Czas: do 27 grudnia b.r. Miejsce: strona takdlabiomasy.pl (z propozycją treści opinii do wysłania) lub strona NFOŚ (jeśli wolisz napisać coś samodzielnie).
Nie chodzi jedynie o to, że ktoś może lubić sobie popalić w kominku a jak weźmie dotację z „Czystego powietrza” to nie będzie mógł tego robić i będzie smutny.
Zakaz kominków niesie bardzo praktyczne konsekwencje: to pozbawienie ludzi możliwości posiadania jakiegokolwiek zapasowego źródła ciepła na wypadek awarii podstawowego źródła ciepła, braku prądu lub klęski żywiołowej.
Nigdzie w Europie kominki nie są tak ostro zwalczane – a już tym bardziej nowoczesne kominki spełniające europejski standard Ecodesign. U nas to wszystko dzieje się pod fałszywym pretekstem walki o lepszą jakość powietrza. Fałszywym, bo dane są jednoznaczne: emisyjność nowoczesnych kominków jest wielokrotnie niższa niż kopcących staroci. Nie mają one wielkiego wpływu na jakość powietrza, zwłaszcza gdy stanowią zapasowe źródło ciepła, używane od wielkiego dzwonu.
Niestety u nas te dane się nie przebijają lub nikt nie zwraca na nie uwagi: każde spalanie drewna automatycznie kojarzy się ludziom (a więc także urzędnikom i politykom) z syfem, który codziennie wdychają, idąc ulicą w zimowy wieczór. Bardzo trudno jest walczyć z takim odium, zwłaszcza gdy branża kominkowa nie ma potężnego budżetu na promocję i marketing.
Zabierz głos w obronie kominków – liczy się dosłownie każda przesłana opinia. Aktywistów walczących z kominkami nie ma aż tak wielu. Ich siłą jest głównie nasza bierność.
]]>Trwającą od wiosny batalię między Ministerstwem Klimatu a branżą węglową wygrały obie strony: ministerstwo przepchnęło to, co chciało, ale… większość w terminie dużo późniejszym i na raty – nie od września b.r. jak pierwotnie planowano, a od roku 2027/2031. Nie zmienia to faktu, że do 2030 roku (czyli w najbliższych pięciu latach) zużycie węgla do ogrzewania domów w Polsce ma spaść nawet o połowę i taki jest powód a zarazem cel zaostrzania norm jakości.
Od 1. grudnia zobaczymy na składach opału ten sam węgiel pod nowymi nazwami:
| Dotychczasowa nazwa sortymentu wg rozporządzenia z 2022 r. | Nowa nazwa wg rozporządzenia od 1.12.2024 |
|---|---|
| kęsy, kostka, kostka I, kostka II | węgiel kostka |
| orzech, orzech I, orzech II | węgiel orzech |
| – | węgiel orzech standard dla urządzeń grzewczych klasy 3, 4 i 5 lub spełniających wymogi ekoprojektu |
| groszek, groszek I, groszek II | węgiel groszek |
| ekogroszek – nazwa handlowa, groszek plus, groszek premium | węgiel groszek standard dla urządzeń grzewczych klasy 3, 4 i 5 lub spełniających wymogi ekoprojektu |
| ekomiał – nazwa handlowa, miał plus | węgiel miał |
W porównaniu z poprzednim rozporządzeniem z 2022 roku:
W potocznym użyciu ekogroszek najpewniej dalej będzie ekogroszkiem, bo to utrwalona i wygodna nazwa. Jedynie na fakturach i świadectwach jakości sprzedawcy będą musieli stosować nazwy urzędowe.
Aha – gdyby ktoś się zastanawiał, czy mając kocioł Ecodesign będzie zmuszony kupować sortyment „dla urządzeń grzewczych klasy 3, 4 i 5 lub spełniających wymogi ekoprojektu” to odpowiadam, że nie. To jest tylko i wyłącznie nazwa, która ma sugerować, że ten węgiel lepiej nadaje się do kotłów 3/4/5. klasy i Ecodesign. Jakie parametry musi spełniać węgiel na co dzień wrzucany do kotła – o tym decyduje lokalna uchwała antysmogowa (jeśli jest) oraz wymogi producenta zdefiniowane w DTR (ale te mogą mieć znaczenie co najwyżej przy gwarancji; nie słyszałem, aby ktokolwiek został ukarany przy kontroli kotłowni za nietrzymanie się tych parametrów [jeśli nie było zarazem złamania wymagań uchwały antysmogowej]).
Nowe rozporządzenie stopniowo dokręca śrubę wymagań jakościowych dla węgla:
Ofiarami nowych norm w pierwszej kolejności padną:
Nie oznacza to, że w/w węgle zupełnie znikną z rynku 1. grudnia 2024. Tylko węgiel z Bogdanki ma problem ze spełnieniem parametrów jakiegokolwiek nowego sortymentu. Reszta węgli co najwyżej nie łapie się na parametry paliwa „ulepszone”, ale na zwykłe już tak (przynajmniej przejściowo).
Węgle z PGG w znakomitej większości utrzymają się na rynku do 2031 roku. Prawie wszystkie spełniają parametry wymagane dla „zwykłego” węgla. Po 2031 parametry jakościowe „ulepszonego” groszku i orzecha – jedynych węgli, jakie będą mogły pozostać na rynku – zdołają spełnić wyłącznie węgle takie jak Marcel czy Rydułtowy (co jest dramatem, że właśnie te, ale niestety one mają najlepszą jakość i zarazem są już prawie węglami koksującymi a niestety sortyment orzech nie normuje spiekalności…). Można zatem przyjąć, że 1. lipca 2031 to będzie koniec historii największego polskiego producenta węgla dla gospodarstw domowych (o ile nie upadnie wcześniej).
Co będzie po 2031 roku? Ci, którzy nie będą mogli przejść na inne źródło ciepła, będą palić węglem z Kolumbii oraz z głębi Azji. Na pewno będzie on świetny jakościowo, ale ile będzie kosztował na tle innych źródeł ciepła – niepodobna teraz zgadnąć.
Gdyby ktoś wiązał nadmierne nadzieje z powtarzającymi się wypowiedziami wiceministra klimatu o konieczności zmiany/odroczenia ETS2 – proszę pamiętać, że to na razie jest wyłącznie gadanie wiceministra: rzecz znacząca, ale nie decydująca. Nie wiadomo, czy polski rząd, nawet gdyby od gadania przeszedł do działania, zdoła cokolwiek w tej sprawie osiągnąć. Wszak na ETS2 zgodziły się już wszystkie kraje UE. Przy czym zauważmy, że główną troską ministra jest gaz i paliwa samochodowe a węgiel w ogóle nie jest wspominany. Gdyby nawet ETS2 wyparował zupełnie lub odsunął się w czasie to przyszłość polskiego węgla nakreślona m.in. w nowych normach jakości zasadniczo się nie zmieni.
