Dom rodzinny. Babcia z dziadkiem (rodzice mojej mamy), przyjechali do Jaworzyny po wojnie, w 1946 r. Pochodzili z okolic Oświęcimia. Dziadek pracował na kolei, a babcia w cukrowni. Ojciec mojego taty urodził się terenie dzisiejszej Ukrainy (był Polakiem). W czasie II wojny światowej był wywieziony na Sybir. Na szczęście udało mu się stamtąd powrócić. A po wojnie został przesiedlony na zachodnie ziemie odzyskane. Natomiast druga babcia pochodziła z Górnego Śląska.
Dzieciństwo jednak związane jest z babcią i dziadkiem ze strony mamy. To u nich mieszkaliśmy do czasu ukończenia przez mnie szkoły podstawowej. Początek podstawówki to akurat stan wojenny. Wszystko więc wystane w długich kolejkach lub załatwione, a nawet z odzysku (po kimś). Taką rodzinną, świecką tradycją było stanie w kolejkach. Do dzisiaj pamiętam moje powroty ze szkoły i głos babci:
– Jedz szybciutko obiad i leć do pawilonu, dziadek zajął już kolejkę.
– Babciu, ale ja się umówiła już z dziewczynami.
– Oj, nie marudź, tylko jesz i idź, kawa ma dzisiaj podobno być.
Na szczęście przymus stania w kolejce miały również i moje koleżanki, więc można było w tym czasie omówić wszystkie ważne sprawy.
Mimo to podstawówka jest najlepiej wspominanym przeze mnie czasem. Podobnie jak dzisiaj, już wtedy zalewała nas chińszczyzna. Kupowało się chińskie piórniki, gumki do mazania (które nie wymazywały, ale za to ładnie pachniały), chińskie ołówki, pierwsze chińskie pióra, do tego chiński atrament, a nawet chińskie tenisówki. Oczywiście wszystko to wystane w kilometrowej kolejce w trzecim pawilonie lub księgarni.
W szkole już umawialiśmy się co będziemy robić po południu i gdzie się spotkamy (przecież nie było wtedy telefonów i Internetu z portalami społecznościowymi). Tajne informacje przekazywaliśmy na kartce z ławki na ławkę, tak żeby wychowawczyni przypadkiem nie zobaczyła. Spotykaliśmy się po obiedzie całą grupą. Bawiliśmy się w podchody po całej Jaworzynie, a nawet okolicznych polach. Znaliśmy wszystkie podwórka i każdy kąt, tajne przejścia i skróty. Przednia zabawa trwała zawsze do wieczora, gdy głośne nawoływania rodziców zmuszały nas do powrotów. czasami tylko naszymi błagalnymi słowami: „Mamo, jeszcze 15 minut”, próbowaliśmy wpłynąć na zmianę ich decyzji.
Pamiętam jak wiele lat temu na skrzyżowaniu ulic Kościuszki i Żymierskiego (dzisiaj Jana Pawła II), stał pomnik przyrody. Była to wierzba płacząca dosyć sporych rozmiarów. Niestety, pewnego dnia podczas burzy złamała się od uderzenia pioruna. Dopóki nie została usunięta wszystkie dzieciaki z okolicy miały świetną zabawę. Wśród jej gałęzi i zwisających witek każdy znalazł dla siebie kryjówkę. Mówiliśmy, że jest to nasza „jaworzyńska dżungla”.
Dzisiejszy sklep „Biedronka” to kiedyś Kolejowy Dom Kultury. Przy nim istniał zespół taneczny. Przez kilka lat i ja miałam przyjemność należeć do niego. To też był miły czas, bo wyjeżdżaliśmy na różnego rodzaju występy i przeglądy zespołów. A chwile spędzone na wspólnych próbach, wygłupy, drobne sprzeczki, w przerwie prób gra w piłkarzyki oraz te wszystkie wyjazdy to dla mnie dziś cudowne wspomnienia.
Mieszczące się przy dzisiejszym gimnazjum boisko „Orlik” do piłki nożnej i koszykówki, kiedyś nie wyglądało tak ładnie. Ale mimo wszystko było miejscem, gdzie z koleżankami spędzałyśmy czas. Starsze chłopaki na boisku grali w piłkę, a my płeć piękna, to wisząc, to siedząc na przyrządach gimnastycznych debatowałyśmy godzinami o otaczającej nas rzeczywistości.
Jednym z takich miejsc, które również często odwiedzałam była biblioteka przy SOK „Karolina”. W tamtych latach z powodu braku Internetu i lepszych książek typu encyklopedia, jedynym źródłem aby napisać referat do szkoły były książki w bibliotece. Na nasze szczęście Panie bibliotekarki były bardzo pomocne i przy ich wsparciu powstawały prace domowe godne ocen piątkowych. Dzisiaj zapewne miałybyśmy dużo prościej: laptop, wyszukiwarka google, kopiuj, wklej, drukuj i gotowe. Ale może dzięki temu nie mam problemu z napisaniem tych wspomnień.
