Artykuł Starmer ustępuje. Czy nowy premier zapowie powrót Wielkiej Brytanii do Unii Europejskiej? pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Starmer poinformował, że zwrócił się do Krajowego Komitetu Wykonawczego Partii Pracy o ustalenie harmonogramu wyboru następcy. Zgłaszanie kandydatur ma rozpocząć się 9 lipca, a cały proces ma zakończyć się przed powrotem parlamentu po letniej przerwie. Do czasu przekazania władzy Starmer ma pozostać na stanowisku.
Keir Starmer objął urząd premiera 5 lipca 2024 roku po zwycięstwie Partii Pracy w wyborach parlamentarnych. Ugrupowanie pokonało wtedy konserwatystów kierowanych przez Rishiego Sunaka i wróciło do władzy po latach rządów Partii Konserwatywnej. Starmer był liderem Partii Pracy od kwietnia 2020 roku.
Decyzja Starmera zapadła po okresie narastającej presji politycznej wewnątrz Partii Pracy. Według brytyjskich mediów i agencji Reuters jego pozycję osłabiły słabe wyniki partii w wyborach lokalnych, spadek poparcia oraz obawy części posłów przed dalszym wzrostem znaczenia Reform UK Nigela Farage’a. W ostatnich dniach coraz więcej polityków Partii Pracy uznawało, że premier powinien określić termin odejścia.
Reuters podał, że Starmer wcześniej deklarował gotowość do walki o przywództwo, jeśli doszłoby do partyjnego wyzwania. Sytuacja zmieniła się po zwycięstwie Andy’ego Burnhama w wyborach uzupełniających w okręgu Makerfield. Burnham wrócił w ten sposób do Izby Gmin i uzyskał formalną możliwość ubiegania się o kierownictwo Partii Pracy.
Rezygnacja Starmera oznacza kolejną zmianę na szczycie brytyjskiego rządu od referendum brexitowego z 2016 roku. Po Davidzie Cameronie funkcję premiera pełnili Theresa May, Boris Johnson, Liz Truss, Rishi Sunak i Keir Starmer. Następca Starmera będzie kolejnym szefem rządu Wielkiej Brytanii w ciągu dekady po referendum w sprawie wyjścia kraju z Unii Europejskiej.
Najczęściej wymienianym kandydatem do objęcia przywództwa w Partii Pracy jest Andy Burnham. Reuters opisuje go jako faworyta w możliwym wyścigu o sukcesję po Starmerze. W Partii Pracy brany jest pod uwagę także scenariusz, w którym Burnham byłby jedynym kandydatem i przejął kierownictwo partii bez pełnej rywalizacji wewnętrznej.
Burnham był posłem do Izby Gmin w latach 2001–2017, reprezentując okręg Leigh. Później przez dziewięć lat pełnił funkcję burmistrza Greater Manchester. Dwukrotnie ubiegał się o przywództwo w Partii Pracy, w 2010 i 2015 roku, ale w obu przypadkach przegrał.
Jego program polityczny jest opisywany w brytyjskich mediach jako próba przeniesienia doświadczeń z Greater Manchester na poziom całego państwa. Burnham akcentuje decentralizację, większą rolę regionów, transport publiczny, mieszkalnictwo oraz silniejszą kontrolę państwa nad podstawowymi usługami. Reuters określa ten kierunek jako „Manchesterism”, czyli model oparty na większej samodzielności lokalnych wspólnot i silniejszej roli usług publicznych.
W sprawie brexitu Burnham nie zapowiada szybkiej próby powrotu Wielkiej Brytanii do Unii Europejskiej. W maju mówił, że nie proponuje rozpoczęcia procesu ponownego wejścia do UE i że respektuje wynik referendum z 2016 roku. Jednocześnie brytyjskie media przypominały jego wcześniejsze wypowiedzi, w których wskazywał na długoterminowy argument za ponownym członkostwem.
Obecnie Burnham przedstawia sprawy krajowe jako priorytet. W wystąpieniach związanych z powrotem do parlamentu mówił przede wszystkim o usługach publicznych, gospodarce, mieszkalnictwie i funkcjonowaniu państwa. Taki kierunek oznacza, że ewentualny rząd Burnhama mógłby kontynuować poprawę relacji z Brukselą, ale bez deklaracji szybkiego odwrócenia brexitu.
Źródło: Reuters, The Guardian
Artykuł Starmer ustępuje. Czy nowy premier zapowie powrót Wielkiej Brytanii do Unii Europejskiej? pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Artykuł Po ponad tysiącu lat obumarł Major Oak – legendarny dąb Robin Hooda z Sherwood Forest pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Przez lata był jednym z tych punktów w Sherwood Forest, które chciał zobaczyć niemal każdy. Przyciągał ogromnym pniem, rozłożystymi konarami i historią, która łączyła go z najsłynniejszym banitą Anglii. Dla wielu odwiedzających był czymś więcej niż starym drzewem.Był miejscem, w którym legenda Robin Hooda stawała się namacalna.
Major Oak rósł w hrabstwie Nottinghamshire, na terenie dawnego królewskiego lasu łowieckiego. Jego wiek szacowano zwykle na od około 800 do 1200 lat, co czyniło go jednym z najbardziej rozpoznawalnych starych drzew w Europie. Z czasem stał się jednym z najważniejszych symboli Sherwood Forest.