]]>Gdy zacznie się czytać i liczyć, szybko dostrzega się, że w porównaniu do taryfy URE na rok 2025 oferta Tauronu nie jest jakoś przełomowo korzystna dla klienta. Może się taka okazać jeśli za kilka lat prąd istotnie podrożeje. Tylko czy aby na pewno podrożeje, a jeśli już, to akurat w samej cenie prądu, a nie w opłatach przesyłowych, których gwarancja ceny w ramach tej oferty nie obejmuje?
Sprawdźmy, komu ta oferta może się opłacać i pod jakimi warunkami.
Kluczowa uwaga na wstępie: termin cena prądu tutaj używany odnosi się do ceny zakupu energii elektrycznej, która stanowi ok. 50% rachunku za prąd, jaki ostatecznie trzeba uiścić. Pozostała część (gł. koszty przesyłu) nie jest objęta ofertą, o której tutaj mowa, a więc może się zmieniać w ciągu tych 9 lat.
Oferta Nowa Energia od Tauronu to coś, co w nomenklaturze firmy nazywa się: cennik.
Mechanizm jest dobrze znany świadomym klientom Taurona (i pewnie też innych sprzedawców prądu), już kilka lat temu pisałem o nim w tym artykule.
W poprzednich latach oferty serwowane w cennikach rzadko kiedy były faktycznie korzystne dla przeciętnego konsumenta zużywającego ok. 2-3 tys. kWh rocznie. Nawet jeśli prąd w cenniku był nieco tańszy niż w taryfie URE to oszczędność zjadała opłata handlowa. Co gorsza, laik podpisujący umowę był bez ostrzeżenia wciskany w cennik jeśli sam świadomie i stanowczo nie upomniał się o taryfę sprzedawcy.
W stosunku do znanych do tej pory Tauronowskich cenników, Nowa Energia niesie pewne nowości:
Ceny prądu, jakie Tauron chce zagwarantować klientom w ofercie Nowa Energia na najbliższe 9 lat, są wyższe od ceny maksymalnej (dotowanej przez państwo) obowiązującej w II półroczu 2024 oraz (jak się zdaje) do września 2025, ale niższe od cen taryfowych URE na rok 2025 o kilka procent – tylko że różnicę w cenie skutecznie niweluje opłata handlowa: aż 31,50zł/m-c brutto.
Opłacalność nowej oferty Tauronu będzie zależała przede wszystkim:
Ponieważ nie dysponuję sprawną szklaną kulą – nie wiem, jakie będą ceny prądu w przyszłych latach. Gdyby jednak ceny taryfowe znacznie spadły to wypisanie się z cennika Nowa Energia jest możliwe w każdej chwili. Co prawda opłata dodatkowa z tym związana zje część oszczędności, ale w sumie nie więcej niż 300zł, więc to nie rujnuje opłacalności całego przedsięwzięcia.
Tak wyglądałyby koszty zakupu prądu (cena brutto bez kosztów dystrybucji) w taryfie G11 w ofercie Nowa Energia w zależności od rocznego zużycia.
| Roczne Zużycie prądu | Koszt wg taryfy URE na rok 2025 | Koszt w ofercie Nowa Energia na rok 2025 | Oszczędność |
|---|---|---|---|
| 2000kWh | 1542zł | 1851zł | -20% |
| 4000kWh | 3084zł | 3325zł | -7% |
| 6000kWh | 4627zł | 4798zł | -3% |
Oferta Nowa Energia od Tauronu przynosi stratę dla zużycia poniżej 10 tys. kWh/rok. Gospodarstwo domowe z niewielkim zużyciem (2 tys. kWh/rok) zapłaci w tej ofercie aż 20% więcej niż w aktualnej taryfie sprzedawcy.
Przy 60% zużycia przypadającym na godziny pozaszczytowe, opłacalność oferty Tauronu kształtuje się następująco:
| Roczne Zużycie prądu | Koszt wg taryfy URE na rok 2025 | Koszt w ofercie Nowa Energia na rok 2025 | Oszczędność |
|---|---|---|---|
| 2000kWh | 1382zł | 1700zł | -22% |
| 4000kWh | 2765zł | 3022zł | -9% |
| 6000kWh | 4147zł | 4344zł | -5% |
Jest trochę mniej źle niż w taryfie G11: zużycie 10 tys. kWh daje oszczędność 5%.
Zgaduję:
Oferta Tauronu byłaby bardzo opłacalna gdyby w ciągu nadchodzących 9 lat miał nastąpić znaczny wzrost cen prądu. A nastąpi, prawda? Przecież non stop bombardują nas szokujące nagłówki w tej sprawie, więc w przeświadczeniu laika 3zł/kWh to kwestia czasu?
Lecz gdy zagłębić się z poziomu clickbaitów do cokolwiek bardziej fachowych mediów to prognoz istotnego wzrostu ceny prądu w najbliższych latach tam nie widać. Wręcz przeciwnie: rynkowa cena prądu ciągle spada po rekordowych wzrostach 2022 roku i w tej chwili na 2025 rok mówi się o dalszych spadkach.
Tu jest prognoza kosztów prądu do 2030 roku wydana w 2020 roku przez Instytut Energii Odnawialnej. Wtedy przewidywano, że do 2030 roku cena prądu wzrośnie o 12% a koszty dystrybucji o 9%. Autorzy zastrzegają, że też nie mają sprawnej szklanej kuli i nie należy się przywiązywać do dokładnych liczb, jakie tam podają, ale ważne są trendy: raczej będzie rosło, choć – poza sytuacjami wyjątkowymi – nie będą to wzrosty rzędu 200% w dekadę.
Czy jakieś użyteczne wnioski z tego płyną? Chyba tylko taki, że – w przeciwieństwie do uczucia zagrożenia podwyżkami, jakie można wynieść z medialnej narracji – wcale nie ma pewności ani nawet mocnych sygnałów sugerujących duże wzrosty cen sprzedaży prądu w perspektywie dekady. Jednak przy obecnym poziomie taryfowych cen sprzedaży prądu trzeba się wykazywać naprawdę ogromnym zużyciem prądu, aby skorzystanie z oferty Tauronu miało jakikolwiek sens ekonomiczny. Przy małym zużyciu (jeśli cokolwiek poniżej 10 tys. kWh/rok można nazwać „małym”) każdy miesiąc korzystania z oferty Nowa Energia (gdy zakończy się rządowe mrożenie cen – na teraz wydaje się, że nastąpi to 30.09.2025) wygeneruje stratę.
Nie powinni się tu zapuszczać zużywający mało a nawet sporo, lecz poniżej 10 tys. kWh/rok – zapłacą nawet 20% więcej, ale dopiero gdy rząd wyłączy w końcu zamrażarkę. Dopóki trwa mrożenie cen prądu, stawki w taryfie sprzedawcy jak i w ofercie Tauron Nowa Energia są identyczne.