Pierwsze trzy lata podstawówki chodziłam do ul. Mickiewicza, a od czwartej do ósmej klasy do dzisiejszego gimnazjum. Wtedy droga z ul. Ekerta do szkoły „za mostem” wydawała mi się strasznie długa. Ale do dzisiaj pamiętam osobę, którą często wtedy spotykałam. Byl to pan Florian Nieradka, bardzo miły, sympatyczny i zawsze uśmiechnięty człowiek. W czasie wojny uczestniczył w walkach na Monte Cassico. Spacerował zawsze ze swoim pieskiem. Gdy spotykał mnie i moją koleżankę mówił, że Pimpkowi (pieskowi) śniło się dzisiaj, że dostałyśmy po dwie piątki. Cieszyłyśmy się myśląc, ze to prawda. Ale jakże lżej szło się do szkoły mając taką informację.
Powroty ze szkoły trwały zawsze dłużej. Bo przecież jak było ciepło wstępowało się na lody włoskie. A ze szkoły było blisko, na rogu Wolności i Mickiewicza gdzie dzisiaj stoi kwiaciarnia. Bądź też wędrowało się zaliczając po drodze wszystkie znajome kąty. Wstępowało się do koleżanki żeby przedyskutować szkolne „afery” i wydarzenia. Trzeba było posłuchać muzyki (cudem nagranej z audycji radiowych) z pierwszych magnetofonów kasetowych typu „Kasprzak”.
Dodam tylko, że po ukończeniu szkoły podstawowej wyjechałam z Jaworzyny. Lata szkoły średniej i pierwszej pracy spędziłam we Wrocławiu. Jednak po latach wróciłam do swojej małej Ojczyzny już jako mężatka. Dzisiaj moje dzieci tworzą tutaj swoją własną historię życia. A ja dokładam do nich moją cegiełkę.
Tu zakończyłabym moją wycieczkę do przeszłości. Miło było wrócić do czasów dzieciństwa. Bo przecież były to lata największej swobody i beztroski. A wspomnień tyle, że nie sposób wszystko przelać na papier.
K. Bielińska
Wspomnienia nadesłane na konkurs „Moje wspomnienie związane z Gminą Jaworzyna Śląska”. 2014 rok.
]]>Na szczęście dzieci szybko rosły, więc i ja szybko mogłam pójść do zwyczajnej pracy. Niestety wtedy jeszcze nie było takich przepisów, aby jakikolwiek zakład czekał aż kobieta odchowa dzieci. Pracy musiałam szukać od początku. Los szybko się do mnie uśmiechnął i znalazłam pracę na budowie. Na początku tylko sprzątałam. Dbałam, aby wszystko było na swoim miejscu – śruby w skrzynce ze śrubami, młotki z młotkami, a kielnie w pobliżu murarzy, a plac budowy był czysty. Początki nie były trudne, bo akurat przypadły na etap stawiania murowanych śmietników. Kiedy jednak pozyskałam zaufanie majstra dzięki rzetelnej pracy zaczęłam pracować przy betoniarce.
Po tuzinach postawionych śmietników przyszedł czas na wielkie zlecenie. Kapitalny remont kina w Jaworzynie Śląskiej. Wszystko do wymiany, nowe kafle, ogrzewanie. W tedy każdy mógł zrobić na budowie to, czego wymagał od niego majster. Podczas tego remontu bardzo często zdarzało znajdować się cenne przedmioty w ścianach. Najczęściej zamurowane były sztućce. Mój kolega Tadek jednak miał nosa do znajdowania nie sztućców czy zegarów, a starego wina. Wino miało postać galarety, którą trzeba było ciąć w kosteczki. Niewielka ilość tych kosteczek wystarczyła, aby rosły chłop nie potrafił iść prosto, a skutki czuł nawet następnego dnia. Po skończeniu remontu kina, przyjechała komisja, aż z Warszawy. Zabrali wszystko, co zostało znalezione podczas remontu, wszystkie zegarki, biżuterię i tajemniczą walizkę, która została odnaleziona na strychu. Moja praca jednak przy kinie raczej ograniczała się do pomocy murarzy. Robiłam i podawałam zaprawę, murarze zawsze cenili solidnych pomocników, dlatego też zawszę dobrze mi się z nimi pracowało. Po zakończeniu pracy i wielkiej wizytacji komisji z Warszawy, zostałam przydzielona do sprzątania budynku, byłam niestety jedyną kobietą na placu budowy i to na moich barkach spoczęła odpowiedzialność za wysprzątanie całego budynku. Wszystko musiało być na glanc inaczej majster nie wziąłby mnie na następną budowę. Każde okno, żeberko w grzejniku, każda kafelka, wszystko musiało być czyściuteńkie. Kiedy uporałam się z domywaniem wszystkiego, kazano pomóc przy wywozie gruzu z placu budowy? Gruz był wywożony na pobliską Żwirownie. Za pozbycie się gruzu odpowiadałam ja i jeszcze jeden facet. Nie pamiętam jego imienia. Podczas ostatniego załadunku poprosił mnie abym to ja pojechała na naczepie. Zgodziłam się i gdy już mieliśmy wyjeżdżać, usłyszałam jak mężczyzna składa sobie przysięgę. „Już nigdy nie wezmę tej łopaty do ręki”. Po powrocie okazało się, że ten mężczyzna nie żyje. Lekaż orzekł zawał, a ciało tego człowieka zostało wyniesione na nowiuteńkich drzwiach od Kina.
