Po co nam zachwyt? To może być świt, jesienią. albo latem, w jakiś wtorek lub czwartek. jakieś zdjęcie. biegnący pies, podmuch wiatru i spadające liście albo wers wiersza. słońce odbijające się na wodzie, wyglądający całkiem jak brokat. muzyka albo kompletna cisza. smak czegoś. „musimy zaryzykować zachwyt”, napisał John Gilbert, „chociaż smutek wszędzie”, zostało ze mną […]
Artykuł Po co nam zachwyt? pochodzi z serwisu Agnes on the Cloud - notes and photography.
]]>Po co nam zachwyt?
To może być świt, jesienią. albo latem, w jakiś wtorek lub czwartek. jakieś zdjęcie. biegnący pies, podmuch wiatru i spadające liście albo wers wiersza. słońce odbijające się na wodzie, wyglądający całkiem jak brokat. muzyka albo kompletna cisza. smak czegoś.
„musimy zaryzykować zachwyt”, napisał John Gilbert, „chociaż smutek wszędzie”, zostało ze mną to zdanie głęboko w ciele, wiele lat temu.
po prostu nie wolno nam być nieczułym na radość i piękno, choćby nie wiem, co się działo.
w moim własnym końcu świata, wtedy, padający w nowy rok śnieg wcześnie rano i pies tarzający się nieprzytomnie w nim ze szczęścia, wyrwał mnie z kontekstu własnego życia, wtedy tak niemożliwie trudnego, na chwilę pełną bezwarunkowej radości, najgłębszego zdumienia. mikrozachwytu.
na chwilę byłam poza czasem, swoją biografią, doświadczaniem rzeczy granicznych. i to było tak niemożliwie absurdalne, bo jak to tak – w tsunami beznadziei pozwalać sobie na poczucie czegoś pięknego, bo pada śnieg, bo jest tak cicho i miękko, pies kręci się w kółko i usiłuje zjeść płatki śniegu.
a jednak ta chwila i kolejna i wszystkie potem – świty, dawno niewidziane morze, kilka wierszy, były jak objęcie życia. życia bez granic, bez początku i końca. i zanurzenie się w nim, głęboko.
musimy zaryzykować zachwyt, pisał poeta.
trzeba ryzykować, dopisuję samej sobie, inaczej w obliczu tego, czym w istocie jest świat wokół nas, życie byłoby trudne do zniesienia.
świat płonie, dosłownie i w przenośni, nie ma końca wiadomości o rzeczach złych, nasze własne opowieści i wątki komplikują się i czasem tak trudno je rozsupłać i na nowo odnaleźć sensy. a jednak co rano pies przeciąga się łagodnie i i bez pośpiechu czekając na mnie i na pierwszy spacer, ktoś komuś gdzieś pomaga, ktoś kogoś gdzieś ratuje, ktoś komuś wyznaje miłość, pozostawiona sama sobie przyroda odradza się.
„Słyszeć cichy dźwięk wioseł w milczeniu,
gdy łódź powoli wypływa i wraca —
jest naprawdę warte
wszystkich lat smutku, które jeszcze nadejdą”
po co nam zachwyt?
właśnie dlatego.
musimy zaryzykować i nigdy nie zapominać.
Artykuł Po co nam zachwyt? pochodzi z serwisu Agnes on the Cloud - notes and photography.
]]>
Kilka myśli o smutku i czasie. Jest pewien rodzaj smutku, który pojawia się, kiedy trochę już wiesz i własne życie bardziej niż oczekiwaniem staje się zdziwieniem, że jesteś. Kiedy dochodzi do ciebie, że życie to nie wielka podróż, a bardziej mijane szczeliny światła, pośród przestrzeni kruchości. I nagle tyle rzeczy cię zatrzymuje i tak bardzo […]
Artykuł Kilka myśli o smutku i czasie. pochodzi z serwisu Agnes on the Cloud - notes and photography.
]]>Kilka myśli o smutku i czasie.
Jest pewien rodzaj smutku, który pojawia się, kiedy trochę już wiesz i własne życie bardziej niż oczekiwaniem staje się zdziwieniem, że jesteś. Kiedy dochodzi do ciebie, że życie to nie wielka podróż, a bardziej mijane szczeliny światła, pośród przestrzeni kruchości.