Według legendy to właśnie w jego pobliżu Robin Hood i jego ludzie mieli ukrywać się przed szeryfem z Nottingham. Historycy ostrożnie przypominają, że legenda i fakty nie zawsze chodzą tą samą ścieżką. Dla odwiedzających Major Oak był jednak miejscem, które można było zobaczyć na własne oczy i od razu połączyć z opowieścią znaną od dzieciństwa.
Drzewo robiło wrażenie także bez opowieści o Robin Hoodzie. Pień miał około 10–11 metrów obwodu, a korona rozciągała się na około 28 metrów. Największe konary od lat podpierano specjalnymi wspornikami, które miały chronić stary dąb przed załamaniem. Z czasem coraz większym problemem stało się jednak nie to, co widać nad ziemią, ale to, co działo się wokół korzeni.
Królewskie Towarzystwo Ochrony Ptaków, które opiekuje się rezerwatem Sherwood Forest, poinformowało, że Major Oak nie wypuścił tej wiosny liści. Dla tak starego drzewa był to jasny sygnał, że nie wróci już do życia. Jego kondycję obserwowano od lat. Specjaliści sprawdzali między innymi stan gleby, wilgotność i zdrowie korzeni.
Nie wskazano jednej przyczyny obumarcia dębu. Eksperci mówią raczej o kilku nakładających się problemach: suchych i gorących latach, zmianach klimatu, dawnych ingerencjach w strukturę drzewa oraz coraz trudniejszych warunkach wokół korzeni. Znaczenie miał też duży ruch turystyczny. Przez dziesięciolecia ziemia wokół Major Oak była ubijana przez odwiedzających, co ograniczało dostęp wody i składników odżywczych.
Śmierć drzewa nie oznacza, że zniknie ono z lasu. Major Oak ma pozostać na miejscu jako naturalny monument. To decyzja ważna także z przyrodniczego punktu widzenia, bo martwe drewno jest potrzebne wielu gatunkom.
W pniu, dziuplach i obumarłych fragmentach drewna mogą znaleźć miejsce owady, grzyby, ptaki i drobne ssaki. Dzięki temu dąb nadal będzie częścią rezerwatu, choć już w innej roli niż dotąd.
Dla odwiedzających pozostanie jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów Sherwood Forest. Dla przyrody stanie się siedliskiem, które pokazuje, że stare drzewo nie przestaje być ważne w chwili, gdy przestaje wypuszczać liście.
Źródło: thefad.pl
Artykuł Po ponad tysiącu lat obumarł Major Oak – legendarny dąb Robin Hooda z Sherwood Forest pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Artykuł Dzieci poniżej 16 lat bez social mediów. Wielka Brytania szykuje przełomowe przepisy pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Brytyjski rząd podaje, że dzieci nadal będą mogły korzystać z internetu do nauki, czytania informacji, grania oraz kontaktu z rodziną i znajomymi. Odpowiedzialność za wdrożenie nowych zasad ma spoczywać przede wszystkim na firmach technologicznych.
Brytyjski premier Keir Starmer ogłosił 15 czerwca 2026 roku plan wprowadzenia zakazu oferowania wybranych usług społecznościowych osobom poniżej 16 lat. Według Reutersa i brytyjskich mediów ograniczenia mogą objąć między innymi TikToka, Instagrama, Snapchata, YouTube’a, Facebooka i X. Zakaz nie ma obejmować komunikatorów, takich jak WhatsApp i Signal, ani usług muzycznych oraz edukacyjnych.
Rządowy dokument informacyjny wskazuje, że przepisy mają wejść w życie od wiosny 2027 roku. Celem regulacji jest ograniczenie szkód związanych z korzystaniem z mediów społecznościowych przez dzieci, poprawa dobrostanu młodych użytkowników oraz zmniejszenie czasu spędzanego na przewijaniu treści.
Nadzór nad wdrożeniem zasad ma objąć Ofcom, brytyjski regulator rynku komunikacji. Rząd zapowiedział także ograniczenia dotyczące wybranych funkcji usług internetowych. Wśród nich wymieniono zakaz oferowania transmisji na żywo dzieciom poniżej 16 lat oraz ograniczenie możliwości kontaktu obcych osób z dziećmi w przestrzeniach online, w tym w grach.
Dla osób w wieku 16–17 lat część funkcji ma być domyślnie wyłączona. Brytyjski rząd zapowiedział również zakaz oferowania osobom poniżej 18 lat chatbotów AI generujących treści seksualne. W konsultacjach publicznych analizowano także minimalny wiek dostępu do mediów społecznościowych, funkcje sprzyjające nadmiernemu korzystaniu, takie jak infinite scrolling i autoplay, oraz sposoby weryfikacji wieku użytkowników.
Według brytyjskiego rządu dziewięciu na dziesięciu rodziców uczestniczących w konsultacjach poparło wprowadzenie minimalnego wieku 16 lat dla korzystania z mediów społecznościowych. Konsultacje obejmowały także dzieci i młode osoby w wieku od 10 do 21 lat, organizacje społeczne, przedstawicieli branży technologicznej, szkoły, ekspertów i instytucje publiczne.
Firmy technologiczne zgłaszały zastrzeżenia do części zapowiadanych rozwiązań. Przedstawiciele branży wskazywali, że zakaz może ograniczyć młodszym użytkownikom dostęp do części społeczności online i przenieść ich aktywność do mniej kontrolowanych miejsc w internecie. Organizacje zajmujące się bezpieczeństwem dzieci poparły kierunek regulacji, ale część z nich wskazywała również na potrzebę ograniczania szkodliwych algorytmów i ryzykownych funkcji platform.