Mimo takiego dramatycznego zakończenia mojej pracy przy remoncie kina, nie porzuciłam budowlanki i nadal pracowałam z tym samym majstrem w różnych okolicznych miastach. Po kinie w Jaworzynie przyszedł czas na podstację w Kuźnikach, Jaworniku, Szczawinku, później jeszcze był szpital na Wiśniowej we Wrocławiu.
Magal
Wspomnienia nadesłane na konkurs „Moje wspomnienie związane z Gminą Jaworzyna Śląska”. 2014 rok.
]]>
WITKÓW / niem. WITTCHINDORF, WICKENDORF, WIRKENDORF/, leży 7 km na płn. Zach. Od Świdnicy, najwyższe wzniesienia – 247 i 256,5 m npm.
Wieś wzmiankowana w 1392 pod nazwą WITTCHINDORF. W 1534 Witków należał do Servatiusa von Scvhindel, który w 1548 przewodniczył sądowi wyższemu, regulował urbarze i nadzorował rękodzielników. Od 1548 wieś należała do Balzara i Abrahama von Schindel. Po nich następują: Daniel, w 1568 Samuel,1587 Wenzel, w 1594 Daniel i 1624 Hans von Schindel, w 1650 Sebastian von Zedlitz, w 1694 baron Hans Heinrich von Nimptsch, który kupił tu słodownię, browar, rzeźnię i piekarnię. W 1733 właścicielem Witkowa był hrabia Franz Julius von Nimptsch na Konarach, w 1734 jego spadkobierca, od którego wieś kupił sędzia dworski i burmistrz Świdnicy Gotfried von Kohler, po czym pozostawił ją synowi Karolowi von Kohlerowi.
Witków ucierpiał znacznie w czasie wojny 30-to letniej. Około 1785 wieś liczyła 283 mieszkańców, a w tym: 13 rolników, 35 ogrodników, 5 chałupników. W roku 18886 Witków należał do obwodu urzędowego Stary Jawornik, gdzie była poczta i urząd stanu cywilnego. W tym czasie liczba mieszkańców osiągnęła 502. Był tu wiatrak i szkoła założona w 1880 z 1 nauczycielem i 73 uczniami. Około 1910 Witków liczył 446 mieszkańców. Od 1882 Witków był samodzielną parafią ewangelicką.
]]>
PIOTROWICE /niem. PETERWITZ, PITERWITZ, PETERSDORF/ leżą 11 km na północ Świdnicy i 3,5 km na płn. wsch. Od Jaworzyny Śląskiej, najwyższe wzniesienia, 198, 209 i 216 m npm.
Piotrowice mają genezę słowiańską, a nazwę zawdzięczają swojemu właścicielowi Piotrowi Włostowi, do którego należały ok. roku 1110. W latach 1198/1201 biskup JAROSLAW z Wrocławia przekazał wieś Piotrowice parafii w Pożarzysku. 27 czerwca 1266 proboszcz kościoła Bożego Ciała w Piotrowicach, GERARD, został przedstawiony przez księcia Henryka III biskupowi TOMASZOWI /1232-1268/ z Wrocławia, jako kandydat do nieobsadzonego kościoła parafialnego w Świdnicy. Niektórzy badacze uważają, że w tym okresie mógł być wybudowany kościół. W 1335, w rejestrze dziesięcin nuncjusza GALKARDUSA wzmiankowany był kościół we wsi Piotrowice należący do Świdnicy. W 1554 archidiakon wrocławski zmienił prawo patronackie nad kościołem w Piotrowicach, odbierając je Jaroszowowi na rzecz Pastuchowa.
Przed rokiem 1500 Piotrowice należały do Ulricha /?/ von Liebethal, którego żona zmarła w 1500. Nagrobki obojga znajdują się w Piotrowickim kościele. W 1524 właścicielem wsi był młody szlachcic Niklas von Affe, członek polubownej komisji do pogodzenia spierających się w latach 1522 i 1524 rady Świdnicy i gminy. W 1536 właścicielem był Niklas von Reibnitz, w 1548 George von Reibnitz, a obok niego wymieniany jest równocześnie Christoph von Gotsch tj. Schaffgotsch, a od 1550 Leonhard von Gellhorn. Piotrowice podzielone były na dwa folwarki, z których większy posiadali zdaje się Reibnitzowie. Georg von Reibnitz w 1571 /nagrobek od zakrystii w kościele/, nazywano go również Jurge Reibnitz von Piterwitz. Po nim w latach 1568-1594 nastąpił Jacob von Zedlitz Nimmersatt /Świdnik/, z domu Maiwaldau, człowiek bardzo ceniony. Cesarz Rudolf II nadał mu gród Bolków, który w jego rodzinie pozostał do 1703, otrzymał też Kaczorów koło Bolkowa. Jemu przypisuje się budowę zamku w Piotrowicach w latach 1590-1598. Zmarł 9 grudnia 1601, a w północnej ścianie kościoła zachowały się płyty nagrobne jego i jego żony, przypuszczalnie miał sam sobie ufundować grób. Od 1610 jako właściciel Piotrowic wymieniany jest Nikolaus von Reibnitz, ale równocześnie, bo od 1601 do 1616, wdowa Barbara von Gotesch z domu Schwarzbach, jako dożywotnia Pani na Piotrowicach. Musiała ona umrzeć bezdzietnie, gdyż po niej dziedziczyłLadislaus von Zedlitz, rycerz zakonu joannitów, komtur w Strzegomiu, Lwówku, Złotoryi i Dzierżoniowie, radca cesarski. Z powodu różnorakich zasług dla Śląska został podwyższony do godności barona mając w swoim herbie podwójny hełm z dwugłowym orłem. Ten herb wraz z herbem jego przodka, Jacoba von Zedlitza zostały umieszczone nad wejściem do zamku. Ladislaus niedługo jednak władał Piotrowicami, gdyż zmarł w 1617 i od początku 1618 lub 1619, dziedzicem był Abram /Abraham/ von Zedlitz Nimmersat, baron na Bolkowie i Kaczorowie, jednak ten również zszedł w 1620. Dwaj ostatni byli zapewne braćmi bądź bliskimi krewnymi Jacoba von Zedlitz.