]]>Zrozumienie rachunków za prąd i gaz nigdy nie było łatwe, ale ostatnie lata to istne pandemonium komplikacji. Prócz standardowej mnogości opłat i taryf, skomplikowaniu uległ sposób wyznaczania ceny prądu.
Rynkowe ceny zarówno prądu jak i gazu cały czas spadają – ale pozostają wyższe od cen „mrożonych”, dlatego „odmrażanie” wciąż jeszcze oznacza podwyżki.
Cena prądu pozostaje zamrożona do końca 2024 roku, ale na innych zasadach niż do tej pory.
Zmiany oznaczają podwyżkę tylko dla odbiorców w taryfie G11, której używa niemal 90% Polaków. Może to czas przemyśleć przejście na taryfę G12(w)? Dla większości gospodarstw domowych jest ona korzystniejsza, ale ludzie o tym nie wiedzą, boją się, że stracą lub mają na głowie ważniejsze sprawy.
Choć przez media przelewają się alarmistyczne nagłówki o podwyżkach – w odniesieniu do prądu w taryfach dwustrefowych używanego do ogrzewania domów są one nieprawdziwe. Od 1 lipca prąd w godzinach pozaszczytowych taryf G12/G12w tanieje do poziomu ok. 0,7zł/kWh (z przesyłem i VAT). Wreszcie odetchną (o ile jeszcze żyją) ogrzewający domy pompami ciepła, którym nie poszczęściło się załapać na fotowoltaikę na starych zasadach.

Do końca roku 2024 rządowa cena maksymalna ścięła ceny prądu w godzinach szczytu taryf G12 i G12w do poziomu niemal identycznego z G11.
Obecna taryfa cen prądu została wyjątkowo rozciągnięta przez URE aż na półtora roku: od 1. lipca 2024 do końca 2025 r. Oznacza to, że obecne ceny taryfowe prądu będą obowiązywały także w roku 2025. Mimo to rachunki za prąd w przyszłym roku nie będą identyczne i mogą się zmienić (i to raczej nieco w górę niż w dół), bowiem:
Powodów do radości nie mają ogrzewający gazem. Cena gazu została zupełnie odmrożona. Zapłacimy zgodnie z taryfą URE o 20% więcej, ale z uwzględnieniem wzrostu opłat stałych rachunki dla ogrzewających domy gazem wzrosną o dobre 25%.
Obecna taryfa cen gazu obowiązywać będzie przez rok – do połowy 2025 r. Co będzie później – nie wiedzą jeszcze nawet najstarsi jasnowidze. Choć jak dotąd cena gazu na rynku stale spadała, nie ma gwarancji, że w 2025 ten trend będzie kontynuowany. Na horyzoncie majaczy też ETS 2, który ma wejść od 2027 roku, jeśli rząd jakimś cudem nie przebłaga złej macochy Łunii.
Ciekawostką jest fakt, że obecnie wyraźnie tańszy jest gaz propan z dużej butli niż gaz ziemny z rury.
Trwa starcie między Ministerstwem Klimatu a górnictwem węgla kamiennego o nowe normy jakości węgla sprzedawanego gospodarstwom domowym. Sam fakt zaostrzenia norm nie jest niczym dziwnym ani złym samym w sobie. Przymiarki do zaostrzenia były już pod koniec 2021 roku, ale odłożono je ze względu na wojnę w Ukrainie i związane z tym trzęsienie ziemi na rynku opału.
Osią sporu jest obecnie szaleńcze tempo zaostrzania wymagań wymyślone przez lewicowo-zielone ministerstwo. Na tyle szybkie, że mogłoby się skończyć tej jesieni nawet niedoborem opału podobnym do sytuacji z 2022 roku, choć zapewne o mniejszej skali.
Obszernie wyjaśnia sprawę ten artykuł na portalu rolniczym (sic!). Widać w nim napracowanie, wiedzę (może poza myleniem sortymentu z asortymentem) i myślenie autora. Jakże różny to standard od wszechobecnego na portalach bardziej branżowych kopiowania narracji rządu, aktywiszczów lub górników bez grama pomyślunku, byle tylko wskoczyła wierszówka i zgadzały się odsłony.
Od 1. lipca nielegalne staje się używanie kotłów bezklasowych w województwie dolnośląskim oraz kotłów 3. i 4. klasy w województwie świętokrzyskim.

Oficjalne źródła m. Wrocławia mówią o „zakazie użytkowania”. Ciekawe, czy to oznacza możliwość pozostawienia starego kotła, o ile w nim nie palę? Nikt tego nie wyjaśnia. Wszystko okaże się przy kontroli. Jeśli kontrolerzy będą mieli inne zdanie to pozostaje grzecznie przyjąć mandat i stary kocioł usunąć – albo oddać sprawę do sądu i zdać się na jego łaskę lub niełaskę, bo wynik interpretacji, jaki sąd z siebie wyda, jest

Miasto Wrocław nie wymieniło wszystkich kotłów i pieców w lokalach komunalnych. To norma jak Polska długa i szeroka. Terminy wymiany wyznaczono politycznie, żeby udobruchać aktywistów, a nie w oparciu o analizę sił i środków.
Miasto Świdnica jako pierwsze zgłosiło do marszałkostwa oficjalną prośbę o odroczenie terminu wymiany starych kotłów. Szczerze wątpię, aby to przeszło. Gdyby nawet marszałkostwo chciało odroczenia – prędko mu się odechce po tym jak dojedzie ich Dolnośląski Alarm Smogowy wsparty przez rozmieszczone tutaj dywizje funkcjonariuszy Wyborczej. To sprawdzony lata temu mechanizm.
Obstawiam, że żadnego oficjalnego odroczenia nie będzie. Będzie natomiast, wzorem innych województw, pobłażanie i patrzenie przez palce uprawiane na poziomie gmin.

Kopiowany po lokalnych mediach od kilku miesięcy miejski materiał prasowy wprowadza w błąd. Nie ma żadnego zakazu kotłów na paliwa stałe na całym Dolnym Śląsku. Zakaz dotyczy tylko Wrocławia i uzdrowisk. Nie pierwszy raz spotykam się z tym, że urzędnicy kłamią tak, jak im wygodnie. Wiedzą, że ludzie nie mają o niczym pojęcia, że nie istnieją aktywiści, którzy by ich wypunktowali, więc czują się bezkarni.
W tym roku upłyną jeszcze terminy wymiany kotłów bezklasowych w woj. pomorskim oraz w woj. łódzkim.
]]>Długoletni Czytelnicy mogą pamiętać różne poprzednie podejścia władz centralnych do tematu norm jakości węgla: najpierw wprowadzenia jakichkolwiek norm a potem ich stopniowego zaostrzania. Wtedy tłumaczyłem, że nie ma dowodów, aby polepszenie jakości węgla mogło dać istotną poprawę jakości powietrza jeśli ten węgiel jest dalej spalany w starych kopcących smoluchach. Dziś już mi się nie chce produkować. Tutaj kompletnie nie chodzi o techniczne fakty, nikt nie zwraca na nie uwagi. Chodzi o zwiększanie presji na odchodzenie od węgla za pomocą kija, bo to prostsze i tańsze niż zachęty i dopłaty.
