKG i czujnik głębokości; wbudowany głośnik i mikrofon, obsługa rozmów Bluetooth |
| Łączność | Bluetooth 6.0, NFC, GNSS |
| Systemy satelitarne | GPS (L1+L5), BeiDou (B1I+B1C+B2a), Galileo (E1+E5a), QZSS (L1+L5), NavIC, GLONASS |
| Wodoodporność | 5 ATM, IP69; zgodność z EN13319 i możliwość używania zegarka do 40 metrów |
| Ładowanie | bezprzewodowe |
| Czas pracy | do 21 dni – przy lekkim użyciu do 12 dni – typowo, do 7 dni – z Always On Display, do 51 godzin – z GPS, w trybie biegów przełajowych |
| Kompatybilność | Android 9.0 lub nowszy, iOS 13.0 lub nowszy |
| Zawartość zestawu | Zegarek, podstawka ładująca z przewodem, skrócona instrukcja i informacje dotyczące bezpieczeństwa |
HUAWEI Watch GT 7 Pro (46 mm) trafił do sprzedaży w Polsce 2 września 2026 roku z rekomendowaną ceną detaliczną 1699 zł. W ramach oferty premierowej, obowiązującej od 2 września do 18 października 2026 roku, wszystkie warianty kolorystyczne są tańsze o 200 zł, co oznacza, że Watch GT 7 Pro może być wasz za 1499 zł. I muszę przyznać, że jest to naprawdę rozsądna cena.
HUAWEI nie próbuje konkurować z zegarkami Apple czy Galaxy Watch od Samsunga w kwestii ekosystemu lub liczby aplikacji. Zamiast tego stawia na to, w czym od lat jest najlepszy: jakość wykonania, wyjątkowo jasny ekran, bezkonkurencyjną żywotność baterii oraz bardzo dopracowane funkcje sportowe i zdrowotne.
Watch GT 7 Pro to zegarek dla osób, które aktywnie trenują na zewnątrz i oczekują szczegółowego monitorowania zdrowia. Polubicie go też za solidną budowę i jakość wykonania, wygodę oraz niezawodne działanie w każdych warunkach. A przede wszystkim za to, jak łatwo przy nim zapomnieć o ładowarce…
Czy HUAWEI Watch GT 7 Pro to najlepszy smartwatch sportowy do 1500 złotych? W tej cenie trudno o równie kompletny zegarek, choć trzeba mieć świadomość, że pod względem eSIM, aplikacji, map oraz funkcji smart jest mniej rozwinięty niż bezpośrednia konkurencja.
Źródło: własne, HUAWEI. Zdjęcie otwierające: Jolanta Szczepaniak / Android.com.pl
Artykuł Recenzja HUAWEI Watch GT 7 Pro. Smartwatch, z którym zapomnisz o ładowarce pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Koniec wsparcia dla starszych smartwatchy Samsung Galaxy. Dla wielu to będzie cios pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Samsung kończy wsparcie dla dwóch popularnych smartwatchy. Galaxy Watch4 i Galaxy Watch4 Classic zniknęły z listy urządzeń objętych aktualizacjami bezpieczeństwa, więc ich użytkownicy nie otrzymają już kolejnych poprawek systemowych. Tym samym dobiega końca około pięcioletni okres wsparcia zegarków, które dalej mogą być w użyciu przez wiele osób.
Zmiana pojawiła się w najnowszym zestawieniu urządzeń Samsunga objętych regularnymi poprawkami bezpieczeństwa. Galaxy Watch4 oraz Galaxy Watch4 Classic nie znajdują się już na liście modeli aktualizowanych kwartalnie.
One UI Watch 8 pozostanie więc ostatnią dużą wersją oprogramowania dostępną dla tej generacji, a producent nie planuje również dalszego dostarczania standardowych łatek bezpieczeństwa.
Ostatnia aktualizacja dla Galaxy Watch4 została udostępniona w sierpniu 2026 r. Zegarki były więc wspierane przez około pięć lat od swojej premiery.
Seria Galaxy Watch4 zadebiutowała w sierpniu 2021 r. i miała szczególne znaczenie w historii urządzeń Samsunga. Była bowiem pierwszą generacją zegarków Galaxy, która porzuciła system Tizen na rzecz platformy Wear OS, rozwijanej wspólnie przez Google i Samsunga. Fabrycznie urządzenia korzystały z Wear OS 3 oraz nakładki One UI Watch 3.
Przeczytaj też: Jak włączyć tryb incognito i jak zrobić to na telefonie
Zakończenie wsparcia nie wynika wyłącznie z możliwości zastosowanego procesora. Na liście wspieranych urządzeń pozostaje między innymi Galaxy Watch FE, który pod względem technicznym jest bardzo blisko spokrewniony z podstawowym Galaxy Watch4.
Oba modele korzystają z układu Exynos W920, 1,5 GB RAM i 16 GB pamięci wewnętrznej. Ten sam procesor znalazł się także w serii Galaxy Watch5, która nadal ma otrzymywać poprawki bezpieczeństwa.
Decyzja Samsunga jest więc przede wszystkim związana z zakończeniem przewidzianego okresu wsparcia dla konkretnej generacji. Galaxy Watch4 i Watch4 Classic trafiły do sprzedaży pod koniec sierpnia 2021 r.
Pięcioletni cykl nie odbiega przy tym od obecnej polityki producenta wobec smartwatchy. Samsung przewiduje podobny okres aktualizacji także dla swoich najnowszych zegarków. Dla właścicieli Galaxy Watch4 oznacza to jednak, że urządzenia mogą nadal działać normalnie, lecz już bez kolejnych poprawek bezpieczeństwa i zmian systemowych.