W 1620 Piotrowice należały do Sigismunda von Nostitza Zieberdorf na Proszkowicach, który w 1622 kupił od Christopha von Zedlitza Łażany i Żarów i ożenił się z Ewą von Bibran. Zmarł 18 grudnia 1641 i został pochowany w miejscu zamieszkania tj. w Łażanach. Jego syn Sigismund von Nostitz odziedziczył po ojcu dobra Łażany, Piotrowice, Żarów i Proszkowice. Był on właścicielem królewskiego sądu w Świdnicy. W roku 1648 przybyła do Piotrowic Barbara von Ratschin ur. W Bischowsheim. Ta sama w roku 1635 wraz z mężem Heinrichem von Ratschin musiała opuścić swoje dobra w hrabstwie kłodzkim, z powodu zawieruchy wojennej i prześladowań religijnych i uciekać do Prus. W 1640 zmarł jej mąż, a tuż po tym przyszła na 1)iat ich córka. Z trojgiem dzieci przybyła do Piotrowic, a jej najmłodsza córka Barbara została dziedziczką wsi, wychodząc w 1658 za mąż za wspomnianego wyżej Sigismunda von Nostitz. Szczęśliwe małżeństwo, z którego przyszło na świat dwóch synów i jedna córka, zostało niebawem przerwane morderczą ręką. Otóż sąsiadem Nostitza był von Mesenau z Przyłęgowa i Borzygniewa. Zachodziły między nimi różne waśnie. Powodem ich była mięin. Droga leżąca na terenie von Mesenau, którą Nostitz jeździł do Łażan i Proszkowic, a drugiej strony polowania urządzane przez von Mesenau, a przynoszące szkody na terenach Nostitza. Polubowne próby zażegnania sporu zakończyły się fiaskiem i sąsiedzi nadal szkodzili sobie wzajemnie. Ponieważ szkody z polowań były dotkliwsze, Nostitz zareagował pierwszy, zabijając psa myśliwskiego należącego do Mesenau. Ten postanowił wziąć srogi rewanż. 17 lipca 1663, gdy Nostitz z żoną i dwojgiem dzieci jechał do Wrocławia, został napadnięty pod Borzygniewem przez Mesenau. Stangret i foryś karety otrzymali ostry nakaz zatrzymania, a tutejszy właściciel używając obelg, zażądał od Nostitza satysfakcji za swojego psa. Zaskoczony i rozgniewany potwarzami Nostitz sięgnął po pistolet i wystrzelił, ale chybił. W odpowiedzi von Mesenau dał znak swojemu człowiekowi ukrytemu w ostatnim ogrodzie w Borzygniewie, a ten strzelił raniąc śmiertelnie Nostitza, który padłszy trupem na kolana przerażonej żony, został odwieziony do Piotrowic. Trzy lata później Caspar von Zedlitz na Tiefbarze, Tłumaczowie i Lubachowie, poślubił 26 letnią wdowę Barbarę von Nostitz i wraz z bratem objął opiekę nad jej dziećmi: Heleną, Barbarą i Ottonem Sigismundem von Nostitzem i wspólnie władali łażańskimi dobrami. Jego żona zmarła 20 marca 1671 i została pochowana w Łażanach. Po osiągnięciu dojrzałości, Otto Sigismund Nostitz, posiadł w 1694 ojcowskie dobra: Piotrowice, Zarów i Łażany. Proszkowice zostały zamienione na Mieczków, Pielaszkowice, Jańczów i Sokolniki, należące wcześniej do von Rechenberga. Do tych dóbr dołączył jeszcze lenno saksońskie Holzkirch, wykupione na własność. Ożenił się z Barbarą von Seyer Thoss. Zmarł w 1703 i został pochowany w Łażanach, a jego żona w Świdnicy. Spadek przejął ich jedyny syn Carl Gottlieb von Nostitz, ur. 27 października 1690, który w październiku 1716 pojął za żonę Beatę Abigail von Siegroth Schlawikau /Sławków/ z domu Muhlratschutz. Był on szambelanem króla Polski i księcia Saksonii oraz głównym poborcą podatkowym księstwa świdnickiego i został podwyższony do godności barona. Wybudował pałac w Łażanach i zmarł bezdzietnie w 1741, kończąc jedną linię rodu Nostitzów. Wdowa Beata Abigail wyszła za mąż 15 sierpnia 1745 za bohatera, marszałka polnego Wilhelma Diettricha von Buddenbrok, który z powodu zasług w długoletniej służbie pokojowej i wojennej, wyróżniony został przez króla Fryderyka II Wielkiego tytułami: Rycerza Orderu Czarnego Orła, Guwernera Miasta i Twierdzy Wrocław, Proboszcza Szlachetnego Założenia św. Wolfganga w Soest w Westfalii i wieloma innymi. W długim i burzliwym życiu służył on wiernie trzem