Dla tych, co mają swoje życie i nie śledzą wiadomości – skrót wydarzeń:
Pomysły Ministerstwa Klimatu uderzają głównie w polskie kopalnie, ale także w importerów. Przykładowo planowanego pułapu siarki max. 1,2% nie spełnia cały węgiel z Bogdanki. Owszem, węgiel da się odsiarczać i odpopielać – ale trzeba mieć do tego instalacje, które należy zbudować lub rozbudować, a gdy to się uda – finalny produkt o lepszej jakości musi być droższy o koszt tej przeróbki. Podobnie rzecz się ma u importerów – tu również dodatkowa przeróbka będzie kosztować, choć może mniej, jeśli surowiec na wejściu mniej będzie odstawał od norm. Efektem będzie pogłębienie zależności od importowanego węgla.
Jaka może być skala wzrostu cen węgla na skutek tych regulacji – to zależy, jak ukształtuje się podaż w relacji do popytu. Zużycie węgla stopniowo spada: z ok. 12 mln. ton dekadę temu spadło do zaledwie 6 mln. ton w 2022 roku (który to rok był wyjątkowy, więc niekoniecznie jest to spadek trwały). Problem w tym, że ubytek istotnej ilości węgla z rynku może być dość nagły, bo Ministerstwo Klimatu chciałoby dokręcić śrubę norm już od najbliższej jesieni/zimy. Mogłoby się to skończyć przynajmniej lokalnie małym deja vu z jesieni 2022.
Tak czy inaczej, trzeba pamiętać, że: ogrzewanie węglowe to Titanic, który już uderzył w górę lodową i tonie – ustalono daty, kiedy ma się zakończyć wydobycie jak i spalanie węgla w domowych kotłach. Ale Ministerstwo Klimatu chciałoby, aby ten Titanic tonął szybciej, bo póki co pasażerom nie spieszy się za burtę. Jeszcze mogą się łudzić: iść na rufę, tam jest sucho i gra orkiestra. Więc ministerstwo wymyśliło, że trzeba na rufie wywołać pożar – wtedy ludzie będą chętniej skakać do lodowatej wody.
Z wielu względów odejście od ogrzewania węglem jest nieuniknione. Plus jest taki, że będzie to proces trwający nawet do kilkunastu lat, więc warto już zacząć myśleć i planować stopniową termomodernizację oraz przejście na inne źródło ciepła. Owszem, polityka państwa nam tego nie ułatwia:
Jedno, czego można być na 1000% pewnym, to opłacalność termomodernizacji. Czymkolwiek byśmy nie ogrzewali – nie będzie to na tyle tanie, aby można było tym bez bólu szastać, a więc każda inwestycja w budynek, która zmniejszy zużycie energii i/lub pozwoli produkować ją na miejscu, na pewno się opłaci.
Nie pierwszy raz to piszę i widzę, że to nie jest to, co wielu Czytelników chciałoby przeczytać. Raczej chcą być uspokajani, że czarne kamienie są OK a wrogi spisek ekologiczny niechybnie upadnie już za rok-dwa i znów będziemy się cieszyć tanim czarnym złotem narodowym. Niestety takie nadzieje nie znajdują żadnych punktów zaczepienia w faktach. Okoliczności się zmieniają. Tak, jak 10 lat temu uważałem, że należy się zaangażować w naukę poprawnego palenia węglem i drewnem, tak dekadę później uważam, że termomodernizacja i zmiana źródła ciepła na coś innego niż węgiel jest uzasadniona i długoterminowo korzystna.
]]>Skrótowo póki co opiszę znane mi problemy i błędy eksploatacyjne w kotłach Ecodesign. Liczę, że Czytelnicy dorzucą coś od siebie i z czasem wyjdzie z tego pełniejszy artykuł na temat poprawnego użytkowania takich kotłów.
Kotły zasypowe 5. klasy i Ecodesign to w 100% kotły dolnego spalania. Konstrukcyjnie jest to kompletnie co innego niż stare kotły górnego spalania. Nie trzeba żadnej fachowej wiedzy, by dostrzec, że konstrukcje te różnią się istotnie budową.
Jakieś pojęcie będzie potrzebne, by zauważyć, że w środku obu kotłów dzieje się co innego i inne są tego efekty wizualno-zapachowo-energetyczne:
Wszystko to razem skutkuje tym, że emisje zanieczyszczeń z kotła Ecodesign są o wiele mniejsze niż najlepsze wyniki możliwe do osiągnięcia w starym kotle rozpalanym od góry. Grafika poniżej dotyczy co prawda kominka, ale dla kotła te liczby wyglądają niemal identycznie.
Da się w kotle Ecodesign palić dobrze – ale da się też palić źle, używając go nieprawidłowo. Podobnie jest np. z pralką, piekarnikiem czy wiertarką: nieprawidłowe użycie powoduje, że urządzenie działa gorzej lub wcale, a także może nieść przykre skutki uboczne.
W kotłach „starej daty” wielkim problemem był fakt, że instrukcja obsługi najczęściej była wrogiem poprawnego palenia.
Ta różnica zmienia bardzo wiele. Czym innym jest przekonywać kogoś do zaczerpnięcia nieoficjalnej wiedzy z internetu – a czym innym wytknąć mu na podstawie zapisów instrukcji kotła, co robi źle.
Z punktu widzenia szeregowego palacza instrukcja wydaje się totalnie bez znaczenia. A dla nas to był jeden z większych problemów, przez który nie udało się nikogo przekonać do większej kampanii edukacyjnej na temat palenia od góry. Nikt przytomny, rozumiejący sprawy techniczne i prawne, nie podpisze się bez solidnego d***chronu pod przekazem zaczynającym się od słów: a teraz rozpalimy inaczej niż zalecił producent twojego kotła!
Kotły Ecodesign nie mają już tego problemu. Tutaj zapisy instrukcji są poprawne i prezentują prawidłowy sposób palenia.
Co takiego można zrobić źle w kotle dolnego spalania? Otóż można przenieść „doświadczenie” 10/20/30 lat palenia w starym kotle (czyli mnóstwo złych nawyków) na nowy kocioł – a nie wiedzieć, co w tym nowym kotle działa inaczej niż w starym. Bo nie przeczytało się instrukcji obsługi lub zostało dezinformowanym przez jeszcze mniej dokształconego instalatora.
Poniżej opiszę pięć najbardziej prawdopodobnych błędów obsługi, które spowodują, że nowoczesny kocioł Ecodesign będzie dymił lub w skrajnym przypadku kopcił jak wściekły:
Sporo kotłów dolnego spalania posiada klapkę krótkiego obiegu. Pozwala ona skrócić drogę spalin, aby ułatwić rozpalenie kotła. Może być umieszczona na dwa sposoby:
Drugi rodzaj klapki jest bezproblemowy. Po jej otwarciu kocioł dolnego spalania pozostaje kotłem dolnego spalania – jedynie spaliny omijają część wymiennika.