Źródło: GSMArena. Zdjęcie otwierające: Łukasz Pająk / Android.com.pl
Artykuł Koniec wsparcia dla starszych smartwatchy Samsung Galaxy. Dla wielu to będzie cios pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Google porządkuje Zdjęcia. Nowy przycisk zmieni wygląd galerii pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Google pracuje nad kolejną zmianą w aplikacji Zdjęcia. Nowa opcja ma pozwolić wyłączyć automatyczne powiększanie wybranych zdjęć i filmów, dzięki czemu siatka na ekranie głównym będzie bardziej jednolita, a wszystkie miniatury zachowają ten sam rozmiar.
Zmiana pojawiła się w wersji 7.92.0 Zdjęć Google. Redakcja Android Authority uruchomiła ukrytą obecnie opcję „Feature photos”, która pozwala aplikacji wyróżniać wybrane zdjęcia i filmy poprzez wyświetlanie ich w większym rozmiarze niż pozostałe elementy siatki.
Według opisu Google funkcja ma automatycznie eksponować ważniejsze momenty w bibliotece. Nowy przełącznik pozwoliłby jednak całkowicie wyłączyć takie wyróżnienia i zachować bardziej jednolity wygląd galerii.
Przeczytaj też: Jak przenieść dane z telefonu na telefon na Androidzie? Prosty poradnik
Obecnie można wybierać pomiędzy kilkoma sposobami wyświetlania biblioteki – m.in. układem Comfortable oraz widokami Day i Month. W dwóch ostatnich część zdjęć lub filmów może być prezentowana w większym formacie niż pozostałe materiały.
Po wyłączeniu funkcji „Feature photos” wszystkie elementy w takich widokach zachowują bardziej zbliżone rozmiary. Efektem jest prostsza i bardziej regularna siatka, bez automatycznie wyróżnianych fotografii.
Na razie przełącznik nie wpływa na układ Comfortable. Nie wiadomo jednak, czy jest to docelowe ograniczenie, czy jedynie efekt wczesnego etapu prac nad funkcją.
Nowość została odkryta podczas analizy pliku APK, a więc nie jest jeszcze dostępna dla wszystkich użytkowników. Choć funkcja działa już w testowej wersji aplikacji, nie ma gwarancji, że Google zdecyduje się na jej publiczne udostępnienie.
Źródło: Android Authority. Zdjęcie otwierające: sdx15 / Adobe Stock
Artykuł Google porządkuje Zdjęcia. Nowy przycisk zmieni wygląd galerii pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Artykuł Najnowszy film od DC już w HBO Max. Wystarczyły dwa miesiące od kinowej premiery pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>Czasami na transfer filmu z sal kinowych do świata streamingu trzeba czekać kilka długich miesięcy. Innym razem 10 tygodni, aby dystrybutor zdecydował się ukrócić męki danej produkcji i od razu wrzucić ją do VOD. Ta druga ścieżka spotkała Supergirl, czyli najnowszy film DC.
Nie tak dawno chwaliliśmy Latarnie, czyli nowy serial DC, który znajdziecie na HBO Max. Dokładnie dziś (tj. 10 września) popularny serwis streamingowy wzmocni inna nowość od DC Studios. Tym razem będzie to jednak film, który jeszcze niedawno mogliśmy oglądać w kinach.
No właśnie – Supergirl (bo o tej produkcji mowa) zadebiutowała na wielkim ekranie 26 czerwca, a już 10 września stanowi pełnoprawną część biblioteki filmowej HBO Max. Powód tak szybkiego transferu z kina do streamingu (10 tygodni) jest całkowicie jasny. Są to… bardzo słabe recenzje i brak rentowności.
Supergirl przy budżecie wynoszącym około 186 milionów dolarów zarobiła „zaledwie” 126,4 miliona dolarów. Do tego dochodzą niskie noty wśród widzów i krytyków. W polskim Filmwebie produkcja od DC została oceniona na 5,4/10, w IMDb jest to 5,8/10, a w Rotten Tomatoes 53/100.
Przeczytaj także: Jak wyłączyć aktywność na IG? Prosta instrukcja
Niemniej, jeśli nie mieliście okazji zmierzyć się z Supergirl na wielkim ekranie – już teraz możecie nadrobić zaległość na HBO Max. Film trwa niespełna dwie godziny, więc dla wyjadaczy superbohaterskiego kina nie powinno to stanowić większego problemu.
Akcja filmu rozgrywa się głównie w kosmosie, z dala od Ziemi. Główną bohaterką jest Kara Zor-El. W przeciwieństwie do swojego kuzyna Supermana, Kara wyrosła na odłamku zniszczonego Kryptonu, gdzie przez lata patrzyła na śmierć i cierpienie swoich bliskich.
W głównej roli zobaczymy Milly Alcock znaną, chociażby z Rodu smoka. U boku australijskiej aktorki wystąpili także Jason Momoa, Matthias Schoenaerts oraz Eve Ridley. Za reżyserię odpowiada natomiast Craig Gillespie, dla którego był to niezbyt udany debiut w kinie superbohaterskim.
Przeczytaj także: Jaki telewizor 65 cali kupić? Ranking Smart TV wartych uwagi
W tym miejscu warto podkreślić, że Supergirl jest od dziś stałą częścią biblioteki HBO Max, ale film możecie również wypożyczyć lub wykupić w innych serwisach streamingowych. To między innymi Amazon Prime Video, Player czy Canal+ Online.
Źródło: Informacja praswa, opracowanie własne. Zdjęcie otwierające: Warner Bros. Pictures / materiały prasowe
Artykuł Najnowszy film od DC już w HBO Max. Wystarczyły dwa miesiące od kinowej premiery pochodzi z serwisu ANDROID.COM.PL - społeczność entuzjastów technologii.
]]>