I nagle tyle rzeczy cię zatrzymuje i tak bardzo porusza. Mijana na ulicy w obcym mieście kilka dni temu kobieta z psem na rękach, pod parasolem. Gołębie, które tam karmiłam. Krzyk mewy. Zapach morza i obcy kapelusz na krześle.
Albo pomost nad rzeką, tydzień temu, na którym tak dawno nie siedziałam. Kiedyś bywaliśmy tam wszyscy, każdego lata.
I jeszcze mały chłopiec, którego minęłam na ulicy, machający do mnie nagle ze swojej spacerówki.
I labrador, w kolorze czekolady, wtulony we mnie, jej coraz większe siwe plamki sierści pod brodą i na tylnych łapach.
Im więcej wydaje mi się oczywiste, im bardziej już wiem, że nie wszystko sprzyja i nie wszystko się spełni, mimo brawury planów i marzeń, tym częściej się zatrzymuję.
Im więcej świadomości kruchości ludzi i doświadczenia ich braku, im więcej prześwitów w życiu, tym bardziej poruszają mnie przebłyski radości, życia i czułości w nim.
Tym bardziej zajmują mnie, tak mocno i do łez, ponieważ już wiem, że będą trwały tylko chwilę, że one też zaraz znikną, mnie, innym. Już dobrze to znam.
Codzienność istnienia, tak zupełnie inna niż ta, z dawnych wielkich oczekiwań i głośnego optymizmu. Tak daleka od tego, co sobie kiedyś wyobrażałam i dzisiaj tak nieoczywista.
Tęskniąc za dawnym życiem, pełnym kompletnej niewiary w końce świata, wycieram co chwilę oczy, między jednym, a drugim przebłyskiem prostych gestów, współodczuwaniem istnienia, ciągle zachwytu.
To jest dobre i karmiące. Mimo wszystko.
Artykuł Kilka myśli o smutku i czasie. pochodzi z serwisu Agnes on the Cloud - notes and photography.
]]>
O chwili, kiedy ma się wszystko. Mam w kieszeniach poupychane lęki, z którymi czasem sobie nie radzę, a między nimi a codziennymi nitkami wątpliwości zdarza się jednak, że staję się w środku mięciutka jak ciepłe, drożdżowe ciasto. Mięciutka z zachwytu, że nowy dzień, życie, że wszystko, bycie, ludzie, cisza, czasem nagle las albo słowa. Kosmos […]
Artykuł O chwili, kiedy ma się wszystko. pochodzi z serwisu Agnes on the Cloud - notes and photography.
]]>O chwili, kiedy ma się wszystko.
Mam w kieszeniach poupychane lęki, z którymi czasem sobie nie radzę, a między nimi a codziennymi nitkami wątpliwości zdarza się jednak, że staję się w środku mięciutka jak ciepłe, drożdżowe ciasto.
Mięciutka z zachwytu, że nowy dzień, życie, że wszystko, bycie, ludzie, cisza, czasem nagle las albo słowa. Kosmos w całości. I zawsze zdumiewa mnie to, że zdarza się to wtedy, kiedy nie dzieje się nic. A może właśnie wszystko? Nie wiem.
Na przykład w soboty rano, kiedy wychodzimy z psem na pierwszy spacer, świat jest cichy, a moja głowa pozbawiona oczekiwań. Strachy uśpione i jedyną narracją jest ta o niezwykłej mnogości różnego istnienia, również mojego, bez spełniania żadnych warunków.
Albo kiedy się nie spieszę, czas przepływa przez palce i wcale mnie to nie martwi. Albo kiedy wracam do domu po deszczu i zapach mokrej sierści psa wchodzi mi pod skórę. Kiedy czytam książkę, o mieście, zdumiewającą piękną.
Oczywiście dojście do tego momentu, do tego, że nie rzeczy, nie mnogość, nie egzotyczne miejsca, skomplikowane historie, że jednak te lęki to nie jest całe życie, jest powolne i mozolne. Nawet jeśli stanie się to dla nas jasne, będziemy uparcie i ciągle komplikować sobie życie, szukać bardzo głęboko ukrytych sensów, definiować się za pomocą pojęć dających nam na ogół złudne poczucie przynależności.