Gorzej jest w przypadku klapki krótkiego obiegu umieszczonej u góry komory zasypowej. Jej otwarcie powoduje, że kocioł przestaje być kotłem dolnego spalania – pracuje dokładnie tak, jak najgorszy kopcący staroć. Ale niestety grzeje nie gorzej niż ów staroć, więc można w tym nie widzieć problemu a nawet niekiedy zaletę…

Zielona linia: prawidłowy obieg powietrza/spalin w kotle dolnego spalania.
Czerwona linia: nieprawidłowy obieg powietrza/spalin wywołany otwarciem klapki krótkiego obiegu. Dokładnie taki, jak w starych kotłach.
Dlaczego ktoś miałby nie zamykać klapki krótkiego obiegu?
Prawidłowo klapkę krótkiego obiegu otwiera się wyłącznie na czas rozpalania, aby rozpalając niewielką ilość opału uruchomić ciąg kominowy. Gdy ciąg już jest – zamyka się klapkę krótkiego obiegu, zasypuje więcej paliwa i kocioł powinien poprawnie pracować. Jeżeli coś jest nie tak – oznacza to np. problem z ciągiem kominowym (może komin nie spełnia wymagań dla tego kotła?).
Przy okazji zobaczmy, jak wygląda poprawne rozpalanie w kotle dolnego spalania, bo to też robi się inaczej niż w starych kotłach. Tutaj film z rozpalania w kotle MPM DS Wood, który ma klapkę krótkiego obiegu w wymienniku.
Wlot powietrza wtórnego to rzecz kompletnie nowa dla ludzi, którzy pierwszy raz w życiu mają kocioł dolnego spalania. Najgorsze jest to, że można o nim w ogóle nie wiedzieć i nigdy go nie otworzyć – a kocioł będzie grzał z pozoru normalnie, to znaczy: wypuszczając kłęby dymu prawie jak jego staroświecki poprzednik.

Typowa lokalizacja wlotu powietrza wtórnego w polskich kotłach dolnego spalania: hen na boku, tam, gdzie zwykle jest ściana i nie idzie ręki włożyć.
Prawidłowo wlot powietrza wtórnego musi być zawsze otwarty – ale w stopniu dostosowanym do opału i jego granulacji:
Regulacji ilości powietrza wtórnego trzeba dokonać na podstawie obserwacji własnego komina (bo niewiele kotłów ma wizjer z możliwością obserwacji płomienia). W trakcie normalnej pracy, tj. min. 30 minut po rozpaleniu – o ile węgiel nie jest „hutniczy” a drewno nie jest mokre – nie powinno być (prawie) żadnego widocznego dymu u wylotu komina.
Bufor ciepła promujemy od lat, bo to jest wybawienie z większości udręk, jakie niosło palenie drewnem i węglem naszym dziadom i ojcom:
Mimo to nie brakuje narzekających na konieczność instalacji bufora ciepła do kotła zasypowego Ecodesign i szukających wymówek:
Mamy tu potężny artykuł o buforze ciepła, który wyjaśnia te i inne wątpliwości (zaczynając od różnicy między bojlerem a buforem).
Klucz do maksymalnej sprawności w kotle zasypowym (takiej rzędu 70% i więcej) to praca zawsze na pełnej mocy. Nie da rady stale gonić na pełnej mocy bez bufora ciepła. Zawsze przychodzi taki moment, że dom się nagrzeje, miarkownik przymyka dopływ powietrza i kocioł zaczyna (mniej lub bardziej) dymić – ze stratą na sprawności. Sprawność kotła pracującego bez bufora może nie przekraczać 50%, zwłaszcza jeśli przy okazji jest przewymiarowany.
Tymczasem bufor ciepła:
Formalnie kocioł zasypowy Ecodesign / 5. klasy wymaga bufora ciepła o pojemności co najmniej takiej jak wymaga producent w instrukcji obsługi kotła – bez tego nie jest kotłem Ecodesign / 5. klasy. Po prostu jego świadectwo jest nieważne.
Liczne polskie kopalnie sprzedają na rynek cywilny węgiel totalnie niezdatny do spalania w domowych kotłach (bo tylko taki już wydobywają). Można go nabyć nieświadomie i się męczyć – ale nie brak mu też świadomych wielbicieli, bo grzeje pieruńsko mocno (nic to, że na kwadracie wali smołą jak z fabryki asfaltu).
Mowa o węglach typów 33 i 34 (a może nawet 35) – z kopalni takich jak Marcel, Rydułtowy i kilka innych. Niestety informacji o typie albo o kopalni nie uświadczymy w ofercie sprzedawców opału ani na świadectwie jakości węgla. Pewną poszlaką może być spiekalność: wszystko powyżej RI = 20 najlepiej omijać.
W kotle dolnego spalania – poza gejzerem dymu i kopalnią sadzy – spiekające węgle powodują też uciążliwe zawieszanie się opału w komorze zasypowej, prowadzące albo do częstych wizyt w celu szturchania czarnych kamieni pogrzebaczem, albo do wygasania kotła w przypadku braku takich wizyt, gdy masz akurat coś lepszego do roboty (np. sen).

Jeśli wyziew z komina wygląda jak dym z opon i pachnie jak dym z opon – to albo palony jest węgiel „hutniczy”, albo faktycznie ktoś pali oponami.
Palenie mokrym drewnem w każdym kotle/kominku/piecu (także Ecodesign) prowadzi do:
Brzmi jak doskonała tortura – a jednak wciąż nie brak jej amatorów. Może to efekt tego, że ludzie tak palą całe życie a nigdy nie widzieli, jak wygodne jest poprawne palenie sezonowanym drewnem, zwłaszcza w nowoczesnym kotle z buforem ciepła?
Najczęstsze wymówki palących mokrym drewnem to:
Oczywiście, że „dłużej się pali”, skoro przez piec musisz przewalić dwa razy więcej drewna, bo połowa się marnuje na odparowanie nadmiarowej wody!
Sezonowanie drewna to jedna z tych dziedzin, w której chcący znajdzie sposób, a nie-chcący znajdzie…

Odpowiednio przygotowane wiosną drewno (połupane i pocięte, ułożone w przewiewnym miejscu) będzie się nadawało do palenia na jesieni tego samego roku – twierdzą zgodnie instytuty niemieckie i skandynawskie zajmujące się ogrzewaniem drewnem. W Polsce wciąż powtarza się asekuracyjne „min. 2 lata sezonowania”. Bzdura – jeśli sezonowanie jest poprawne, wystarczy jedno lato (wyjątkiem może być dębina). A jeśli drewno leży w okrąglakach lub kisi się w szczelnym pomieszczeniu – nie wyschnie nawet za 5 lat.