królom, biorąc, do późnej starości, udział w wielu zwycięskich bitwach wojen śląskich, jak np. pod Dobromierzem. Zmarł 28 marca 1757, a 31 marca został pochowany w Piotrowicach. Był on dobroczyńcą biednych, przekazał kapitał z talarów Rzeszy na szpital dla potrzebujących w łażańskich dobrach. Wdowa po nim, feldmarszałkowi von Buddenbrok zmarła w pałacu łażańskim 26 lipca 1770, w wieku 70 lat i 31 lipca spoczęła u boku ostatniego męża. Zgodnie z testamentem dobra podzielono, i tak Mieczków, Pielaszkowice, Jańczów i Sokoniki, zostały przy jej pasierbie generale – lejtnancie von Buddenbrok, szefie królewskiego korpusu kadetów w Berlinie, a Piotrowice, Łażany, Żarów i Beatenwald, ze wszystkimi przyległościami przypadły obu najstarszym hrabiom von Burghaus. Kiedy zostali oni pełnoletnimi, samodzielnym dziedzicem łażańskich dóbr został w 1775 starszy z nich, hrabia Rzeszy Niklas August Wilhelm von Burghaus ur. 14 czerwca 1750. Był on pod wieloma względami postacią wybitną. Założył Śląskie Towarzystwo Ekonomiczno-Patriotyczne, działające jeszcze w XIX w. Zbudował pierwszy na Śląsku most żelazny w 1796 spinający brzegi Strzegomki, zainicjował budowę długiego kanału wodnego, dając przy tym na dłuższy czas zatrudnienie dla ogromnej liczby ludności. Jemu zawdzięczała gmina Łażany zgrabny budynek szkolny, jego dobroczynność odczuł też kościół w Piotrowicach. Przed śmiercią przeznaczył 1000 talarów Rzeszy z postanowieniem, że w każdą rocznicę jego śmierci, będzie się przeznaczać wyprawki w wysokości 50 talarów dla zacnych, pozbawionych ojców i matek dziewcząt. Posiadane dobra podniósł do majoratu /niepodzielności/ , po czym zmarł 4 czerwca 1812 jako rycerz zakonu joannitów, desygnowany komtur von Wittersheim, starosta krajowy, komisarz spraw gruntowych powiatu strzegomskiego, dyrektor Towarzystwa Ekonomiczno-Patriotycznego księstwa świdnickiego. Jago ciało zgodnie z życzeniem zmarłego spoczęło pod pomnikiem w centrum dóbr łażańskich naprzeciw zamku. Po nim dziedziczył młodszy brat, hrabia Rzeszy Niklas Friedrich Ludwig von Burghaus na Kórnicy, major królewski, ur. 16 marca 1754, jednakże zmarł on w tym samym roku co starszy brat i został pochowany w Piotrowicach. Obaj byli bezdzietni, toteż majorat przeszedł na ich krewnego hrabiego Rzeszy Friedricha von Burghausa, królewskiego szambelana dworu, prezydenta Towarzystwa Ekonomiczno-Patriotycznego, dyrektora /starosty/ krajowego księstwa świdnickiego i jaworskiego, rycerza czerwonego orderu orła 3 klasy i innych jeszcze zasług, ur. 26 października 1796. Wybudował on w 1824 folwark na północny zachód od Piotrowic, przy Rodelandzie i nadał mu nazwę Fridrichsrode. Zyski z tego folwarku miały służyć wyposażeniu osieroconych dziewcząt, a zatem na Polku działalności dobroczynnej, Friedrich von Burghaus dorównywał swoim poprzednikom. Jego żoną była Hrabina Adelheid Henkel von Donnersmark.
Około roku 1785 w Piotrowicach żyło 390 mieszkańców, a wtym: 10 rolników, 34 ogrodników, 6 chałupników. We wsi był kościół katolicki /filia Śmiałowic/, kościół ewangelicki, mieszkanie kaznodziei, szkoła ewangelicka i dwa folwarki. Około roku 1886 Piotrowice tworzyły obwód urzędowy, do którego należała wieś i dominium Piotrowice oraz Nowice. Liczba mieszkańców wzrosła do 1341; w większości zatrudnieni byli w fabrykach Żarowa i Jaworzyny. Do osady należały dwie cegielnie, w których wyrabiano cegłę szamotową i klinkierową. Na wzniesieniu, na południe od wsi, znajdował się wiatrak. Na Kamiennej Górze stał pomnik ufundowany w 1873 przez hrabiego Burghausa, noszący nazwy wszystkich wojen, w czasie których, przez teren gminy piotrowickiej maszerowały wojska, a więc 1864, 1866 i 1870/71. Na miejscu starego ewangelickiego kościoła, w 1885 stanął, ok. 7 m wysokości, pomnik piaskowcowy z wizerunkiem hrabiego Burghausa.