Zanim dojdziemy do tego momentu, że zachwycają nas rzeczy proste, banalność i oczywistość, dni, w których nic się nie dzieje, zachód słońca za rogiem, pizza kupiona w przypadkowej budce, będziemy wybierać kręte drogi, gromadzić rzeczy, źle wybierać, chcieć być kimś innym, szukać dalekich, lśniących miejsc mających dać nam oświecenie. I wreszcie szczęście.
I wszystko to po to, żeby poczuć w sobotę rano albo we wtorek, we wrześniu albo w lipcu, że ma się wszystko. Kilku kochanych ludzi, chrapiące obok zwierzę, które jak nikt uczy bezwarunkowej radości, jakąś wrażliwość, która nie umie być obojętna, kubek ciepłej kawy, wewnętrzną wolność, która pozwala się od siebie odczepić i dawać siebie życiu, zamiast pytać, co życie ma dać nam.
Artykuł O chwili, kiedy ma się wszystko. pochodzi z serwisu Agnes on the Cloud - notes and photography.
]]>
O życiu w analogu. …Mam czasem wrażenie, że się zapadnę. Że już zaraz nie będę miała miejsca, żeby zgromadzić te wszystkie historie i powodowane tym lęki o jutro, o dzieci, zwierzęta, lasy, o cały świat. Chcę się zatrzymać i pomyśleć o wczorajszej śmierci człowieka, zapłakać, ale ta śmierć za chwilę nie ma już znaczenia. Już […]
Artykuł O życiu w analogu. pochodzi z serwisu Agnes on the Cloud - notes and photography.
]]>O życiu w analogu.
…Mam czasem wrażenie, że się zapadnę. Że już zaraz nie będę miała miejsca, żeby zgromadzić te wszystkie historie i powodowane tym lęki o jutro, o dzieci, zwierzęta, lasy, o cały świat.
Chcę się zatrzymać i pomyśleć o wczorajszej śmierci człowieka, zapłakać, ale ta śmierć za chwilę nie ma już znaczenia. Już dzieją się następne rzeczy, które mają mnie zająć.
Żebym tylko się nie zatrzymała.
Ten konstrukt nowego świata, jeśli tylko mu pozwolę, jeśli uwierzę w jego opowieść, zaleje mnie w końcu brakiem znaczenia i ilością własnego kortyzolu.
Czuję, że im więcej konsumuję, tym mniej mnie we własnym życiu, tym mniej w nim przepływu.
Im więcej konsumuję, tym więcej we mnie braku. Tym mniejsze mam znaczenie dla siebie samej.
***
Zdarzyło mi się ostatnio na chwilę być gdzie indziej. W tej mikropodróży, mocno w analogu, o 5 nad ranem patrzyłam rano na ciemnozieloną, gęstą ścianę lasu. Nic się nie działo.
I tak bardzo działo się wszystko. Zajęło mnie patrzenie, zajęło mnie słuchanie, nagle osobiste ministerstwo strachu i przetwarzania kolejnych danych było zamknięte.
I świat pokazał, że zdarza się być spokojnym miejscem.
I życie, życie nagle nie było za małe, tylko takie w sam raz.
Artykuł O życiu w analogu. pochodzi z serwisu Agnes on the Cloud - notes and photography.
]]>
Wrześniowy list o radości. Mam w kieszeniach poupychane lęki, z którymi czasem sobie nie radzę, a między nimi a codziennymi nitkami wątpliwości zdarza się jednak, że staję się w środku mięciutka jak ciepłe, drożdżowe ciasto. Mięciutka z zachwytu, że nowy dzień, życie, że wszystko, bycie, ludzie, cisza, czasem nagle las albo słowa. Kosmos w całości. […]
Artykuł Wrześniowy list o radości. pochodzi z serwisu Agnes on the Cloud - notes and photography.
]]>Wrześniowy list o radości.
Mam w kieszeniach poupychane lęki, z którymi czasem sobie nie radzę, a między nimi a codziennymi nitkami wątpliwości zdarza się jednak, że staję się w środku mięciutka jak ciepłe, drożdżowe ciasto.