Istnieje w Polsce od kilku lat prawna możliwość karania za palenie mokrym drewnem. Zapis o zakazie palenia drewnem o wilgotności powyżej 20% znajduje się we wszystkich uchwałach antysmogowych. Cóż z tego, gdy ich egzekwowanie w większości gmin jest jak na razie marne lub żadne…
]]>ETS 2 najmocniej podniesie cenę węgla – o ok. 30% względem dzisiejszej ceny ~1500zł/t. Zarazem nie dotknie w ogóle drewna i pomp ciepła – ale drewno podrożeje pośrednio, przez zwiększony popyt, zaś energetyka wymaga inwestycji, więc nic nie wskazuje, żeby prąd miał wrócić do cen sprzed kilku lat.
Jedyne, co daje teraz pewność stabilnych kosztów ogrzewania na lata – to własne źródło taniej biomasy (np. kawałek lasu). Ale i tu miejscami na przeszkodzie może stanąć uchwała antysmogowa z zakazem palenia drewnem. Ograniczenia w tym względzie wprowadzono w czterech województwach (szczegóły poniżej).
Polski samotny sprzeciw nic nie dał. ETS 2 to już obowiązujące prawo. Za 2 lata wystartuje fundusz wsparcia w termomodernizacji a za 3 lata o tej porze zapłacimy więcej kupując węgiel, gaz lub olej opałowy.
Cel jest szczytny: by nasze domy były zdrowe i tanie w utrzymaniu – zużywały możliwie mało energii, w tym większość ze źródeł odnawialnych. Problem jednak w początkowych kosztach dostosowania się do tego standardu, które przekraczają możliwości wielu Polaków. I choć tym razem w pakiecie przewidziano wsparcie – istnieje obawa, że dotacje pójdą nie tam, gdzie są najbardziej potrzebne, podczas gdy rodziny dotknięte ubóstwem energetycznym mogą utknąć w spirali rosnących cen paliw kopalnych.
Jak na razie o ETS 2 mówi się u nas równie niewiele jak swego czasu o uchwałach antysmogowych. I pewnie analogicznie do tego tematu, wielkie zaskoczenie nastąpi 2. stycznia 2027 gdy pierwsi klienci zobaczą nowe ceny węgla na składach opału.
Opłata emisyjna ETS 2 dotyczy tony wyemitowanego kopalnego CO2 i początkowo ma wynosić max. 45 euro. Ilość CO2 wytworzonego ze spalenia jednostki paliwa jest różna dla każdego z paliw kopalnych. Przeliczając opłatę na jednostki paliwa, przy kursie euro 4,5zł otrzymujemy około:
ETS 2 to nie jest opłata w stałej kwocie – to system handlu emisjami. Jedynie w pierwszych latach (podobno do 2030) ma istnieć hamulec bezpieczeństwa na poziomie 45 euro. Później cena emisji będzie wzrastać.
Na ponoszony koszt opłaty emisyjnej wpływ będzie miała nie tylko sama kwota opłaty, ale także realna sprawność urządzenia spalającego paliwo kopalne. Potencjalnie najgorszą sprawność mają kotły węglowe:
Posiadacze takich kotłów zapłacą najwięcej, bo znaczna część opału się u nich marnuje – a więc muszą go kupić więcej niż potrzeba.
W pakiecie z opłatą ETS 2 przewidziano wsparcie na termomodernizację i ograniczenie zużycia paliw kopalnych dla gospodarstw domowych dotkniętych ubóstwem energetycznym. Jest pewne, że to wsparcie będzie, bo zapisano je w unijnym prawie wprowadzającym ETS 2, ale:
Nie jest źle, ale nie jest też dobrze. Można powiedzieć, że jest średnio: będzie niemałe wsparcie, ale nie wiadomo, czy tym razem wreszcie trafi do tych, którzy go najbardziej potrzebują.
ETS 2 nie wymaga kolejnej wymiany źródła ciepła ani całkowitego odejścia od spalania węgla czy gazu. Jest kilka sposobów znacznego obniżenia zużycia paliw kopalnych poprzez stosunkowo niewielkie inwestycje, przykładowo:
Nietrudno zauważyć, że ETS 2 idzie w poprzek krajowych uchwał antysmogowych: nakłada opłatę emisyjną na gaz – od kilku lat lansowany w Polsce jako „paliwo idealne bo nie dymi!” – a preferuje drewno i inne rodzaje biomasy – u nas okładane kijami ograniczeń i zakazów w imię walki ze smogiem.
Istniejące (obowiązujące i przyszłe) zakazy palenia drewnem w Polsce:
Szczegóły w przeglądzie uchwał antysmogowych.
Przepisy zakazujące drewna są efektem mizernej wiedzy dziedzinowej urzędników, lobbingu podszytych gazem „ekologów”, ale przede wszystkim fatalnej, koszmarnej i nagannej kultury palenia drewnem w Polsce. Wystarczy wziąć laika na spacer po dowolnej polskiej miejscowości zimą po godzinie 16-tej, by wrócił z niego jako zwolennik całkowitego zakazu palenia czymkolwiek, z drewnem włącznie.
W Europie palenie drewnem wygląda zupełnie inaczej – zostało ucywilizowane 20-30 lat wcześniej niż u nas. Dlatego UE z zasady nie ma nic przeciw drewnu, pelletowi i innym rodzajom biomasy, zwłaszcza że są to źródła energii odnawialnej pomagające w odchodzeniu od paliw kopalnych.
Uchwały antysmogowe to nie wyrok. Każdą z nich może zmienić odpowiednio duża i zdeterminowana grupa mieszkańców miasta/województwa. Problem w tym, że ludzie najczęściej nic o uchwałach nie wiedzą dopóki nie minie jakiś termin wymiany – albo też nie ma liderów ni organizacji, które by umiejętnie pociągnęły działania na rzecz zmian. Co ciekawe: tacy liderzy i organizacje bez trudu się znalazły przy temacie stref czystego transportu – bo ten temat grzeje znacznie szersze masy do znacznie wyższych temperatur…
Szlak został przetarty w Małopolsce: wiemy już, że obywatelska inicjatywa uchwałodawcza to nie jest właściwa droga zmiany uchwały, bowiem z interpretacji prawa wynika, jakoby tylko zarząd województwa mógł wyjść z projektem zmiany uchwały. A zarząd można zmotywować np. poprzez wystosowanie petycji. Kilka tysięcy podpisów pod petycją sprawi, że zarząd województwa nie będzie mógł jej łatwo zignorować.
Najłatwiejszym sposobem wpływania na kształt uchwał antysmogowych pozostają konsultacje społeczne przy okazji wprowadzania lub zmiany uchwał. To w taki sposób parę lat temu branża kominkowo-zduńska oraz Polskie Forum Klimatyczne zablokowały pomysł całkowitego zakazu palenia drewnem w całym woj. mazowieckim, a zupełnie niedawno podobną drogą Polski Alarm Smogowy wraz z przybudówkami za pomocą ~1000 głosów zniweczył pomysł odroczenia kujawsko-pomorskiej uchwały antysmogowej o 6 lat.