W Polsce podobna debata dotyczy wieku dostępu do mediów społecznościowych, technicznej weryfikacji wieku użytkowników oraz korzystania z telefonów w szkołach. W styczniu 2026 roku zapowiadano projekt ograniczający korzystanie z mediów społecznościowych przez dzieci i młodzież do ukończenia 15. roku życia. W debacie pojawiały się także odniesienia do rozwiązań przyjętych w Australii.
Ministerstwo Cyfryzacji prowadzi osobne prace nad narzędziami weryfikacji wieku. W polskich zapowiedziach pojawia się rozwiązanie oparte na cyfrowym potwierdzaniu określonych cech użytkownika, w tym wieku, bez przekazywania serwisowi pełnych danych osobowych. Podobne mechanizmy mają znaczenie także przy pracach nad ograniczeniem dostępu małoletnich do treści pornograficznych w internecie.
Polskie dane pokazują skalę korzystania z mediów społecznościowych przez nastolatków. NASK podał w 2025 roku, że średni dzienny czas spędzany przez nastolatki w mediach społecznościowych wynosi 4 godziny i 12 minut. Z tych samych danych wynika, że 16,2 proc. nastolatków deklaruje, iż nie jest w stanie wytrzymać bez mediów społecznościowych dłużej niż godzinę, a 27 proc. chciałoby ograniczyć scrollowanie, ale nie potrafi.
Ograniczenia dostępu dzieci do mediów społecznościowych są wdrażane lub rozważane także w innych państwach. Australia przyjęła zakaz korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci poniżej 16 lat. Podobne rozwiązania były zapowiadane lub omawiane między innymi w Danii i Kanadzie.
Najważniejsze szczegóły brytyjskiego modelu mają zostać doprecyzowane w kolejnych dokumentach rządowych. Dotyczą one między innymi sposobu weryfikacji wieku, zakresu usług objętych zakazem, ochrony danych użytkowników, postępowania wobec istniejących kont oraz zasad egzekwowania przepisów wobec firm technologicznych.
Źródło: GOV.UK, Reuters, The Guardian, NASK, Ministerstwo Cyfryzacji
Artykuł Dzieci poniżej 16 lat bez social mediów. Wielka Brytania szykuje przełomowe przepisy pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Artykuł Brexit miał ograniczyć imigrację. Stało się inaczej pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Gdy w 2016 r. Brytyjczycy głosowali w referendum brexitowym, imigracja była jednym z najważniejszych tematów kampanii. Zwolennicy wyjścia z Unii Europejskiej przekonywali, że po opuszczeniu Wspólnoty Londyn sam będzie decydował, kto może przyjechać do pracy, nauki i życia w Wielkiej Brytanii. Politycznie była to prosta obietnica. Gospodarczo okazała się znacznie trudniejsza.
Po Brexicie rzeczywiście zmniejszyła się imigracja z krajów Unii Europejskiej. Zniknęła swoboda przepływu osób, a obywatele UE zostali objęci nowym systemem wizowym. Tyle że wolne miejsca szybko zaczęli wypełniać migranci z państw spoza Europy: studenci, pracownicy sektora zdrowia i opieki społecznej, osoby zatrudniane w usługach oraz członkowie ich rodzin.
Według brytyjskiego urzędu statystycznego ONS migracja netto do Wielkiej Brytanii w 2025 r. spadła do około 171 tys. osób. To niemal o połowę mniej niż rok wcześniej, gdy po aktualizacji danych wyniosła 331 tys. ONS szacuje też, że historyczny szczyt przypadł na 12 miesięcy do marca 2023 r., kiedy migracja netto sięgnęła około 944 tys. osób.
Największa zmiana po Brexicie dotyczy nie tylko skali migracji, ale także tego, skąd przyjeżdżają ludzie. Przed referendum i w pierwszych latach poprzedniej dekady znaczną część imigracji stanowili obywatele państw UE. Po wprowadzeniu nowego systemu ten strumień wyraźnie osłabł. Równocześnie wzrosła liczba osób przyjeżdżających z państw spoza Unii.
Migration Observatory przy Uniwersytecie Oksfordzkim, powołując się na dane ONS, wskazuje, że w 2025 r. imigracja spoza UE wyniosła około 627 tys. osób. Duża część tych przyjazdów była związana z pracą, studiami i łączeniem rodzin. W praktyce Wielka Brytania ograniczyła napływ pracowników z Polski, Rumunii, Hiszpanii czy Litwy, ale szerzej otworzyła się na migrantów z Indii, Nigerii, Pakistanu, Filipin i innych państw spoza Europy.
To właśnie tu widać główny paradoks Brexitu. Państwo odzyskało formalną kontrolę nad własnym systemem migracyjnym, ale ta kontrola nie przełożyła się automatycznie na niższą imigrację. Oznaczała przede wszystkim zmianę zasad selekcji i zmianę kierunku, z którego napływają ludzie.
Dlaczego tak się dzieje? Brytyjska gospodarka nadal potrzebuje rąk do pracy. Brexit nie zlikwidował niedoborów kadrowych w szpitalach, domach opieki, hotelach, gastronomii, logistyce czy na uczelniach. W wielu sektorach brak pracowników stał się jeszcze bardziej widoczny, gdy odpływ części obywateli UE zbiegł się ze starzeniem społeczeństwa, presją płacową i zmianami po pandemii.