]]>
Pastuchów (niem. PUSCHKAU) leży 13 km na północ od Świdnicy, 4km od Jaworzyny Śl., najwyższe wzniesienia, 210,1 i 214m npm.
1149/1150 biskup WALTER z Wrocławia ustanowił dziesięciny dla klasztoru na Piasku we Wrocławiu , wśród których wymieniony był Pastuchów. 12 lipca 1313 książę BERNARD świdnicki podarował swemu szczerze oddanemu słudze KONRADOWI von MOGES, wsie należące do parafii kościoła św. Barbary w Pastuchowie. 14 czerwca 1376 kościół w Pastuchowie, podległy Świdnicy, był wymieniany przez kardynała Jana od św. Marka.
Pastuchów był siedzibą rodu Mulheim, której członkowie od niemieckiej nazwy wsi /Puschkau/ przyjęli przydomek „Puschke” /również dla „Buschken”/. W roku 1429 wieś była w rękach Kunza i Heinza von Mulheim rodu Puschke. Około 1450 bracia Heinze i Georg Mulheim posiedli w zastaw zamek Grodno. W 1495 jako właściciel Pastuchowa wymieniany był Melchior von Kalkreuth, prawdopodobnie po jego śmierci wieś dzielą na dwie części synowie, Georg, który prowadził urbarze i Kaspar von Kalkreuth, którzy jako właściciele wymieniani byli razem w latach 1548-1579. Każdy z nich posiadał folwark, a drugi żył jeszcze w 1594. W tym roku jako właściciel wymieniony został Sebastian von Kalkreuth, w latach 1607-1610Diprand von Seidlitz, w 1619 Tobias von Kalkreuth i równocześnie Friedrich von Reibnitz / Niemitz?/, w 1650 Sigismund von Gaffron i Friedrich von Niemitz, w 1677 Hannus /Hans/ von der Dahm, w 1704 Hannus, Asam i Daniel, bracia Dahm, w 1733 wieś nabył hrabia Hannus Heinrich von Hochberg = Rohnstock i w jego rodzie pozostawała ona do lutego 1838, po czym przeszła w ręce zasłużonego dla Pastuchowa i regionu radcy handlowego KRAMSTY, który założył tu CUKROWNIĘ i OLEJARNIĘ, co nie przeszkadzało temu, że jeszcze w końcu XIX na jednym z budynków dominium widniał napis „KALKREUTHEREI”.
Około roku 1785 Pastuchów liczył 287 mieszkańców, a w tym: 7 rolników, 29 ogrodników, 8 chałupników. We wsi był kościół katolicki, dom proboszcza, szkoła, 1 folwark i młyn wodny.
W kronice kościelnej Pastuchowa zachowane były nazwiska dwóch duchownych, którzy głosili tu naukę ewangelicką u progu wojny trzydziestoletniej. Byli to Gabriel Luther, który działał jako kaznodzieja 24 lata i jego syn Henryk Luther, który pracował 34 lata, a przyszedł na świat w Pastuchowie.
Z wejściem Prusaków na Śląska i odrodzeniem protestantyzmu w wielu małych miejscowościach powstały szkoły ewangelickie, tak było również w Pastuchowie. Początkowo zajęcia szkolne prowadzono w budynku dworskim, jednak jego nie najlepszy stan i ciągle wzrastająca liczba uczniów spowodowały konieczność budowy szkoły. Nowy lokal powstał w 1826, a jego koszty wyniosły 1020 talarów Rzeszy, 5 srebrnych groszy i 1 feninga. Do budowy zużyto drewna za 255 talarów, 18 srebrnych groszy i 7 feningów, a sumę tę zapłacił hrabia Rzeszy von Hochberg na Książu, pozostałe koszta opłaciła gmina. Do szkoły należał ogród i szopa. Nauczyciel z Pastuchowa w godzinach popołudniowych udawał się do Grunowa, gdzie nauczał w tamtejszej szkole należącej do parafii strzegomskiej.
Około roku 1886 Pastuchów liczył 1030 mieszkańców, posiadał dominium z zamkiem, młyn wodny oraz młyn parowy należący do dominium. Szkoła katolicka z jednym nauczycielem liczyła 125 dzieci, a ewangelicka, również z jednym nauczycielem, 129. Do parafii kościoła katolickiego w Pastuchowie, w którym pochowany był hrabia Hochberg należały: Piotrowice z kościołem filialnym, Żarów, Czechy oraz położone w powiecie strzegomskim: Łażany z kościołem filialnym, Przyłęgów i Grunów. Cmentarzem dla ewangelików dysponowały Piotrowice.