Unijne działania ku ograniczeniu zużycia paliw kopalnych najczęściej wyjaśnia się u nas klimatem, bo tak najłatwiej wyśmiać ich sens. Tymczasem to jest tylko jeden z aspektów sprawy.
Rzadko mówi się o tym, że kraje Europy (Polski nie wyłączając) są ogromnie uzależnione od importu paliw kopalnych i płacą za ten import astronomiczne kwoty. Importować muszą, bo własnego gazu i ropy (już / prawie) nie mają. U nas podobnie rzecz ma się z węglem do ogrzewania domów: większość musimy importować i ten stan rzeczy od lat nie zmienia się na lepsze, mało tego: zmienia się na gorsze.

Unia Europejska importuje ponad 90% ropy i ponad 80% gazu ziemnego. Źródło: Eurostat
Poniższy wykres podaje kwoty, jakie Unia płaci za importowane surowce:
Dla porównania: całość wydatków w budżecie Polski na 2024 rok to ~200 miliardów euro a cały unijny fundusz odbudowy po pandemii (u nas znany jako KPO) to ~800 mld euro.

Wartość importu surowców energetycznych do UE – średnie miesięczne. Źródło: Eurostat
Co złego jest w imporcie?
Z powyższych powodów różne kraje Unii Europejskiej od kilkunastu lat podejmowały kroki w kierunku ograniczenia zużycia paliw kopalnych do ogrzewania domów. Przodowały w tym te z nich, którym zaciskała się na szyi pętla wyczerpujących się własnych złóż:
Długo jednak nie było spójnych działań w skali całej Unii. Wszystko zmienił rok 2022. Zależność od importu kopalin zabolała Europę jak nigdy – więc i działania na rzecz rezygnacji z paliw kopalnych nabrały niebywałego przyspieszenia. Jednym z efektów jest właśnie ETS 2.
Również w śpiącej na węglu Polsce importujemy większość węgla zdatnego do domowych kotłowni – to też powinno być jasne po 2022.
Rodzime górnictwo:
Wszystko to razem powoduje, że w ogrzewaniu domów coraz bardziej wisimy na imporcie. Dlaczego tak jest, że nie jesteśmy w stanie pokryć zapotrzebowania na węgiel do domowych kotłów z własnego wydobycia – nie mam pojęcia. Natomiast taki jest fakt, na który my, szarzy konsumenci, nie mamy wpływu.
ETS 2 to kolejny gwóźdź do trumny węgla w ogrzewaniu polskich domów. Jednak ta trumna zbudowana jest z wielu gwoździ i desek.
]]>Pisząc o sprawności kotłów gazowych będę stosował skalę względem ciepła spalania (czyli nieprzekraczającą 100%), bo tak dziś robi gazownia przy przeliczaniu m3 gazu na kWh.
Kotły gazowe są czyściutkie i ładne, o sprawnościach zawsze blisko 100%, sadzy i dymu nie produkują – gdzie tutaj mogłyby zachodzić jakieś straty?
Proszę bardzo:
Często jako zło widziane jest taktowanie, czyli bardzo częste i krótkie załączenia kotła. Jednak nie znalazłem dowodów na to, aby taktowanie przyczyniało się do istotnych strat, chyba że jest to naprawdę patologiczna jego forma, gdzie kocioł włącza się i wyłącza co kilka minut.
Owszem, skutki przewymiarowania kotła gazowego są dużo mniej dotkliwe niż w przypadku kotłów węglowych czy pomp ciepła – ale nadal są.
Dzisiejsze typowe nowe budynki mają maksymalne zapotrzebowanie na moc grzewczą rzędu 5-6kW w tęgi mróz – tymczasem ze świecą szukać tak małych kotłów gazowych. Dominują urządzenia o mocach 15-20-25kW. Ale to pół biedy. Ważniejsza od mocy nominalnej kotła gazowego jest jego moc minimalna – im niższa, tym lepiej.
Jeżeli do wyboru są:
to ten o mocy 25kW będzie lepszym wyborem: dzięki niższej mocy minimalnej będzie potrafił dłużej pracować ciągle i z niewielką mocą. A tak jest najkorzystniej.
Gazowy kocioł kondensacyjny powinien pracować z temperaturami zasilania podobnymi do tych, jakich wymagają pompy ciepła – czyli najniższymi jak się da.
Artykuły z branży gazowej niestety mocno trącą myszką w tej kwestii. Często mowa jest w nich jak tutaj:

Zestawienie sprawności kotłów gazowych w zależności od obciążenia i temperatur wody. Podobny wykres lata po całym internecie, łącznie z zagranicznym. Ja ten pożyczyłem z ogrzewamy.pl, tylko skalę sprawności uwspółcześniłem.
Najbardziej ekonomiczna praca kotła gazowego to praca ciągła, z najniższą mocą wystarczającą do pokrycia zapotrzebowania budynku na ciepło.
Aby zbliżyć się do tego ideału, pomocne mogą być następujące kwestie:
Może ktoś to przeczyta i się ocknie zanim przez własną głupotę straci część dobytku albo część rodziny.
Pożar komina powstaje w momencie, gdy nagromadzone w kominie duże ilości sadzy/smoły zapalają się – bo już tyle jej się nazbierało, że doszło do spotkania płomieni ze złogami sadzy i nagrzania jej do temperatury zapłonu. Ale to nie jest przyczyna pożaru komina tylko jego początek. Przyczyną jest sam fakt, że w kominie znalazły się tak duże ilości sadzy/smoły, że doszło do sytuacji umożliwiającej pożar.
W normalnym zadbanym kominie nigdy nie uzbiera się tyle sadzy/smoły! Tak więc pożar komina zawsze jest efektem horrendalnego zaniedbania ze strony właściciela budynku / operatora kotła/pieca/kominka:
Prawo budowlane nakazuje czyszczenie kominów od kotłów/pieców/kominków na drewno/węgiel co 3 miesiące. Taka częstotliwość (w moim odczuciu przesadna) jest podyktowana właśnie zamiarem zapobiegania pożarom kominów nawet przy najbardziej fatalnym paleniu a co za tym idzie: bardzo szybkim gromadzeniu się sadzy w kominie.
Niestety przepis ten w domach jednorodzinnych jest martwy. Państwo polskie zostawiło tutaj właścicielom domów dużą dozę wolności – którą oni źle wykorzystują. Mogą latami nie zlecać przeglądów kominiarskich ani nawet samemu nie dbać o stan komina bez żadnych konsekwencji – do czasu, aż wydarzy się pożar i ktoś w nim ucierpi. Tym „ktosiem” najczęściej będzie członek najbliższej rodziny…

Każda sadza jest palna, ale najgroźniejsza w kominie jest smoła – wydestylowana z drewna lub węgla. Świadczy o naprawdę tragicznej jakości spalania.