Po Brexicie Wielka Brytania wprowadziła system punktowy, który miał dać rządowi większą kontrolę nad tym, kto może przyjechać do kraju. Szybko okazało się jednak, że nowe zasady nie działają w próżni. Brytyjskie szpitale, domy opieki, uczelnie i część usług nadal potrzebują pracowników oraz studentów z zagranicy. To dlatego jednym z najważniejszych źródeł migracji stały się państwa spoza Europy.
Raport brytyjskiej Migration Advisory Committee pokazuje, jak szybko zmieniła się skala zjawiska. W okresie 12 miesięcy do czerwca 2020 r. migracja netto wynosiła około 111 tys. osób, a trzy lata później, w okresie 12 miesięcy do czerwca 2023 r., wzrosła do 906 tys. W przypadku osób spoza UE wzrost był jeszcze większy: z około 115 tys. do 954 tys. MAC zwraca uwagę, że liczba wyjazdów w tej grupie pozostawała względnie stabilna. O rekordowym wzroście zdecydowała więc przede wszystkim liczba nowych przyjazdów.
Wielka Brytania ma dziś większą formalną kontrolę nad tym, kto może przyjechać do kraju. Londyn sam ustala zasady wiz, pobytu, pracy i nauki. Jednocześnie brytyjski rynek pracy, uczelnie oraz system zdrowia i opieki społecznej nadal korzystają z pracowników i studentów z zagranicy.
Po Brexicie zmieniła się przede wszystkim struktura migracji. Spadło znaczenie napływu z krajów Unii Europejskiej, wzrosło znaczenie przyjazdów spoza Europy. Zmieniła się też debata publiczna: przed Brexitem często koncentrowała się na pracownikach z Europy Środkowo-Wschodniej, dziś częściej obejmuje studentów spoza Europy, rodziny migrantów, pracowników opieki, osoby ubiegające się o azyl i przeprawy przez kanał La Manche.
Najnowsze dane ONS pokazują, że rekordowy wzrost migracji z lat 2022–2023 wyraźnie wyhamował. W 2025 r. migracja netto do Wielkiej Brytanii wyniosła około 171 tys. osób, znacznie mniej niż w szczytowym okresie, gdy sięgała 944 tys. Spadek był związany między innymi z mniejszą liczbą przyjazdów w celach pracy i nauki oraz z zaostrzeniem zasad wizowych.
Mimo tego bilans po Brexicie pozostaje inny, niż zapowiadali zwolennicy wyjścia z UE. Wielka Brytania ograniczyła napływ z krajów Unii Europejskiej, ale w kolejnych latach odnotowała rekordowy wzrost migracji spoza Europy. Po szczycie z 2023 r. nastąpiła korekta, jednak struktura przyjazdów nie wróciła do układu sprzed Brexitu.
Brytyjskie dane pokazują więc zmianę mechanizmu, a nie proste zatrzymanie napływu ludzi. System wizowy można zaostrzać, a kryteria przyjazdu zmieniać, ale ostateczne liczby zależą także od potrzeb rynku pracy, uczelni oraz systemu zdrowia i opieki społecznej.
Brexit miał zakończyć spór o imigrację. Po latach widać, że zmienił przede wszystkim jego punkt ciężkości. Wielka Brytania wyszła z Unii Europejskiej, ale nadal korzysta z pracy zagranicznych pracowników, studentów i opiekunów.
Źródło: ONS, Migration Observatory Oxford, Migration Advisory Committee
Artykuł Brexit miał ograniczyć imigrację. Stało się inaczej pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Artykuł Zatrzymany brat króla Karola III. Policja bada podejrzenie nadużycia funkcji publicznej pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Thames Valley Police przekazała, że zatrzymany pozostaje w dyspozycji funkcjonariuszy, a śledztwo jest w toku. Służby zastrzegły, że nie będą ujawniać danych osobowych i zaapelowały o powściągliwość w publicznych komentarzach, co ma ograniczać ryzyko wpływania na postępowanie. Na tym etapie nie ma informacji o postawieniu formalnych zarzutów ani o tym, czy zatrzymanie zakończy się wnioskiem do sądu o dalsze środki, takie jak kaucja lub inne ograniczenia.
W relacjach Reutersa i AP pojawia się wątek możliwych naruszeń związanych z okresem, gdy Andrew pełnił publiczną rolę związaną z promocją brytyjskiego handlu za granicą. Według tych doniesień postępowanie ma dotyczyć podejrzeń przekazywania informacji lub dokumentów, które nie powinny trafić poza krąg uprawnionych osób. Media, powołując się na dostępne materiały i kontekst sprawy, łączą śledztwo z relacjami Andrew z Jeffreyem Epsteinem, podkreślając jednak, że nie chodzi o dawny cywilny spór zakończony ugodą, lecz o odrębny wątek dotyczący obowiązków osoby pełniącej funkcję publiczną.
„Misconduct in public office” jest w Anglii i Walii przestępstwem wywodzącym się z common law i dotyczy sytuacji, w których urzędnik lub osoba pełniąca funkcję publiczną ma dopuścić się poważnego, umyślnego nadużycia albo rażącego zaniedbania obowiązków, naruszając zaufanie publiczne. Crown Prosecution Service wskazuje, że sprawy tego typu z definicji dotyczą nadużycia związanej z urzędem władzy lub dostępu, a ocena zawsze zależy od konkretów: zakresu obowiązków, charakteru działania, świadomości i skali szkody. W skrajnych przypadkach przestępstwo może być zagrożone bardzo surową karą, ale praktyka orzecznicza jest silnie uzależniona od ustaleń w danej sprawie.