Około roku 1886 Pastuchów był siedzibą obwodu urzędowego, do którego należały: dobro i gmina Pastuchów, Czechy oraz Pasieczna i las fiskalny Pasiecznej /Fiskalischer Zedlitzbusch/.
]]>
13 listopada 2014 r. wszyscy mieszkańcy naszej gminy obchodzą ważną rocznicę. To właśnie w tym dniu mija 60 lat, odkąd weszło w życie Rozporządzenie Rady Ministrów z 7 października 1954 r. o nadaniu Jaworzynie Śląskiej praw miejskich. Pan Eugeniusz Gibała otrzymał nominację na Przewodniczącego Miejskiej Rady narodowej w Jaworzynie Śląskiej, a gmina z wiejskiej stała się miejsko-wiejską. Na placu przy Urzędzie Miejskim odbyła się duża impreza z tej okazji. Razem z Jaworzyną Śląska tego dnia prawa miejskie otrzymały takie miejscowości jak: Brzeg Dolny, Dęblin, Luboń, Niedobczyce, Pionki, Pszów, Radlin, Rumia, Strzemieszyce Wielkie, Świdnik oraz Żarów.
Kilka dni wcześniej, w niedzielę, 9 listopada 2014 r. odbyły się oficjalne obchody 60 rocznicy Nadania Praw Miejskich. Rozpoczęły się one Mszą Świętą w intencji Mieszkańców Gminy, która odprawiona została w Kościele Parafialnym pw. Św. Józefa Oblubieńca NMP w Jaworzynie Śląskiej. Następnie uroczystości przeniosły się na salę wielofunkcyjną na terenie Stadionu Miejskiego. O godzinie 12:30 rozpoczęła się nadzwyczajna Sesja Rady Miejskiej, na którą zaproszono byłych radnych Rady Miejskiej, burmistrzów, naczelników Gminy Jaworzyna Śląska. Podczas przemówień obecny Burmistrz Jaworzyny Śląskiej – Grzegorz Grzegorzewicz oraz Przewodniczący Rady Miejskiej podziękowali wszystkim, którzy w okresie ostatnich kilkudziesięciu lat pracowali na rzecz rozwoju naszej Gminy.
Po zakończeniu części oficjalnej, która zakończyła się toastem za pomyślność mieszkańców i rozwój naszej Gminy, rozpoczęła się część artystyczna. Przed zgromadzoną publicznością zaprezentowały się dzieci i młodzież z Przedszkola Samorządowego w Jaworzynie Śląskiej, Szkoły Podstawowej w Jaworzynie Śląskiej, Samorządowego Ośrodka Kultury i Biblioteki Publicznej, Szkoły Podstawowej w Pastuchowie, Szkoły Podstawowej w Starym Jaworowie, Gimnazjum nr 1 w Jaworzynie Śląskiej, a także jaworzyńscy seniorzy. Tańce, śpiewy, przedstawienie teatralne, kabaret. To wszystko mogli obejrzeć zgromadzeni licznie mieszkańcy i zaproszeni goście. Pomiędzy występami odbyła się także uroczystość wręczenia nagród w konkursach, zorganizowanych przez SOKiBP. 29 laureatów konkursów odebrało z rąk Burmistrza Grzegorza Grzegorzewicza i jego Zastępcy Marka Zawiszy pamiątkowe dyplomy oraz nagrody ufundowane przez Gminę Jaworzyna Śląska.
O godzinie 17:00 rozpoczął się koncert jaworzyńskiego zespołu „Back To The Dreams”, a o godzinie 19:00 o 20:30 odbyły się występy „Kabaretu Skeczów Męczących”. Te ostatnie występy obejrzało łącznie ponad 400 mieszkańców Gminy Jaworzyna Śląska, którym przypadł do gustu program satyryczny kabaretu.
W program obchodów 60 rocznicy Nadania Praw Miejskich wpisały się także II Turniej Wiedzy o Gminie Jaworzyna Śląska, który odbył się 7 listopada 2014 r. oraz Gra Miejska (12 listopada 2014 r.), osadzona w jaworzyńskich realiach II połowy XX wieku, w której wzięło udział ponad 30 zawodników.
Galerie zdjęć z obchodów:
http://www.sokibp.pl/galerie/obchody-60-rocznicy-nadania-praw-miejskich-09-11-2014-r/
http://www.sokibp.pl/galerie/koncert-zespolu-back-to-the-dreams-09-11-2014-r/
http://www.sokibp.pl/galerie/kabaret-skeczow-meczacych-09-11-2014-r/
http://www.sokibp.pl/galerie/gra-miejska-12-11-2014-r/
13 listopada 2014 r. wszyscy mieszkańcy naszej gminy obchodzą ważną rocznicę. To właśnie w tym dniu mija 60 lat, odkąd weszło w życie Rozporządzenie Rady Ministrów z 7 października 1954 r. o nadaniu Jaworzynie Śląskiej praw miejskich. Pan Eugeniusz Gibała otrzymał nominację na Przewodniczącego Miejskiej Rady narodowej w Jaworzynie Śląskiej, a gmina z wiejskiej stała się miejsko-wiejską. Na placu przy Urzędzie Miejskim odbyła się duża impreza z tej okazji. Razem z Jaworzyną Śląska tego dnia prawa miejskie otrzymały takie miejscowości jak: Brzeg Dolny, Dęblin, Luboń, Niedobczyce, Pionki, Pszów, Radlin, Rumia, Strzemieszyce Wielkie, Świdnik oraz Żarów.