Od pożaru komina może z łatwością spłonąć cały dom wraz z domownikami. Może też nie wydarzyć się prawie nic złego. To zależy od:
Skutki pożaru komina zależą przede wszystkim od tego, czy komin wytrzyma pożar sadzy. Kominy buduje się / produkuje z takich materiałów, że teoretycznie powinny wytrzymywać. W praktyce wiele zależy od wieku, jakości wykonania i aktualnego stanu komina. Wytrzyma albo i nie.
Jatka zaczyna się w momencie, gdy komin się rozszczelni. Inferno płonącej sadzy o temperaturze ponad 1000 st.C wyłazi wtedy do pomieszczeń i rozpętuje się pożar. O ile straż nie przybyła zawczasu – z domu niewiele zostaje.
Jednak nawet i komin, który pożar wytrzymuje, też może narobić biedy w domu. Skoro w środku komina jest ponad 1000 st.C to na zewnątrz będzie przynajmniej paręset. To wystarczy, aby zapaliły się meble, podłogi lub stropy stykające się z kominem lub położone blisko niego.
Nawet gdy komin nie pękł, nic się od niego nie zapaliło – mógł stracić szczelność i za którymś następnym rozpaleniem będzie z niego uchodzić tlenek węgla do pomieszczeń mieszkalnych. Skończy się podtruciem/zatruciem czadem. Dlatego po pożarze komina straż pożarna zawsze wydaje zakaz palenia do czasu wykonania przeglądu kominiarskiego, który potwierdzi sprawność komina.
W super fartownym scenariuszu: pożar sadzy zostaje ugaszony, nic złego się nie dzieje a komin po pożarze jest w pełni sprawny. Brawo, kolejny raz udało się przeżyć! Ale to nie daje żadnej gwarancji, że następnym razem skończy się tak samo dobrze. Trzeba dołożyć wszelkich starań, aby nie było następnego razu.
Punkt najkrótszy, bo to jest naprawdę proste: nie ma pożaru komina jeśli w kominie nie ma się co palić. A żeby nie miało się co palić, są dwie drogi:
Jest rok 2023, 6 grudnia. Od 1. października straż pożarna odnotowała już 2000 pożarów sadzy. Zjawisko jest powszechne i spowszedniało.
Pożar komina jest odbierany jako zdarzenie losowe – czyli niezawinione. Ktoś miał pecha, że mu się komin zapalił – nie „zawalił przeglądy kominiarskie i dusił w kominku mokre drewno”. Miał pecha…
Takiemu myśleniu sprzyja powszechność tego zjawiska. Faktycznie: nie znając jego prawdziwych przyczyn, łatwo dojść do wniosku, że jest to zdarzenie losowe, bo dotyka od czasu do czasu prawie każdego, kto ma komin. Ale dzieje się tak dlatego, że prawie każdy źle pali i nie czyści komina!
Lekceważeniu problemu sprzyjają też zazwyczaj ograniczone straty. Większość pożarów komina nie kończy się tragicznie a straż pożarna gasi za darmo. Więc: do następnego…

Pożar komina w okolicy Kołobrzegu, grudzień 2023. Źródło: miastokolobrzeg.pl

Pożar w Durach k. Morąga, 24 września 2014 (dosłownie pierwsze zimne noce). Trzy ofiary śmiertelne pożaru od nieczyszczonego komina. Fakt, pożar komina rzadko kończy się aż tak tragicznie – ale właśnie to sprzyja lekceważeniu problemu.
Strażaków każdy lubi. Uważam, że duży wpływ na to ma fakt, że nie wystawiają mandatów. Zazwyczaj. Bo jak się zeźlą – to mogą o mandat przyprawić. W przypadku recydywistów, u których komin pali się regularnie, mandat otrzymany za przyczyną straży pożarnej będzie jak najbardziej zasłużony i może wreszcie otrzeźwi właściciela budynku zanim przy kolejnym pożarze dojdzie do tragedii.
]]>
27 listopada 2023 odbyła się sesja sejmiku województwa kujawsko-pomorskiego, gdzie pierwotnie miano głosować nad projektem zmiany uchwały antysmogowej zakładającym odroczenie wszystkich terminów wymiany kotłów (a zwłaszcza tego przypadającego za 34 dni – dla kotłów bezklasowych) o sześć lat. Ostatecznie jednak projekt nie został w ogóle przedstawiony, co oznacza, że istniejąca uchwała antysmogowa i przewidziane w niej terminy wymiany kotłów pozostają bez zmian. Na razie.
Przeprowadzone w październiku konsultacje społeczne w/w projektu zmiany uchwały antysmogowej dały wynik jednoznacznie negatywny:
Jak przewidywałem, najśmielszy jak dotąd atak na uchwałę antysmogową nie mógł ujść uwadze centrali Polskiego Alarmu Smogowego. Okazało się też, że istnieje aktywna miejscowa wypustka PAS, która zaczęła grzać temat lokalnie i tak oto przeciwnicy zmiany skorzystali ze swojego demokratycznego prawa do wyrażenia zdania, zaś druga strona… no cóż.
W takiej sytuacji marszałek wycofał projekt z sejmiku, ale nie zrezygnował zupełnie ze zmiany uchwały. Zapowiedział na 16. stycznia 2024 zwołanie okrągłego stołu w celu debaty nad problemem pt. termin wymiany minął a większość nie wymieniła – co teraz? Dopiero po tej debacie mogą zostać zaproponowane inne zmiany w uchwale. Pewnie siłą rzeczy skończy się na odroczeniu, lecz krótszym.
Czy wobec powyższego posiadacze kotłów bezklasowych w woj. kujawsko-pomorskim mogą spać spokojnie? Bynajmniej. Termin wymiany upływa i formalnie po 1.01.2024 tym wszystkim, którzy nie wymienili starego kotła ani nie mogą się wykazać żadnymi krokami podjętymi w tym celu – grożą kary.
Z tym że prawdopodobieństwo kontroli i kar może być bardzo różne w poszczególnych miejscowościach, bowiem za kontrole i kary odpowiada każda gmina z osobna (opinia marszałka jakoby uchwała była martwa i miała nie być egzekwowana – nie jest dla gmin wiążąca, choć może być wygodnym alibi, by nic nie robić). A gorliwość gmin w tej sprawie jest bardzo zróżnicowana. Może się okazać, że kontroli nie będzie (prawie) wcale i będzie patrzone przez palce – bo na wiosnę mamy wybory samorządowe i żal byłoby denerwować wyborców – ale równie dobrze wybory mogą być impulsem dla gminy, by na ostatniej prostej zacząć się wykazywać w walce ze smogiem, czego wyrazem może być deszcz mandatów na opornych. Wiele będzie zależało od tego, czy w danym rejonie przeważają ci, co wymienili i oczekują zmobilizowania reszty – czy na odwrót.
]]>