Na dziś kluczowym ograniczeniem informacyjnym jest brak publicznego opisu czynu, który śledczy uznają za podejrzewany. Oficjalny komunikat potwierdza kategorię przestępstwa oraz prowadzone czynności, ale nie precyzuje, jakie konkretnie działania miałyby wypełniać znamiona nadużycia urzędu. To różnica istotna, bo sama etykieta prawna nie przesądza jeszcze ani o skali zdarzeń, ani o tym, czy zebrany materiał dowodowy wystarczy do przedstawienia zarzutów.
Sprawa ma też oczywisty ciężar polityczno-instytucjonalny, nawet jeśli Andrew od lat nie pełni publicznych ról w imieniu monarchii. Zatrzymanie osoby z najbliższego kręgu rodziny królewskiej z definicji wywołuje presję medialną i debatę o standardach odpowiedzialności, ale w brytyjskim systemie to prokuratura i sąd zdecydują, czy podejrzenie przekłada się na formalne zarzuty. Najbliższe dni pokażą, czy śledztwo pozostanie na etapie czynności dowodowych, czy wejdzie w fazę procesową, w której pojawią się publiczne dokumenty i konkretne zarzuty.
Puenta na ten moment jest prosta: potwierdzone jest zatrzymanie w sprawie podejrzenia „misconduct in public office” oraz przeszukania w dwóch lokalizacjach; nazwisko i szczegóły podejrzeń pozostają poza komunikatem policji i opierają się na zgodnych relacjach agencji. Dopiero ujawnienie podstawy ewentualnych zarzutów pokaże, czy śledztwo dotyczy pojedynczych epizodów, czy szerszego schematu nadużycia publicznego zaufania.
Źródło: thefad.pl, Reuters, Associated Press, Crown Prosecution Service.
Artykuł Zatrzymany brat króla Karola III. Policja bada podejrzenie nadużycia funkcji publicznej pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Artykuł Pięć lat po brexicie: większość Brytyjczyków uważa go za błąd pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Z badań YouGov wynika, że aż 55% Brytyjczyków uważa brexit za błąd, a tylko 30% jest zdania, że była to słuszna decyzja. Co więcej, 62% respondentów ocenia jego realizację jako nieudaną.
Raport think tanku Best for Britain wskazuje, że mieszkańcy nawet najbardziej pro-brexitowych okręgów preferują obecnie bliższe więzi gospodarcze z Unią Europejską. Z kolei analiza London School of Economics wykazała, że w pierwszych dwóch latach po brexicie wartość handlu Wielkiej Brytanii z UE spadła o 27 miliardów funtów.
Według badań Cambridge Econometrics, gdyby Wielka Brytania pozostała w Unii, jej gospodarka byłaby obecnie o 140 miliardów funtów większa, a kraj miałby 2 miliony dodatkowych miejsc pracy. Prognozy wskazują, że do 2035 roku straty te mogą wzrosnąć do 311 miliardów funtów i 3 milionów stanowisk.
Brytyjski rząd zapowiada korekty w relacjach z UE, jednak nie planuje powrotu do jednolitego rynku, unii celnej ani swobody przepływu osób. Obecny premier Keir Starmer podkreśla konieczność „lepszej współpracy” z Unią, ale wyklucza możliwość powrotu do struktur wspólnotowych.
Obywatele Wielkiej Brytanii coraz częściej opowiadają się za zacieśnieniem relacji z UE. 64% ankietowanych popiera bliższą współpracę z Unią, a 55% deklaruje chęć ponownego przystąpienia do wspólnoty.
Eksperci przewidują, że presja społeczna oraz rosnące trudności gospodarcze mogą skłonić rząd do dalszych zmian w polityce europejskiej. Chociaż pełny powrót do UE pozostaje mało prawdopodobny, możliwe są stopniowe kroki w kierunku odbudowy relacji handlowych i politycznych.
Po pięciu latach od brexitu społeczne nastroje w Wielkiej Brytanii wyraźnie się zmieniły. Pogłębiające się problemy gospodarcze oraz rozczarowanie efektami brexitu powodują, że coraz więcej obywateli dostrzega potrzebę zacieśnienia więzi z Unią Europejską. Przyszłość stosunków brytyjsko-unijnych pozostaje otwarta, ale trend społeczny wskazuje na rosnącą chęć powrotu do bliższej współpracy.
Źródło: Dariusz Frach, thefad.pl / Źródło: YouGov, The Guardian
Artykuł Pięć lat po brexicie: większość Brytyjczyków uważa go za błąd pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Artykuł Obowiązkowa kwarantanna dla przyjeżdżających z Wielkiej Brytanii pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Jeszcze we wtorek, jak zapowiedział rzecznik, podpisane zostanie przez premiera Mateusza Morawieckiego rozporządzenie w tej sprawie i opublikowane w Dzienniku Ustaw, aby mogło obowiązywać od środy.
– Podjęte decyzje w sprawie kwarantanny dla podróżnych przybywających z Wielkiej Brytanii mają zmniejszyć ryzyko transmisji wariantu delta koronawirusa z zagrożonego obszaru. Musimy zadbać o obywateli naszego kraju i ich bezpieczeństwo – zaznaczył w wypowiedzi dla PAP minister Adam Niedzielski.
Oznacza to, że dodatkowe restrykcje dotykać będą nie tylko osoby przybywające z Indii, Brazylii czy Południowej Afryki, ale także z Wielkiej Brytanii.
Oczywiście osoby w pełni zaszczepione nie podlegają obowiązkowej kwarantannie
— Adam Niedzielski (@a_niedzielski) June 22, 2021
Andrusiewicz podał we wtorek, że dotychczas w Polsce potwierdzono 90 przypadków zakażenia wariantem delta.