Zapraszamy Państwa do podróży w czasie. Jak wyglądała Jaworzyna Śląska 60 lat temu? W Jaworzynie Śląskiej nie było chodników, nawierzchnia ulic wysypana była żwirem. Przez miasto przechodziła tylko jedna droga wybrukowana kostką, tak zwanymi „kocimi łbami”. Ciągnęła się ona od skrzyżowania w Nowym Jaworowie do końca miasta w kierunku Czech, czyli dzisiejszymi ulicami 1 Maja oraz Wolności. Chodniki w Jaworzynie pojawiły się dopiero w kolejnym dziesięcioleciu. Największymi pracodawcami były fabryka porcelany, która w 1954 roku przyjęła nazwę ZPS „Karolina” oraz kolej i gorzelnia. Duża część mieszkańców Gminy pracowała w państwowych gospodarstwach rolnych. W Jaworzynie Śląskiej funkcjonowała jedna szkoła – przy ulicy Mickiewicza. Ośrodek Zdrowia znajdował się przy ulicy Słowackiego. W Jaworzynie Śląskiej funkcjonowała łaźnia kolejowa, z której mieszkańcy mogli nieodpłatnie skorzystać. Było to ważne miejsce, gdyż niewiele mieszkań posiadał o w tamtych czasach łazienki.
Jakie wydarzenia zapadły w pamięć i jakie problemy trapiły mieszkańców Jaworzyny Śląskiej w 1954 roku i towarzyszącej mu dekadzie? 1 kwietnia 1950 roku odbył się pierwszy seans w nowym kinie wiejskim w Jaworzynie Śląskiej. W tym samym roku zakończył się także kurs dla analfabetów, prowadzony przez nauczycielki miejscowej szkoły. Świadectwa ukończenia szkoły podstawowej w zakresie czytania i pisania otrzymało 20 osób. W dworcowej poczekalni na stacji kolejowej panują egipskie ciemności – podróżni czekający na swój pociąg nie mogą nawet przeczytać gazety. Członkowie Koła Sportowego „Kolejarz” w czynie społecznym wybudowali boisko sportowe, które oddano do użytku 12 września 1954 r., z okazji Dnia Kolejarza. Z tej okazji zorganizowano zawody sportowe. W służbie zdrowia nie jest wesoło. Zatrudniająca jedynie dwóch lekarzy przychodnia rejonowa jest czynna w godzinach od 8:00 do 12:00, a pracujący w niej felczer nie jest w stanie obsłużyć wszystkich pacjentów. Do Jaworzyny Śląskiej przybywa kolejowy wagon rentgenowski, w którym prześwietlono około 80% pracowników kolei. Do kraju, także do Jaworzyny Śląskiej napływają repatrianci ze wschodu. Pracownicy kolei zebrali dla nich 913 złotych. W Jaworzynie funkcjonuje Biblioteka Publiczna, która zarejestrowała 380 czytelników. Zbiory biblioteczne wynoszą 1300 tomów. W latach 1954-1963 rodzi się dużo dzieci. Zanotowano aż 2440 urodzeń. Mieszkańcy gminy chętnie zawierają małżeństwa – zawarto ich 819.
Informacje pochodzą z Kroniki Gminy Jaworzyna Śląska.
]]>
Pasieczna (niem. Zedlitz) leży 2,5 km na zachód od Jaworzyny, na 11 km drogi ze Świdnicy do Strzegomia, najwyższe wzniesienie: Winna Góra (Weinberg), 254 M NPM.
Wieś była własnością strzegomskiej komandorii maltańskiej (joannitów – rycerzy szpitalników). Około 1785 Pasieczna liczyła 305 mieszkańców, a w tym 15 rolników, 11 ogrodników i 21 chałupników, posiadała młyn wodny nad Pełcznicą oraz szkołę katolicką. Około 1886 wieś wraz z pobliskim lasem (Fiskalicher Zedlitzbusch) należała do obwodu urzędowego w Pastuchowie. Liczyła wówczas 505 mieszkańców i posiadała szkołę katolicką, podległą parafii strzegomskiej, z jednym nauczycielem i 84 dziećmi. Do Pasiecznej należała niewielka kolonia (kol. Zedlitz), znajdująca się w pobliżu Nowego Jawornika. Południowa część lasu w pobliżu Pasiecznej należała do Sobótki.
Na prawym brzegu Pełcznicy wznosi się niewielki pagórek nazywany w XIX w. Burgbergiem lub szwedzkim szańcem. Na podstawie jego nazwy sądzono w XIX wieku, że przed setkami lat na wzniesieniu mógł istnieć drewniany gródek. Pewnym potwierdzeniem domysłu było znalezisko z wykopalisk archeologicznych w 1874 roku, w postaci kilku małych czerepów naczyń.
Przy Winnej Górze na płn.-zach. Od Pasiecznej, jeszcze przed II wojną światową, widoczne były pozostałości szańców i okopów z roku 1761.
]]>