Mięciutka z zachwytu, że nowy dzień, życie, że wszystko, bycie, ludzie, cisza, czasem nagle las albo słowa. Kosmos w całości. I zawsze zdumiewa mnie to, że zdarza się to wtedy, kiedy nie dzieje się nic. A może właśnie wszystko? Nie wiem.
Na przykład w soboty rano, kiedy wychodzimy z psem na pierwszy spacer, świat jest cichy, a moja głowa pozbawiona oczekiwań. Strachy uśpione i jedyną narracją jest ta o niezwykłej mnogości różnego istnienia, również mojego, bez spełniania żadnych warunków.
Albo kiedy się nie spieszę, czas przepływa przez palce i wcale mnie to nie martwi. Albo kiedy wracam do domu po deszczu i zapach mokrej sierści psa wchodzi mi pod skórę. Kiedy czytam książkę, o mieście, zdumiewającą piękną.
Oczywiście dojście do tego momentu, do tego, że nie rzeczy, nie mnogość, nie egzotyczne miejsca, skomplikowane historie, że jednak te lęki to nie jest całe życie, jest powolne i mozolne. Nawet jeśli stanie się to dla nas jasne, będziemy uparcie i ciągle komplikować sobie życie, szukać bardzo głęboko ukrytych sensów, definiować się za pomocą pojęć dających nam na ogół złudne poczucie przynależności. Zanim dojdziemy do tego momentu, że zachwycają nas rzeczy proste, banalność i oczywistość, dni, w których nic się nie dzieje, zachód słońca za rogiem, pizza kupiona w przypadkowej budce, będziemy wybierać kręte drogi, gromadzić rzeczy, źle wybierać, chcieć być kimś innym, szukać dalekich, lśniących miejsc mających dać nam oświecenie. I wreszcie szczęście.
I wszystko to po to, żeby poczuć w sobotę rano albo we wtorek, we wrześniu albo w lipcu, że ma się wszystko. Kilku kochanych ludzi, chrapiące obok zwierzę, które jak nikt uczy bezwarunkowej radości, jakąś wrażliwość, która nie umie być obojętna, kubek ciepłej kawy, wewnętrzną wolność, która pozwala się od siebie odczepić i dawać siebie życiu, zamiast pytać, co życie ma dać nam.
xoxo,
a.
Artykuł Wrześniowy list o radości. pochodzi z serwisu Agnes on the Cloud - notes and photography.
]]>
Im więcej, tym mniej. Mam czasem wrażenie, że się zapadnę. od nadmiaru bodźców, że nie uniosę ilości zdarzeń i wiadomości, z których każda kolejna jest ważniejsza od poprzedniej. Że już zaraz nie będę miała miejsca, żeby zgromadzić te wszystkie historie i powodowane tym lęki o jutro, o dzieci, zwierzęta, lasy, o cały świat. Chcę się […]
Artykuł Im więcej, tym mniej. pochodzi z serwisu Agnes on the Cloud - notes and photography.
]]>Im więcej, tym mniej.
Mam czasem wrażenie, że się zapadnę. od nadmiaru bodźców, że nie uniosę ilości zdarzeń i wiadomości, z których każda kolejna jest ważniejsza od poprzedniej.
Że już zaraz nie będę miała miejsca, żeby zgromadzić te wszystkie historie i powodowane tym lęki o jutro, o dzieci, zwierzęta, lasy, o cały świat.
Chcę się zatrzymać i pomyśleć o wczorajszej śmierci człowieka, zapłakać, ale ta śmierć za chwilę nie ma już znaczenia. Już dzieją się następne rzeczy, które mają mnie zająć.
Żebym tylko się nie zatrzymała.
Ten konstrukt nowego świata, jeśli tylko mu pozwolę, jeśli uwierzę w jego opowieść, zaleje mnie w końcu brakiem znaczenia i ilością własnego kortyzolu.
Czuję, że im więcej konsumuję, tym mniej mnie we własnym życiu, tym mniej w nim przepływu.
Im więcej konsumuję, tym więcej we mnie braku. Tym mniejsze mam znaczenie dla siebie samej.