Od czasu pojawienia się wirusa SARS-CoV-2, wywołującego COVID-19, wykryto kilka jego wariantów genetycznych. Wariant delta pierwszy raz zidentyfikowano w Indiach w październiku 2020 r. i oznaczono go jako wariant wzbudzający obawy Światowej Organizacji Zdrowia ze względu na jego zwiększoną zakaźność.
W Europie m.in. Wielka Brytania zanotowała duży wzrost liczby nowych infekcji wariantem delta. Liczba zakażeń rośnie również m.in. w Rosji.
(PAP) / Autor: Katarzyna Lechowicz-Dyl
Artykuł Obowiązkowa kwarantanna dla przyjeżdżających z Wielkiej Brytanii pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Artykuł Wielka Brytania „strefą mutowania wariantów koronawirusa” pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Instytut Roberta Kocha wydał taką opinię przede wszystkim ze względu na rozprzestrzenianie się w Wielkiej Brytanii indyjskiego wariantu koronawirusa.
Spowoduje to znaczne ograniczenie podróży z Wielkiej Brytanii do Niemiec. Wszyscy podróżni przybywający z tego terytorium będą podlegać dwutygodniowemu okresowi kwarantanny. Tego okresu nie będzie można skrócić, nawet jeśli wynik testu będzie negatywny.
Zalecenie Instytutu Roberta Kocha ma być automatycznie zastosowane przez niemiecki rząd.
Wielka Brytania jest pierwszym krajem europejskim od dłuższego czasu, który ponownie stał się obszarem, na którym krążą różne warianty koronawirusa. Według Niemiec tylko 11 krajów w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej należy obecnie do tej kategorii wysokiego ryzyka.
Indyjski wariant B.1.617.2 jest uważany za szczególnie zaraźliwy. Znacząco przyczynił się do gwałtownego wzrostu liczby zakażeń w Indiach w ostatnich miesiącach.
Według brytyjskiego ministra zdrowia Matta Hancocka, jak dotąd w Wielkiej Brytanii, zwłaszcza w północno-zachodniej Anglii i Londynie, zidentyfikowano 2967 przypadków powiązanych z wariantem B1.617.2. Rząd brytyjski jest oskarżany o opóźnienie w kwietniu zaostrzenia ograniczeń w podróżowaniu z Indii.
Wcześniej w piątek niemiecki minister zdrowia Jens Spahn wyraził zaniepokojenie sytuacją w Wielkiej Brytanii. Uznał, że konieczne jest „zapobieżenie rozprzestrzenianiu się indyjskiego wariantu” w Niemczech.
(PAP)
Artykuł Wielka Brytania „strefą mutowania wariantów koronawirusa” pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Artykuł Wielka Brytania znosi zakaz podróży zagranicznych pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, poszczególne kraje oznaczono kolorami: zielonym, żółtym i czerwonym. Od tej kategoryzacji zależy, w jakich sytuacjach można do nich wyjeżdżać, ile testów na obecność koronawirusa trzeba będzie zrobić po powrocie oraz czy i jaki rodzaj kwarantanny odbyć.
Na zielonej liście krajów, po przyjeździe z których nie trzeba będzie odbywać kwarantanny, znalazło się 12 państw i terytoriów. Są to: Portugalia, Izrael, Australia, Nowa Zelandia, Singapur, Brunei, Gibraltar, Islandia, Wyspy Owcze, Falklandy, Wyspa Św. Heleny wraz z Wyspą Wniebowstąpienia i Tristan da Cunha oraz niemające stałej populacji wyspy Georgia Południowa i Sandwich Południowy. W przypadku terytoriów z zielonej listy nadal trzeba wykonać płatny test przed przyjazdem i jeden test po przyjeździe – w drugim dniu pobytu.
Polska, podobnie jak większość krajów Unii Europejskiej, została oznaczona kolorem żółtym, co oznacza, że – tak jak dotychczas – trzeba będzie wykonać płatny test przed przyjazdem, dwa testy po przyjeździe i odbyć 10-dniową kwarantannę w domu. Tak jak do tej pory, można ją skrócić wykonując jeszcze jeden test, najwcześniej w piątym dniu pobytu. Ale podróże do krajów oznaczonych na żółto w celach rekreacyjnych, czyli z innych powodów niż uzasadnione, nadal pozostają zabronione.
Z kolei do czerwonej listy, liczącej dotychczas 40 państw i terytoriów, głównie z Afryki, Ameryki Południowej i Azji, dodane zostaną od 12 maja trzy kolejne – Turcja, Nepal i Malediwy. Wyjazdy do krajów z czerwonej listy w innych przypadkach niż takie, gdy jest to absolutnie niezbędne, pozostają zabronione, a osoby, które były w nich w ciągu 10 dni przed planowanym przyjazdem do Anglii i nie są obywatelami bądź rezydentami Wielkiej Brytanii lub Irlandii, mają zakaz przyjazdu. Te osoby, które mogą legalnie przyjechać z któregoś z krajów z listy, muszą wykonać test przed wyjazdem, a po przyjeździe odbyć płatną, 10-dniową kwarantannę w jednym z wyznaczonych przez władze hoteli. Nie ma możliwości jej skrócenia poprzez dodatkowy test.
Listy będą podlegały przeglądowi co trzy tygodnie, a gdyby jakiś kraj był zagrożony zdegradowaniem do niższej kategorii, zostanie umieszczony na liście obserwacyjnej, co pomoże ułatwić planowanie ewentualnych wyjazdów. Ale w przypadku nagłego pogorszenia sytuacji, zmiana statusu może nastąpić bez ostrzeżenia.
„Dziś rozpoczyna się pierwszy etap naszego ostrożnego powrotu do podróży międzynarodowych ze środkami mającymi na celu przede wszystkim ochronę zdrowia publicznego i zagwarantowanie, że nie zaprzepaścimy ciężko wywalczonych korzyści, do których wszyscy dążyliśmy w tym roku” – oświadczył minister Shapps.
„To nowy sposób działania i ludzie powinni spodziewać się, że tego lata podróżowanie będzie przebiegać inaczej – z dłuższymi kontrolami na granicach, co jest częścią twardych środków mających zapobiec przedostaniu się do kraju nowych wariantów wirusa i zagrożeniu dla naszego fantastycznego programu szczepień” – ostrzegł szef resortu transportu.
Nowe zasady podróżowania dotyczą tylko mieszkańców Anglii. Rządy Szkocji, Walii i Irlandii Północnej jeszcze nie ogłosiły, kiedy zniosą zakaz wyjazdów zagranicznych.
Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)
Artykuł Wielka Brytania znosi zakaz podróży zagranicznych pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Artykuł Czy paszport szczepionkowy przywróci swobodę podróżowania? Europa dyskutuje o dyskryminacji pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>W czwartek Parlament przyjął stanowisko negocjacyjne w sprawie wniosku dotyczącego certyfikatu potwierdzającego prawo do swobodnego przemieszczania się w Europie w czasie pandemii, nazywanego także paszportem szczepionkowym.
Posłowie zgodzili się, że nowy „certyfikat EU COVID-19”, a nie „Zielony certyfikat cyfrowy” (nazwa zaproponowana przez Komisję Europejską), powinien obowiązywać przez 12 miesięcy, a nie dłużej.
Dokument, który może mieć formę cyfrową lub papierową, będzie poświadczał, że dana osoba została zaszczepiona przeciwko koronawirusowi lub, alternatywnie, że jej wynik testu jest negatywny lub że wyleczyła się z infekcji. Certyfikaty EU COVID-19 nie będą jednak służyć ani jako dokument podróży. Nie staną się też warunkiem korzystania z prawa do swobodnego przemieszczania się, stwierdzili europosłowie.
Wniosek ustawodawczy dotyczący obywateli UE został przyjęty 540 głosami do 119, przy 31 wstrzymujących się od głosu. Wniosek dotyczący obywateli państw trzecich został przyjęty 540 głosami do 80, przy 70 wstrzymujących się od głosu. Głosowanie odbyło się w środę, a jego wyniki ogłoszono w czwartek rano. Zarówno Parlament, jak i Rada są teraz gotowe do rozpoczęcia negocjacji. Celem jest osiągnięcie porozumienia przed letnim sezonem turystycznym.
Zdaniem Parlamentu Europejskiego posiadacze certyfikatu EU COVID-19 nie powinni podlegać dodatkowym ograniczeniom w podróżowaniu, takim jak kwarantanna, samoizolacja czy testy. Europosłowie podkreślają, że aby uniknąć dyskryminacji osób nieszczepionych oraz ze względów ekonomicznych, kraje UE powinny „zapewnić powszechne, dostępne, terminowe i bezpłatne testy”.
PE chce zagwarantować, że unijny certyfikat będzie funkcjonował równolegle z każdą inicjatywą państw członkowskich, które powinny również przestrzegać tych samych wspólnych ram prawnych.
Państwa członkowskie muszą akceptować świadectwa szczepień wydane w innych państwach członkowskich dla osób zaszczepionych szczepionką dopuszczoną do użytku w UE przez Europejską Agencję Leków (EMA) (obecnie Pfizer-BioNTech, Moderna, AstraZeneca i Janssen), uważają europosłowie. Do państw członkowskich będzie należała decyzja, czy zaakceptują również świadectwa szczepień wydane w innych państwach członkowskich dla szczepionek wymienionych przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) do użytku w nagłych wypadkach.
Świadectwa będą weryfikowane, by zapobiec oszustwom i fałszerstwom, podobnie jak autentyczność pieczęci elektronicznych umieszczonych na dokumencie. Dane osobowe uzyskane z certyfikatów nie będą mogły być przechowywane w docelowych państwach członkowskich. Nie powstanie centralna baza danych na szczeblu UE. Wykaz podmiotów, które będą przetwarzać i otrzymywać dane, będzie jawny, tak by obywatele mogli korzystać z praw do ochrony danych przysługujących im na mocy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
Posłowie podkreślają, że szczepionki przeciwko COVID-19 muszą być produkowane na dużą skalę, w przystępnych cenach i dystrybuowane globalnie. Eurodeputowani są również zaniepokojeni poważnymi problemami wynikającymi z nieprzestrzegania harmonogramów produkcji i dostaw przez firmy.
Źródło informacji: Serwis Zdrowie
Artykuł Czy paszport szczepionkowy przywróci swobodę podróżowania? Europa dyskutuje o dyskryminacji pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Artykuł Populacja Wielkiej Brytanii w poniedziałek osiągnie odporność zbiorową przeciw koronawirusowi pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Według modeli tworzonych przez naukowców z tej uczelni, 12 kwietnia odsetek osób, które chronione są przed wirusem poprzez szczepienia, wcześniejsze infekcje lub naturalną odporność osiągnie poziom 73,4 proc. Jak uważają naukowcy, jest to punkt, w którym społeczność uzyskuje odporność zbiorową, czyli wytworzona jest wystarczająca odporność, by zmusić wirusa do wycofania się.