Zdarzyło mi się ostatnio na chwilę być gdzie indziej. W tej mikropodróży, mocno w analogu, o 5 nad ranem patrzyłam rano na ciemnozieloną, gęstą lścianę lasu. Nic się nie działo.
I tak bardzo działo się wszystko. Zajęło mnie patrzenie, zajęło mnie słuchanie, nagle osobiste ministerstwo strachu i przetwarzania kolejnych danych było zamknięte.
I świat pokazał, że zdarza się być spokojnym miejscem.
I życie.
Życie nagle nie było za małe, tylko takie w sam raz. To było tak bardzo wystarczająco.
Artykuł Im więcej, tym mniej. pochodzi z serwisu Agnes on the Cloud - notes and photography.
]]>
O pięknie, mimo wszystko. „Rozglądasz się za czymś? „- pyta głos zza kamery mężczyznę o pogodnym wyrazie twarzy i z rękami w kieszeniach kurtki. – „Zawsze”, odpowiada. – „Za czym?” „Za pięknem”, mówi on i się uśmiecha. „Skąd wiesz, co jest piękne?” „Wiem, czuję to. … Piękno wypełniło moją duszę”. Oglądam to krótkie wideo wiele […]
Artykuł O pięknie, mimo wszystko. pochodzi z serwisu Agnes on the Cloud - notes and photography.
]]>O pięknie, mimo wszystko.
„Rozglądasz się za czymś? „- pyta głos zza kamery mężczyznę o pogodnym wyrazie twarzy i z rękami w kieszeniach kurtki. – „Zawsze”, odpowiada. – „Za czym?” „Za pięknem”, mówi on i się uśmiecha. „Skąd wiesz, co jest piękne?” „Wiem, czuję to. … Piękno wypełniło moją duszę”. Oglądam to krótkie wideo wiele razy, wzrusza mnie i porusza mocno, żywo, do łez.
„Wszędzie smutek”, pisał John Gilbert w swoim wierszu „A Brief For The Defense”.
Kiedy otwierają się przede mną poranne nagłówki gazet i kolejne okna i paski pilnych informacji, świat wydaje się przerażającym miejscem. I takim jest. Jeśli zamknę gazetę i wyłączę telewizor, nic się nie zmieni. Tylko dlatego, że udam, że nie wiem, nie znaczy, że wszystko to, co mnie dotyka, wobec czego nie potrafię być obojętna, zniknie. Że nie będzie istnieć.
Tak samo, jak mój własny smutek i dziura po człowieku, którego ciągle i boleśnie mi brakuje, latem tak mocno, kiedy patrzę przez chwilę na wielki błękit, a człowiek, którego już nie ma, kochał wodę i żagle.
Co pozostaje wobec absurdu i kontrastów ludzkiego świata, w którym słupki wzrostu i my sami pniemy się do góry za wszelką cenę i za wszelką cenę nie chcemy wiedzieć, że jedynym constans jest jego brak i że nie da się od tego uciec?
Wobec tego, musimy zaryzykować zachwyt, napisał poeta. We must risk delight. Musimy być uparci i zaakceptować, że w tym okrutnym świecie zdarza się piękno i nas porusza.
Kiedy letnie świty i poranki są tak zdumiewająco piękne, że brakuje tchu, a biegnący pies w kolorze czekolady płoszy koniki polne na łące, zupełnie nic o tym nie wiedząc, które potem skaczą na wszystkie strony.
Mewa w nadmorskim mieście moczy w wodzie kawałek znalezionego chleba, zanim porwie go dziobem na kawałki. Maleńkie dziecko na rękach swojego dziadka odwzajemnia mój uśmiech i zabieram ich oboje ze sobą na fotografii.
We must admit there will be music despite everything, przekonuje mnie John Gilbert.
I bardzo wcześnie rano, kiedy dzieci jeszcze śpią i jest tak ciepło, że kawa nie chce wystygnąć, podlewam miętę, która odwzajemnia się troską i nagle powietrze staje się chłodniejsze od jej zapachu. I w lipcu, bardzo wcześnie rano, nagle mam wszystko i wszystko jest możliwe. I życie jak takie, teraz, tutaj, w tej chwili jest po prostu nieskończenie piękne.
„Za co chciałbyś być zapamiętany?” – pyta dziennikarz mężczyznę o pogodnym wyrazie twarzy i z rękami w kieszeniach kurtki. „Za moją życzliwość. I współczucie. Człowieczeństwo. Radość, którą przyniosłem innym”.
„I” – uśmiecha się szeroko – „za moje piękno”.
Artykuł O pięknie, mimo wszystko. pochodzi z serwisu Agnes on the Cloud - notes and photography.
]]>
Samoloty i motyle. Wczesnym wieczorem stoję na środku łąki, jedynej, jaka została już w okolicy. Jest koniec maja i trawy pachną po obfitym deszczu. Zadzieram co chwilę głowę do góry, Ciszę przerywa raz po raz szum samolotów. Im bliżej lata, tym bardziej niebo robi się od nich gęste. Ktoś wyjeżdża, ktoś wraca. Daty, godziny, wylatane […]
Artykuł O samolotach i motylach. pochodzi z serwisu Agnes on the Cloud - notes and photography.
]]>Samoloty i motyle.
Wczesnym wieczorem stoję na środku łąki, jedynej, jaka została już w okolicy. Jest koniec maja i trawy pachną po obfitym deszczu. Zadzieram co chwilę głowę do góry, Ciszę przerywa raz po raz szum samolotów. Im bliżej lata, tym bardziej niebo robi się od nich gęste.
Ktoś wyjeżdża, ktoś wraca. Daty, godziny, wylatane mile i lotnisko, które nigdy nie zasypia. Podobnie jak wielkie miasto i opowieść o wiecznym wzroście. Również moim.
Jestem zmęczona tą narracją o wiecznym samorozwoju. O podróży, który nigdy sią nie kończy i w której nigdy nie jestem wystarczająca. Jestem zmęczona odmienianiem siebie przez przypadki po to, żeby spełnić wszystkie warunki systemowej przydatności. Rozsypuje mi się ta opowieść i skreślam kolejne pozycje z listy książek, których lektura miałaby pomóc mnie i i mojemu życiu być lepszym, według kryteriów starzonych przez tych, których nie znam.
Wchodzę w trawę wysoką na metr, pies wynurza się z niej od czasu do czasu sprawdzając, czy jestem gdzieś w pobliżu.
Obserwacja motyla, który bezgłośnie unosi się nad skubiącym trawę psem, motyla, który zatrzymuje mnie błękitem swoich skrzydełek, umieszcza mnie nagle w innym świecie. A może właśnie nareszcie w całym świecie, a nie jego okrojonym fragmencie? W opowieści o tym, że każdy atom naszego ciała istniał już, zanim cztery miliardy lat temu powstało życie organiczne. O tym, że wszystko jest połączone i nic nie żyje osobno.
Zostaję przez chwilę w tym, w życiu kompletnym, bez początku i końca, jestem przez chwilę częścią kosmosu, dosłownie, jestem mieszanką i kombinacją pierwiastków i wody, jak wszystko, co mnie otacza. Jak pies i motyl, falujące trawy, niewidoczne dla mnie kształty, a przecież obecne wszędzie.
To, co przed chwilą wydawało mi się trudne, czyjeś słowa albo zdarzenia, rozmywają się, chwilę później znikają.
Wszystko jest połączone i nic nie żyje osobno.
Stoję na środku łąki, znowu zadzieram głowę. Może to jeszcze gwiazdy, tu, blisko mnie, a może w tej dalekiej przestrzeni,, której jestem częścią, to jednak nie gwiazdy, a pył i wspomnienie jakiegoś kształtu, który istniał, a potem stał się czymś innym. Ale ciągle świeci. Metafizyka istnienia na wyciągnięcie rąk. Co za zdumiewający przywilej, być.
„Do miejsca, w którym siedzę dzisiaj,
Wieki temu inni przychodzili, by siąść.
Minie tysiąc lat – wciąż będą przybywać.
Kto jest tym, co śpiewa, a kto tym, co słucha?”
/Nguyen Cong Tru/
Artykuł O samolotach i motylach. pochodzi z serwisu Agnes on the Cloud - notes and photography.
]]>