– To jest jak reakcja łańcuchowa. Jeśli usunie się możliwość przenoszenia wirusa przez jedną osobę na więcej niż jedną następną, wtedy on wymrze – powiedział stacji Sky News prof. Karl Friston z UCL. – Jest to ważny kamień milowy, który jest odzwierciedleniem faktu, że sprawy idą zgodnie z planem. To sugeruje, że jest mało prawdopodobne, aby po lecie lub jesienią nastąpił gwałtowny wzrost liczby ofiar śmiertelnych lub hospitalizacji – dodał.
Jak podkreślił, osiągnięcie odporności zbiorowej nie powinno być powodem szybszego znoszenia restrykcji. – Nie oznacza to, że powinniśmy nagle zmienić nasze podejście do odblokowywania lub dystansu społecznego. Sam próg odporności zbiorowej będzie zależał od ryzyka transmisji, a to zależy od takich rzeczy jak dystans społeczny – powiedział Friston.
W czwartek podano, że w ciągu ostatniej doby w Wielkiej Brytanii wykryto 3030 zakażeń koronawirusem i zarejestrowano 53 zgony z powodu Covid-19. W obu przypadkach są to liczby nieznacznie wyższe niż w bilansach ze środy. Łączne dane z siedmiu ostatnich dni są wyraźnie niższe niż w poprzednich siedmiu. W liczbie zakażeń nastąpił spadek o 37,3 proc., w liczbie zgonów – o 32,5 proc. Od początku epidemii wykryto 4,37 mln zakażeń, z powodu których zmarło 126 980 osób.
Liczba osób, które dostały obie dawki szczepionki przekroczyła tymczasem 6 mln. Do środy włącznie pierwszą dawkę otrzymało 31,8 mln osób, co stanowi 60,4 proc. dorosłych mieszkańców kraju, a obie – prawie 6,1 mln, czyli 11,6 proc. dorosłych.
Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)
Artykuł Populacja Wielkiej Brytanii w poniedziałek osiągnie odporność zbiorową przeciw koronawirusowi pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Artykuł Prawo.pl: Czy osoby zatrudnione w Wielkiej Brytanii muszą płacić podatki w Polsce? pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>Wydana kilka dni temu przez dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej interpretacja potwierdza, że o tym, gdzie powinniśmy płacić podatki, powinna decydować okoliczność, gdzie podatnik na stałe przebywa z rodziną i gdzie ma dom, w którym mieszka.
Pismo skarbówki dotyczyło przypadku Polaka, który wyjechał z rodziną do pracy w Wielkiej Brytanii i tam przebywał na stałe. Do Polski przyjeżdżał na dwu czy trzytygodniowe urlopy. W Polsce miał jednak zarejestrowaną działalność gospodarczą. Polegała ona na wynajmowaniu dwóch pomieszczeń. Przychody z najmu tych pomieszczeń były jedynymi przychodami firmy. Dochód uzyskany w Polsce z wynajmu podatnik przeznaczał na utrzymanie domu w Polsce, opłacenie mediów i ogrzewania tego domu.
Według ekspertów cytowanych przez Prawo.pl, opinia dyrektora KIS na temat opodatkowania Polaków pracujących za granicą, jest słuszna.
„Czasem widzimy tendencję organów podatkowych do prób >>łowienia<< na polską rezydencję mieszkających za granicą Polaków. Najczęściej powodem jest właśnie źródło dochodów w Polsce, np. w formie zarejestrowanej działalności gospodarczej, czy posiadanie tutaj nieruchomości. Na szczęście w omawianej interpretacji dyrektor KIS odszedł od tej praktyki” – zwraca uwagę Tomasz Krzywański, adwokat w zespole doradztwa dla klientów indywidualnych kancelarii GWW.
Jego zdaniem stanowisko organu podatkowego ma duże znaczenie dla wszystkich Polaków, którzy pomimo przeniesienia się z rodzinami za granicę i posiadania tam od lat stałego źródła zarobków zachowali jakieś formalne związki z Polską, np. w postaci zarejestrowanej firmy.
Ale uwaga: dla rezydencji ważny jest czas przebywania w kraju. Dlatego należy pamiętać, że o statusie rezydenta podatkowego decyduje to, czy dana osoba przebywa na terytorium Polski dłużej niż 183 dni w roku podatkowym lub posiada na terytorium Polski ośrodek interesów życiowych – przypomina Prawo.pl.
Podobnie, jeśli wyprowadzimy się z Polski na dłuższy okres, ale w Polsce zostawimy najbliższą rodzinę – np. małżonka, podlegających naszej opiece małoletnich czy… przysłowiowego psa – donosi portal.
Wówczas nawet uzyskanie statusu zagranicznego rezydenta podatkowego nie zwalnia nas z obowiązku rozliczania podatków od całości dochodu w Polsce. Ważniejsze jest więc, żeby skutecznie utracić polską rezydencję podatkową. Samo otrzymanie zagranicznego certyfikatu rezydencji podatkowej nie uwolni nas od problemów. Niektórym zdarza się o tym zapominać. Więcej: Prawo.pl
Źródło: PAP MediaRoom
Artykuł Prawo.pl: Czy osoby zatrudnione w Wielkiej Brytanii muszą płacić podatki w Polsce? pochodzi z serwisu ADF Consulting.
]]>